Koszmar powraca
 Oceń wpis
   

Witam,

Ubiegły tydzień był trzecim z rzędu spadkowym tygodniem na giełdzie. Ostatnimi czasy niestety tak szybko spadki się niestety nie kończą…zarówno bowiem podczas zwały lutowej jak i tej majowej mieliśmy do czynienia z seriami 5 tygodni „pesymizmu” zanim pojawiły się z powrotem wzrosty. Mam tu na myśli nasz WIG20 gdzie w obu przypadkach indeks potrzebował właśnie 5 tygodni aby osiągnąć dno paniki i rozpocząć odbicie. Czy podobnie będzie i tym razem? Wszystko na to wskazuje…
 
Poprzedni tydzień przyniósł znamiona tego oczekiwanego przez wielu „odbicia”. Był świetny dla surowców gdzie miedź zyskała 2,5%, ropa 2,12% i złoto 0,80%. Był to jednocześnie bardzo kiepski tydzień dla obligacji amerykańskich, których rentowność osiągnęła według mnie dno na 2,4190 w środę, by potem eksplodować aż na 2,65% na koniec tygodnia. Na wykresie tygodniowym uformowała się formacja „młota” i to takiego konkretnego młota, mogącego świadczyć o pęknięciu bańki na długu amerykańskim. Chciałbym jednak podkreślić że jest to jedynie przypuszczenie jakie na dzień dzisiejszy mi się wydaje najbardziej prawdopodobne a jak będzie to czas pokaże. Poprzednie dno rentowności 10-latków było 18.12.2008 czyli w epicentrum kryzysu i wcale nie było preludium do jakiejś nagłej zmiany sentymentu wobec akcji. Przypomnę że zanim inwestorzy przenieśli swoje pieniądze z funduszy obligacji do akcji musiało minąć wtedy dobre 2 miesiące. Kierując się tą analogią można z dużym prawdopodobieństwem obstawiać przełom października i listopada jako ostateczny dołek dla rynku akcji, bowiem to wtedy zapewne inwestorzy zaczną bardziej odważnie inwestować swoje pieniądze z powrotem na rynku akcji. Ale pierwszy optymistyczny prognostyk dla byków długoterminowych już się pojawił – jest nim najprawdopodobniej pęknięcie bańki na rynku amerykańskich obligacji. Nie sądzę jednak iż tak silna bańka zostanie przekuta ot tak po prostu bez żadnego testu swoich ostatnich dołków - dlatego typuje że kolejne tygodnie nie będą wcale takie wesołe dla rynków akcji. Uważam iż skoro S&P zdołał odpalić jedynie o 1,66% po wypowiedzi „Papieża” finansów Benedykta Bernanke, to wcale nie ma powodów do radości…pamiętam że podczas bessy po podobnych deklaracjach mieliśmy często dzidę +3% i wielki zapał inwestorów do kupowania…teraz czegoś takiego nie obserwuję a powód jest bardzo banalny – każdy przecież ma jeszcze świężo w pamięci iż ani żadne deklaracje ani czyny w postaci wpompowania grubo ponad biliona USD, nie powstrzymały dalszych spadków…pamiętamy przecież te krótkotrwałe euforie po kolejnych, seryjnych obniżkach stóp procentowych...pamiętamy te krótkotrwałe powroty optymizmu po kolejnych bail-outachSztuczne ingerencje w gospodarkę w postaci polityki monetarnej czy fiskalnej nie dały przecież pożądanych rezultatów…mogły one powstrzymać niektóre negatywne zjawiska w gospodarce i zdołać „kupić” czas ale przecież to co teraz obserwujemy czyli stałe pogarszanie się wskaźników makroekonomicznych z bezrobociem na czele to jest przecież dowód na to iż były to pieniądze wyrzucone w błoto…mało tego…nie dość że nic nie dały to teraz trzeba będzie za to zapłacić w postaci podwyższonych podatków i wielu lat zaciskania pasa jeżeli chodzi o wydatki rządowe…Keynes się skompromitował…czas na kilka lat reżimu wydatkowego, który co najwyżej będzie pozwalał na wzrost na poziomie 0-1% czyli właściwie będzie powodował przeciągającą się stagnację w gospodarce USA, podobną do tej w Japonii od początku lat 90-tych.
 
To właśnie rosnące bezrobocie będzie kolejnym koszmarem inwestorów a odczyt danych za sierpień już w ten piątek o 14 30. Po nim już o godz. 16 równie ważny odczyt ISM usług, który znalazł się ostatnio w niebezpiecznej bliskości wartości 50, której przekroczenie w dół świadczyło by o ponownym wejściu USA w recesję w sierpniu…wszystko wskazuje na to iż będziemy mieli „wielki piątek” na giełdzie. Od niego bardzo wiele zależy i rynek może pojechać w każdą stronę…ja jednak obstawiam tą południową…być może czeka nas kolejny tydzień paniki…
 
Prognoza na zamknięcie w piątek 03.09.2010:
 
S&P500     1020    -4,2%
WIG20       2350    -3,29%
 
Pozdrawiam,
 
Long

 

 

Komentarze (242)
Prognoza na tydzień rozpoczynający się 23.08.2010
 Oceń wpis
   

Witam,

Ubiegły tydzień przyniósł kolejne rozczarowanie dla inwestorów. Znów okazała się właściwą moja zasada że zazwyczaj pierwsze 2 dni tygodnia dają fałszywy sygnał. Tego nauczyłem się z percepcji po już 30 tygodniach prognoz, a czego nigdy wcześniej nie dostrzegałem, podchodząc do rynku z perspektywy dłuższych terminów. Myślę że podobnie może być i w tygodniu kolejnym ale o tym za chwilę. Podsumuję najpierw to co działo przez ostatnie 5 sesji.
 
Istnieje w tej chwili duża rozbieżność opinii dotyczących rynku i to stwarza dużą zmienność. W czwartek mieliśmy już próbkę tej zmienności kiedy to wig20 najpierw tąpnął o 1%, by na dogrywce poprzez cudo-fix wrócić z -2% na -0,6%... nie można tu kląć na rynek, czy obrażać się na niego bo przecież taka zmienność jest elementem gry jaką uprawiamy. Jest zasada iż wielkie fluktuacje są przejawem łamania się obowiązującego od dłuższego czasu trendu. W tej chwili nie ulega kwestii iż siły byków i niedźwiedzi są wyrównane, by nie powiedzieć że to właśnie ci drudzy zaczęli przeważać. Potwierdzają to badania naukowe bowiem od początku roku liczba niedźwiedzi w ankietach Investors Intelligence systematycznie rośnie (z 15% na 30%) , natomiast liczba byków od maja mocno spada (z 55% na 39%). W tym miejscu chciałem zaznaczyć iż bzdurą jest podchodzenie do rynku w sposób w jaki robi to wielu analityków, twierdzących że rosnąca liczba niedźwiedzi świadczy o rychłej zmianie trendu na wzrostowy. Takie kontrariańskie podejście może działać w pewnych krótkich, dosyć ograniczonych czasowo okresach, kiedy rynek jest faktycznie wyprzedany do ekstremum. Natomiast w dłuższej perspektywie tych trendów się nie oszuka co widać na poniższym obrazku. Od lata 2007 liczba niedźwiedzi systematycznie rosła aż osiągnęła szczyt w listopadzie 2008.
 
 
 
 
Oczywiście to że liczba niedźwiedzi rośnie czy spada nie znaczy że już od razu będziemy mieli tego efekty na giełdzie. Proszę zwrócić uwagę że jednak po szczycie w listopadzie 2008 liczba niedźwiedzi spadała i pomimo tego rynki pogłębiły jeszcze dołki bessy w 2009 roku.
Tym niemniej trend jest trendem i to jest trochę tak jak z jakimkolwiek towarem bądź usługą na rynku. Jeśli rośnie liczba zniechęconych klientów powiedzmy do oglądania telewizji to nikt mi nie wmówi że stacje telewizyjne będą odnotowywały większe zyski w długim terminie. Analogicznie jeśli rośnie drastycznie liczba ludzi chętnych do częstego korzystania z Internetu to świadczy to o tym iż spółki internetowe będą notować w przyszłości większe zyski. I owszem może się zdarzyć że dynamika wzrostu sprzedaży stacji telewizyjnych będzie w określonych miesiącach większa niż portali internetowych ale generalny trend będzie nieugięty…
 
Drugim czynnikiem jaki wskazuje na dalsze i dłuższe spadki to oczywiście zachowanie się dolara amerykańskiego oraz surowców i złota. USD wybił się pięknie z kanału spadkowego wobec Euro i to zapowiada rajd w kierunku parytetu na koniec roku. W reakcji na umocnienie się „zielonego” bardzo spadła cena ropy naftowej. To ona ma w tej chwili palmę pierwszeństwa jako idealny prognostyk, bowiem o ile bez złota lub miedzi ludzie mogą się obyć to bez ropy jakoś ciężko sobie wyobrazić życie ludzkie a co dopiero rozwój gospodarki…Jeśli ona spada tak drastycznie, łamiąc mega ważne wsparcie na 75 USD to znaczy że jest naprawdę źle. Natomiast drugą, istotną rzeczą na którą chciałem zwrócić uwagę jest nietypowe zachowanie złota, którego cena rosła pomimo umacniającego się dolara. Zmiana korelacji mocny dolar=słabe złoto nie wróży nic dobrego. Świadczy to już o desperacji inwestorów uciekających z rynku akcji i łapiących się czegokolwiek co nie kojarzy się ze spółka giełdową…to samo z resztą dotyczy obligacji które biją kolejne rekordy. 2 letnie amerykańskie osiągnęły rentowność najniższą w historii (rentowność i cena idą w przeciwnych kierunkach). Ja wiem że ktoś powie że to zasługa FED, który się zadeklarował w utrzymywaniu płynności ale bez przesady…nikt nie kupowałby czegoś co daje jedynie 0,5% rocznie do cholery…coś zdecydowanie jest na rzeczy…ja wolę stać wobec tego z boku i obserwować…to nie jest czas na ryzykowne ruchy uważam.
 
Prognoza na zamknięcie w piątek 27.08.2010:
 
S&P500      1050   -2,10%
WIG20        2400   -1,85%
 
Pozdrawiam,
 
Longterm
Komentarze (236)
Polska zagrożona atakiem spekulantów
 Oceń wpis
   

Witam,

Ubiegły tydzień przyniósł masakrę byków na każdym froncie. Skala przeceny przerosła moje i tak dosyć pesymistyczne przewidywania. WIG20 i S&P tąpnęły o tyle samo bo 3,78% (ja przewidywałem zjazd jedynie o 1,9% na obu indeksach). Jednak to właśnie taki scenariusz dla giełdy przewidywałem w ostatnich prognozach pisząc o nadchodzących spadkach od kilku tygodni. W końcu udało się złapać idealną górkę i zaliczyć podwójne trafienie co podreperowało moją zszarganą ostatnio reputację:-) Muszę przecież przyznać iż lipcowe wzrosty mnie zaskoczyły. Ale teraz to już nie ważne, bo mamy je za sobą…teraz ważna jest już jedynie przyszłość, a ta nie jest dla byków zbyt różowa…uważam że cały ten wzrost nazwijmy to „letniej hossy” to była jedynie korekcyjna fala B i teraz powinniśmy powrócić do spadków, a zgodnie z teorią fal ostatnia fala C powinna być najdłuższa…
 
Wiele się mówiło ostatnio o krzyżach generalnie, a w kontekście giełdy o tzw. „krzyżu śmierci”, czyli przecięciu się średnich 200-sesyjnej z 50-sesyjną, świadczącym o początku długoterminowego trendu spadkowego. Wielu komentatorów zaczęło jednak kwestionować ten sygnał, a kilku znanych analityków wręcz z niego drwić. Owszem 06.08 ten znak został zanegowany, bowiem średnia 50-sesyjna zdołała powrócić ponad 200-sesyjną. Gracze mogli wtedy uwierzyć iż był to "fałszywy krzyż" i że teraz droga do bicia rekordów będzie otwarta…Nic jednak z tego…Przez kolejne 4 sesje WIG20 runął o 120 punktów czyli o 4,70% !!! Może to zabrzmieć nieskromnie ale byłem na taki scenariusz całkowicie przygotowany i spodziewałem się takiego obrotu sprawy. Prześledziłem bowiem wcześniej kilkanaście wykresów indeksów oraz również spółek giełdowych które odnotowały niedawno „krzyże śmierci”…zauważyłem że zawsze zaraz po zanegowaniu lub chociażby próbie zanegowania „krzyża” przytrafiały się katastrofy w postaci bardzo silnych spadków…w pamięci utrwaliły mi się szczególnie wykresy Hang Seng, Goldman Sachs, Mostostalu Zabrze i Vistuli. Tam właśnie próbowano za wszelką cenę zanegować „krzyż śmierci” poprzez bardzo silny i desperacki niemalże atak ale zawsze "krzyż" jednak sprowadzał te wykresy w dół. Innymi słowy -  próby zanegowania krzyża jak dotąd nigdzie się nie udały, a rozpaczliwe rajdy kończyły się fiaskiem i jedynie wzmacniały znaczenie symbolu…
 
W zeszłym tygodniu moim największym sukcesem prognostycznym był euforyczny wręcz wzrost dolara amerykańskiego. To właśnie on sprawił iż „letnia hossa” przechodzi już do historii. Teraz wielu myśli pewnie że to już może być koniec rajdu USD i że należałaby się jemu przynajmniej korekta. A ja zaryzykuję i postawię na dalszy euforyczny rajd dolara, który zaskoczy praktycznie wszystkich i wywoła nie lada zamieszanie w szeregach byków liczących na odbicie giełdy…Również nasza złotówka powinna to odczuć i jednak ostatecznie się załamać wobec GBP i Euro. To by oznaczało początek drugiej odsłony kryzysu związanego z niewypłacalnością krajów europejskich. Który kraj teraz można typować jako kolejną ofiarę? Irlandia? Portugalia? Hiszpania? A może zupełnie nieoczekiwanie na przykład Belgia? A może w końcu… Polska? Ja powtarzałem od bardzo dawna iż jestem zdania że jak wielka finansjera skończy z PIIGSami to zabierze się za nas…Trzeba być wtedy na to dobrze przygotowanym, bo reakcja rynku może być paniczna…Podczas dekoniunktury światowa spekuła lubi mieć bowiem ofiarę, a jest coś takiego jak czynnik zazdrości i chęć upokorzenia danego kraju jaką obserwujemy od kilku lat. Przypomnijmy sobie co zrobili spekulanci z nieźle rozwijającą się Rosją w 2008 roku, czy co próbują już od kilku miesięcy robić z Chinami wytykając im najmniejszy błąd…Przecież to są potęgi a ich indeksy leciały na łeb na szyję…To czy PKB, produkcja przemysłowa tych państw wtedy rośnie i w jakim tempie nie ma już żadnego znaczenia…raz objęty cel musi być wydrenowany z kapitału aż do ostateczności…Mnie bardzo zastanawia w tym kontekście ostatnia rekomendacja Goldman Sachs dla PZU na 430 zł. Wiadomo że banki wydają rekomendacje kupna wtedy kiedy cena posiadanych akcji ich zadowala i chcą się ich zwyczajnie pozbyć…Zalecałbym zatem wzmożoną ostrożność wobec spółek WIG20 w najbliższym czasie. Operacja „Utarcie nosa Polsce” być może właśnie się rozpoczęła…
 
Prognoza na zamknięcie w piątek 20.08.2010:
 
WIG20      2400    -2,12%
S&P500     1050    -2,71%
 
Pozdrawiam,
 
Longterm
 
Komentarze (208)
Teraz już tylko w dół
 Oceń wpis
   

Witam,

W mijającym tygodniu udało mi się trafić z kierunkiem jedynie w USA, gdzie indeks S&P zachowywał się prawie idealnie tak jak zakładałem w moim scenariuszu. Najpierw wzrósł do 1128 (jedynie 3 punkty od mojego zakładanego szczytu tygodniowego) by potem zawalić się po danych o bezrobociu nawet na 1107. W piątek Amerykanie utrzymywali się bardzo długo, bo kilka godzin na poziomie moich prognoz czyli 1110, ale ostatecznie podciągnęli w końcówce na 1121. W zeszłym tygodniu pomyliłem się w USA o jeden punkt, w tym też było blisko co świadczy że poprawiłem się na tamtejszym rynku. Niestety na własnym podwórku notuje kolejne niepowodzenie bo byki jednak przebiły 2500 i zdołały zamknąć tydzień na plusie.
 
Dane o bezrobociu
 
Wydarzeniem tygodnia były dane o bezrobociu w USA, które pozostało na nie zmienionym poziomie 9,5% co było wynikiem lepszym od oczekiwań. Niestety gorszy od oczekiwań analityków był sam spadek miejsc pracy o aż 131 tysięcy. Jeszcze gorszym koszmarem była rewizja poprzedniego miesiąca ze 125 tysięcy na aż 220 tysięcy! Jest to dla mnie dowodem na to iż nie należy podchodzić do danych na serio zaraz po ich podaniu, bowiem jak widać ulegają one potem sporym korektom - w tym przypadku o bagatela 95 tysięcy…Spadek spowodowany był zwolnieniami w sektorze państwowym. Do 143 tysięcy pracowników którzy pracowali przy spisie ludności, dołączyło aż 59 tysięcy zwolnionych pracowników zatrudnionych przez administracje stanowe. Jest to nowy trend, gdzie wzrost zatrudnienia w sektorze prywatnym nie jest w stanie zrekompensować utraty miejsc pracy w administracji i różnego rodzaju agendach rządowych. Bardzo istotnym jest  fakt iż obserwujemy dodatkowo spore osłabienie wzrostu miejsc pracy w wydawało by się silnym sektorze prywatnym. 70 tysięcy miejsc utworzonych w lipcu to bardzo mało w porównaniu z 158 tyś. w marcu czy 241 tyś. w maju...świadczy to o tym iż tempo ożywienia bardzo słabnie i mamy do czynienia z jego ostatnim tchnieniem… przyszły miesiąc może pokazać już totalną masakrę na rynku pracy, gdzie oba sektory zlikwidują miejsca pracy i nie będzie można już tego tłumaczyć czynnikiem jednorazowym jak zwolnienie pracowników cenzusu.
 
Druga sprawa jaka przykuła moją uwagę to rekordowe zmniejszenie się siły roboczej w USA…w porównaniu z majem w lipcu bylo o 833 tysięcy mniej ludzi zdolnych do pracy…mało tego, w tym samym okresie ubyło aż 460 tysięcy ludzi czynnie pracujących zawodowo…co się z nimi stało? Nagle umarli? Zachorowali? Wyemigrowali? Przeszli na emeryturę? Faktem jest jednak iż pomimo że bezrobotnych nie przybywa to ubywa w Ameryce tych pracujących oraz generalnie rąk zdolnych do pracy…Podobno tak drastyczny spadek siły roboczej w USA był najwyższy od 1968 roku. Nie wróży to dobrze gospodarce USA, bowiem mniej pracujących ludzi równa się mniejszej konsumpcji i w konsekwencji tego oznacza mniejszy wzrost gospodarczy. Nie wyrównane sezonowo dane mówią o spadku o 0,75% i myślę że tyle będzie teraz trzeba odejmować od potencjalnego wzrostu gospodarczego przez kolejne kwartały i być może lata.  Spowoduje to również zwiększanie się tzw. output gap (ang: rożnica pomiędzy realnym a potencjalnym wzrostem gospodarczym).
 
Kolejną istotną sprawą jest 2,6 miliona Amerykanów bez pracy, którzy są wyłączani z siły roboczej i nie są zaliczani jako bezrobotni, bowiem nie poszukiwali pracy przez ostatnie 4 tygodnie. To ja się pytam: co się stanie jak ci wszyscy bezrobotni nagle stwierdzą że chcieliby jednak poszukać pracy? Wtedy amerykański urząd statystyczny będzie zmuszony dołączyć ich do ponad 14 milionów oficjalnych bezrobotnych i stopa bezrobocia automatycznie podskoczy do 11,2%...
 
Co w przyszłym tygodniu?
 
Wydarzeniem przyszłego tygodnia będzie decyzja FED i komunikat, w którym jak oczekuje bardzo rynek, pojawi się oficjalne ogłoszenie wznowienia tzw. quantitive easing (tłum. własne: drukowanie pieniądza). A ja się pytam: a co jak nie ogłosi? Trzeba się przygotować na taką ewentualność bowiem popyt na obligacje amerykańskie jest naprawdę ogromny nawet bez pomocy FED. Rentowność 10 letnich tąpnęła na 2,82 (poziom najniższy od paniki 2008 r.) i nic nie wskazuje na to żeby nie miała spaść na 2,5%. To czego być może obawia się prezes FED to pęknięcia tej bańki więc postanowił najpierw zareagować słownie i być może zadeklaruje jedynie możliwość podtrzymywania tej hossy na obligacjach. Jest to bardzo na rękę sekretarzowi skarbu USA, bowiem dzięki wysokim cenom obligacji rentowność utrzymuje się na bardzo niskich poziomach przez co koszt ogromnego zadłużenia ostatnimi czasy bardzo spadł. Polityka FED polegająca na pozostawieniu stóp procentowych na zerowym poziomie na bardzo długi czas (przynajmniej do końca przyszłego roku) oraz ewentualna deklaracja o wznowieniu skupowania papierów dłużnych oznaczałaby iż hossa na rynku obligacji przybrałaby znamiona euforii…Wiadomo że obligacje są największymi konkurentami akcji więc w takiej sytuacji rynek akcji musiałby ulec znacznemu załamaniu. Tak długo bowiem jak jest popyt na obligacje, nie będzie popytu na akcje…A sprzedaż obligacji i to na ogromną skalę zaczyna się już w przyszłym tygodniu – we wtorek 3 –letnie za 34 miliardy, w środę 10-latki za 24 miliardy i na deser w czwartek 30-latki za 16 mld. Łącznie rząd będzie chciał sprzedać dług wartości 74 miliardów….Skąd będzie na to kasa? Będą musieli wyjąć z rynku akcji żeby kupić od rządu takie gigantyczne ilości bo przecież wiadomo że Chińczyk i Japoniec już nie pomoże…Japończycy pokazują swoją awersję do Ameryki poprzez wzrost ich waluty o ponad 11% od początków maja…w zeszłym tygodniu Jen pobił poprzednie szczyty wobec dolara z listopada 2009 i ma otwartą drogę na szczyty historyczne z 1995 roku!!! Przypomnę że Jen obok Franka szwajcarskiego traktowany jest jako bezpieczne schronienie dla światowego kapitału.
 
Surowce "nie kupiły" tego rajdu, bowiem nie zdołały przebić trendu spadkowego. Szczególnie słabo zachowywała się ropa…miedź raczej na remis, natomiast złoto pomimo tego że wzrosło to jednak wygląda tak jakby przygotowywało się do zmiany trendu na spadkowy. Co jest tego powodem? WEDŁUG MNIE BĘDZIEMY MIELI OSTATNI TYDZIEŃ SPADKÓW DOLARA. USD jest w tej chwili naprawdę bardzo wyprzedany, szczególnie względem CHF oraz PLN. Przewiduję że również wobec EURO dolar zjedzie jeszcze trochę aby później mocno się odbić i dążyć w kierunku parytetu. Będzie to ostateczny sygnał dla rynków że ta mini hossa się skończyła i że kolejne kwartały przyniosą marazm gospodarczy, a być może nawet powrót do recesji…
 
Mógłbym tak pisać jeszcze i pisać ale wiem że już przynudzam więc wszystkich zainteresowanych dyskusją ze mną zapraszam do komentarzy pod wpisem. Na bieżąco przedstawiam tam moje opinie również podczas sesji.
 
Prognoza na zamknięcie w piątek 13.08.2010:
 
S&P500   1100   -1,9%
WIG20     2500   -1,9%
 
Pozdrawiam,
 
Long
Komentarze (202)
Upadek forum wskaźnikiem wyprzedzającym na giełdzie
 Oceń wpis
   

Witam,

Poniedziałek przyniósł inwestorom giełdowym miłą niespodziankę w postaci eksplozji wig20 o 2,74% i hucznego przebicia oporu na 2500, z którym tak długo się zmagał. Tak szybkie i dynamiczne wzrosty nie wróżą jednak nic dobrego…uważam że w przeciągu 1-2 sesji będziemy mieli cofkę poniżej 2500 i dotrzemy na poziom mojej prognozy na ten tydzień – 2450.
W USA indeksy zachowują się zgodnie z moimi przewidywaniami bowiem pisałem iż tak jak u na potencjał wzrostów został już wyczerpany tak w USA byki śmiało mogą podciągnąć pod 1131. Ktoś może się zdziwić sprzecznością moich prognoz w których piszę że USA wzrośnie a Polska spadnie ale wytłumaczyć to mogę tym iż uważam że wyrwaliśmy się delikatnie „przed szereg”…w USA ważą się losy mini hossy bowiem jeśli indeksy nie zdołają przebić 1150 to będzie znaczyło że wypełni się gigantyczna formacja RGR (głowa z ramionami) gdzie lewe ramię to szczyt ze stycznia a prawe właśnie tworzymy…Osobiście uważam że sama perspektywa utworzenia się tej niedźwiedziej formacji spowoduje falę wyprzedaży zanim byki lizną 1150. Właśnie kierując się tą logiką prognozowałem szczyt tygodniowy na 1131 a potem niestety spadki i to spadki dosyć drastyczne – przynajmniej równe w swej dynamice do ruchu wzrostowego jaki je poprzedza…
 
Tak jak pisałem w mojej prognozie wszystko teraz zależy od dolara i co teraz widzimy? USD się mocno osłabia wobec Euro – w tej chwili kurs wynosi już jedynie 75,94 eurocenta. Jednak uważam z całą stanowczością że spadki na dolarze się powoli wyczerpują i po osięgnięciu poziomu 75 eurocentów USD (być może trochę zjedzie niżej)  powinien agresywnie piąć się ponownie w górę. To spowoduje panikę wśród graczy carry trade którzy ostatnio najwidoczniej zaczęli powracać do gry.
 
Dlaczego jestem przekonany o spadkach w najbliższym czasie?
 
Rynek akcji stał się według mnie bardzo wykupiony. Przynajmniej chwilowa korekta się bardzo należy rynkowi bo naprawdę nie da się utrzymać takich wzrostów dłużej. Poza konwencjonalnymi wskaźnikami takimi jak MACD czy RSI ja biorę pod uwagę również mój osobisty czynnik agresji forumowiczów giełdowych. Poziom chamstwa i natężenie inwektyw pod moim adresem osiągnęło poziom jakiego jeszcze nie notowałem w swojej „karierze”…
 
Oto tylko niektóre z wypowiedzi pod moim adresem z dnia dzisiejszego:
 
"2010-08-02 13:04:00 | brydzia_bankrut_ [ - ]
jemu chodzi o wejścia na blog, on i giełda to przecież cyrk na kólkach

wszedlem tam wlasnie z ciekawosci i co widze ? SUPER BRYDZIE wieszczaca besse
buahhahahah, te same posty od półtora roku, zmieniaja sie tylko poziomy, bo
przeciez jestesmy coraz wyzej :))
heheheh
ta, longterm , brydzia i Rafał Rafał - pajacyki na sznureczkach"
 
"2010-08-02 13:51:19 | amator1122 [ Tysiącznik na forum) ]
poważny stary p******* jakim prawem piszesz o inwestorach , jakość twoich prognoz
poznał już nie jeden wyleszczony nieudacznik... ostatni to chyba raf .

masz swój kącik moherów to im bazgrol te swoje modlitwy i tu nie zaglądaj bo robisz z
siebie coraz większe pośmiewisko."
 
"2010-08-02 13:00:43 | 109.243.40.* | sio na bloga
ty jesteś tłumem totalny imbecylu - spójrz w lustro szara maso i przestań zwodzić na
manowce.
Dołącz do kena i brydzi i zniknij"
 
"2010-08-02 20:01:02 | 90.156.5.* | pani Basia
Cymbale gadasz tak od początku tego ruchu co dziennie ma spadać, a spadać jakoś
nie chce. Podejrzewam że powinno spadać tak jak ty o wielki inwestorze
długoterminowy wieścisz tylko ktoś ci na złość robi. Twoje wróżenie cechuje
kompletny brak wyczucia rynku i doświadczenia, bo jeśli naprawdę jesteś na rynku
od 10 lat to jesteś totalnym tłukiem i niczego się nie nauczyłeś inwestorze
długoterminowy z 50 % trafnością (akurat nigdy nie widziałem żebyś co kolwiek
trafił). Ale tak tak jutro to już napewno spaść musi hahahahahaha
 
 
No i jeszcze jeden cytat z forum money.pl z przed chwili najlepiej obrazujący powszechne zadowolenie tłumu:
 
 
"2010-08-02 21:21:56 | 77.112.199.* | stary_12341
Re: GPW: Wzrostowy początek sierpnia [2]
wszystkie posrańce z tego forum, jełopy co od w20 1500 na krach czekaja dzis dostały
lekcję ostateczną, mam wrazenie ze wiekszosc z nich z płaczem i zgrzytem zebów odposci
sobie giełdę i cały ten zgiełk. Wrocą z 2 - 3 lata , kiedy W20 bedzie na 5000 , wtedy
trzeba bedzie sprzedawac akcje:)))))))"
 
 
No comments:)
 
Pozdrawiam
 
Long
 
Komentarze (121)
Prognoza na tydzień rozpoczynający się 02.08.2010
 Oceń wpis
   

Witam,

 
Scenariusz z ostatniej prognozy sprawdził się w zeszłym tygodniu bowiem WIG20 ewidentnie wykazał całkowite wyczerpanie potencjału wzrostowego. Miało to swój związek z oczekiwaniem na wyjaśnienie się sytuacji technicznej w USA. Mimo tej słabości byki jednak wymęczyły minimalny wzrost tygodniowy +0,56%, przez co nie mogę zapisać sobie trafienia na konto (przewidywałem cofkę na 2400). W USA natomiast trafiłem bowiem niedźwiedzie przeważyły na tamtym rynku dołując indeks S&P o jeszcze mniejszą wartość bo o 0,10%...wygląda na to że sezon ogórkowy sprawił że na giełdzie stało się po prostu nudno i nikt nie chce się wychylać przy małych obrotach. Jedynie dla formalności podam że moja skuteczność w przewidywaniu wzrostu lub spadku indeksów na kolejny tydzień zmalała ostatnio do 53,7% (29/54). Lepiej mi idzie w Polsce (59,25% 16/27) niż w USA (48% 13/27).
 
W zeszłym tygodniu zaskoczyła pozytywnie miedź rosnąc o 3,5%, ropa rozczarowała osiągając remis natomiast złoto wciąż nie może się zdecydować w którą stronę ma pójść (-0,62%). Świetny tydzień miały amerykańskie papiery dłużne. Rentowność 10-latków zmalała do 2,9% z 2,99%. Świadczy to o powszechnym przekonaniu o spowolnieniu gospodarki w II połowie roku i pozostawieniu przez FED stóp procentowych na najniższym poziomie.
 
W piątek mieliśmy prawdopodobnie ostatni „pozytywny” odczyt wzrostu PKB oparty na stymulujących działaniach rządu. Te marne +2,4% osiągnięte w II kwartale to głównie zasługa wyrównania zapasów i gwałtownego wzrostu wydatków związanych z nieruchomościami spowodowanego właśnie przez rządowy program stymulujący zakup domów. Ten program jak wiadomo wygasł w maju, więc w kolejnych miesiącach ten czynnik prowzrostowy przerodzi się raczej w czynnik negatywny, bo domów będzie kupowanych coraz mniej i mniej. Również czynnik wyrównywania zapasów się wyczerpuje w swoim potencjale i w kolejnych miesiącach firmy nie będą już tyle zamawiały co dotychczas siedząc na gigantycznych zapasach…Wzrost w III kwartale może uratować jedynie słabszy dolar przez co zmniejszy się bardzo niekorzystny deficyt handlowy USA. To właśnie bowiem gigantyczny wzrost importu ograniczył drastycznie wzrost PKB w II kwartale. W rezultacie tego wzrost PKB zwolnił z 3,7% w I kwartale do 2,4% w II kwartale. Jeśli taka tendencja miała by się utrzymać to w III kwartale możemy spodziewać się symbolicznego wzrostu rzędu 1%...Odpowiedzią dla nas będzie kurs dolara – jeśli będzie dalej agresywnie rósł to nie będzie mowy w ogóle o wzroście gospodarczym, a być może będziemy mówili o powrocie do recesji. Jeśli będzie tracił na wartości to pobudzi to eksport oraz zwiększy wpływy z zamorskich inwestycji. Jak na razie wszystko układa się korzystnie dla Amerykanów bowiem USD znacząco się już osłabił do Euro ale chciałbym zwrócić uwagę że potencjał tego spadku się powoli wyczerpuje. Uważam że dolar spadnie jeszcze do 75 eurocentów i ponownie zacznie się wspinać w górę dążąc do parytetu i powodując wtórną recesję lub co najwyżej marazm gospodarczy na poziomie wzrostu 0,5-1%...jakoś wciąż bardziej ufam Dolarowi niż Euro przynajmniej w bliższej perspektywie…
 
W najbliższym tygodniu czekają nas bardzo istotne dane makro z USA – w poniedziałek indeks aktywności przemysłowej a w piątek dane o bezrobociu za lipiec. Przewidywania są dość pesymistyczne więc jakieś pozytywne niespodzianki będą mile widziane przez inwestorów. Przewiduję że S&P wybije się jeszcze raz w ostatnim zrywie osiągając być może nawet 1131, ale potem odbije się od tego poziomu i zacznie spadać. U nas WIG20 powinien zrobić klasyczny podwójny szczyt na 2500 i również się schłodzić na koniec tygodnia osuwając się gdzieś na 2445.
 
Prognoza na zamknięcie w piątek 06.08.2010:
 
S&P500       1110 +0,76%
WIG20         2450 -1%
 
Pozdrawiam
 
LOng
Komentarze (31)
Stracona dekada
 Oceń wpis
   

Witam,

Wielu czytelników mojego bloga może zastanawiać pewna sprzeczność pomiędzy moim długoterminowym nastawieniem do inwestowania a tygodniowymi prognozami poziomów giełdowych i przywiązywaniem coraz większej uwagi do AT, psychologii rynku oraz przepływu kapitału pomiędzy różnymi klasami aktywów. Wobec wielu zarzutów o hipokryzję i brak konsekwencji chciałem się nieco usprawiedliwić.

Wszystko zaczęło się w 2000 roku

Moja przygoda z giełdą zaczęła się w 2000 roku kiedy to kupiłem dwie spółki, które wydawały mi się nie tylko bardzo przyszłościowe ale i najbardzie bezpieczne. Te dwa walory to Budimex i...Elektrim. jak wiadomo tylko ten pierwszy jest wciąż notowany na giełdzie. Popularny "cesarz" niestety zbankrutował i został wycofany z giełdy. W 2000 roku na "niby" odbiciu po pęknięciu bańki intrernetowej kupiłem akcje Elektrimu średnio po 53 zł (wyglądało na promocję bo akcje spadły z 100 zł)...Z moich studenckich oszczędności zainwestowanych w tą spółkę uratowałem jedynie ok. 15% bowiem sprzedałem akcje ostatecznie w trakcie ubiegłej hossy po ok. 10 zł.  Warto wspomnieć że akcje Elektrimu kosztowały momentami nawet ok. 1 zł...innymi słowy na samym początku przeszedłem twardą lekcję inwestowania długoterminowego typu "kup i trzymaj". Los chciał abym już na samym początku poznał na własnej skórze co to znaczy obserwować jak moje zainwestowane pieniądze topnieją o 98%...spółka jak wspomniałem została ostatecznie wycofana z giełdy...Takie ryzyko dotyczy każdej firmy notowanej na GPW i nie ma znaczenia czy jest to blue chip czy mała spółka z swig80...kto by kiedyś pomyślał że upadnie Universal, Elektrim, Krosno, Swarzędz, Tonsil? To były przecież wielkie firmy z ogromnymi ambicjami, z którymi inwestorzy wiązali wielkie nadzieje. Kto w 2007 roku przypuszczał że upadną takie firmy jak Lehman Brothers czy Circuit City, a General Motors i AIG staną się spółkami "śmieciowymi" i będą wyrzucone z indeksu Dow Jonesa? kto by pomyślał że wielki Citi Bank będzie handlowany poniżej 1 dolara? Dzisiaj zachwycamy się KGHM czy PKOBP - naszymi okrętami flagowymi ale kto nam zagwarantuje że w 2020 te firmy będą jeszcze istniały?

Inwestor powinien być wszechstronny

jak wiadomo brać inwestorska dzieli się na dwa obozy - zwolenników analizy technicznej i analizy fiundamentalnej. Często można spotkac się ze sporami i polemikami na temat wyższości jednej ze szkół. Ja osobiście w dwóch przypadkach - 2000 roku i 2007 zaobserwowałem w sobie dużą ułomność jaką była totalna ignorancja AT. Stwierdziłem że byłem jak człowiek pozbawiony jednej ręki. W sumie można było z tym żyć ale chyba lepiej mieć obydwie:)

Własna droga

Po wieloletniej obserwacji rynku poznanie tajników AT i stosowanie ich w praktyce przyszło mi niejako w sposób naturalny. To tak jakby ktoś kto zna dobrze gramatykę i język pisany danego języka musiał nagle w nim zacząć mówić każdego dnia...na początku na pewno szok ale po kilku miesiącach przychodzi to zapewne o wiele łatwiej niż komuś kto uczy się od zera...kilkadziesiąt przeprowadzonych transakcji DT lub kilkudniowych wykazały mi iż podejmuję właściwe decyzje w 70% przypadków. Niestety wciąż dużą wadą jest fakt iż te 30% błędów generuje bardzo wysokie straty, to znaczy że nie tnę tych strat dostateczenie szybko. Myślę że jest to spowodowane manierą z inwestowania długoterminowego podczas którego byłem przyzwyczajony do czasowych załamań kursów i musiałem je przetrzymywać. W przewidywaniu cykli giełdowych znajomość zarówno AT jak i AF może bardzo pomóc bowiem często jedna szkoła daje fałszywe sygnały. Przykładowo na wiosnę 2009 roku AT dawala mocny sygnał kupna, podczas gdy AF zupełnie nie dopuszczała wzrostów.  Teraz dla odmiany AF tryumfuje bowiem pomimo byczych sygnałów AT z początku roku nie udało się utrzymać wzrostów i najprawdopodobniej czekają nas spore spadki. Technicy również się już poddali wobec uformowania się tzw. "krzyża śmierci" na S&P i WIG20. Obie szkoły zatem się w tej chwili niejako zgadzają co do kierunku. Po raz pierwszy w mojej karierze jestem świadkiem podobnego zjawiska aby obie szkoły dawały jednakowy sygnał - sygnał sprzedaży. Może to się skończyć naprawdę prawdziwą katastrofą, bowiem zarówno inwestorzy długoterminowi jak i zwolennicy łapania dołków-górek będą jednocześnie wywalali akcje...takie zjawisko kiedy po drugiej stronie rynku nikt nie stoi nazywa się krachem...

Dobrze zatem być na to wszystko należycie przygotowanym. Warto podchodzić teraz do rynku z tygodnia na tydzień a nawet z dnia na dzień..rynek nie zna dnia ani godziny. Nie ma sensu upierać się przy jednej szkole czy doktrynie inwestowania...Coraz częściej dochodzę bowiem do wniosku że mamy do czynienia ze straconą dekadą..

Pozdrawiam,

Longterm

 

 

Komentarze (32)
Austerity czyli nowy koszmar inwestorów
 Oceń wpis
   

 

Witam,

Ubiegły tydzień przyniósł bardzo nieoczekiwane (przynajmniej dla mnie) mocne wzrosty indeksów giełdowych. Zarówno S&P jak i nasz WIG20 urosły solidarnie po 3,6%. Przypomnę że przez ostatnie 3 tygodnie giełdy rosły jak szalone co można usprawiedliwiać chyba jedynie rekordowymi upałami po obydwu stronach Atlantyku. Przez ok. 15 ostatnich sesji nasz WIG20 wzrósł już prawie 10% natomiast amerykańska giełda o solidne 9% co jak na nich jest nie lada wyczynem. Teraz rodzą się w mojej głowie pytania:
 
czy tempo tych wzrostów może być utrzymane przez najbliższe 3-4 tygodnie?”
 
czy poziomy jakie osiągnęliśmy na zamknięciu w piątek są do utrzymania w wyżej wymienionym zakresie czasowym?”
 
w końcu „czy rajd jakiego byliśmy świadkami miał fundamentalne podstawy?”
 
Otóż na wyżej postawione pytania mój w pełni skromny i obiektywny rozum każe mi odpowiedzieć zdecydowane NIE…NIE…NIE…czyli po trzykroć NIE.
 
Zanim zajmę się dokładną oceną tego co najprawdopodobniej czeka nas w najbliższym czasie pozwolę sobie na szybkie podsumowanie tego co się działo w mijającym tygodniu.
Miedź eksplodowała (wzrost +8,9%) w reakcji na ogromne spadki zapasów. Był to niezwykle udany tydzień dla tego surowca ale moim zdaniem potencjał wzrostowy się wyczerpał – przynajmniej chwilowo. Chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie podejrzewa że po takim wystrzale w górę miedź będzie kontynuowała wzrosty…Generalnie uważam iż agresywne wzrosty miedzi trwające miesiącami mamy już za sobą i teraz możemy liczyć co najwyżej na długotrwały trend boczny ale jednak z tendencją do zaniżania. W związku z powyższym w najbliższym czasie będę zmuszony rozstać się z moją inwestycją w KGHM, która włączając dywidendę przyniosła jak dotąd 16% zysku. Decyzji jeszcze nie podjąłem ale z uwagą obserwuję rynek miedzi bo to on da nam pierwszy sygnał.
Ropa naftowa również miała super tydzień (wzrost +3,73%) natomiast złoto nie mogło się ponownie zdecydować kończąc tydzień właściwie na remis.
Podsumowując surowce to uważam iż potencjał ich wzrostu został chwilowo przynajmniej wyczerpany i powinniśmy się spodziewać umiarkowanej korekty.
 
Co ciekawe BDI (indeks surowcowych frachtów morskich) w końcu zaczął rosnąć (+7,4% od dołka), co może jednak być złudne bowiem jak sugerują niektóre źródła wynika to jedynie z dosłownego buntu przewoźników morskich, którzy zaczęli tydzień temu odmawiać usług po tak zaniżonych cenach. Może zatem nie mieć to większego związku z fizycznym popytem na surowce, który najwidoczniej się załamał kilka tygodni temu. Natomiast bardzo niepokojące jest zachowanie Harpexa (indeks cen morskich frachtów kontenerowych), który po spektakularnych wzrostach od początku roku (ponad 100% wzrostu) od dwóch tygodni stoi w miejscu. Wygląda na to iż po załamaniu się popytu na surowce teraz przychodzi pora na handel produktami przetworzonymi. Czyżbyśmy mieli szczyt koniunktury wzrostu opartego na sztucznych stymulacjach rządowych II kwartał 2009- III kw. 2010? Powiem szczerze że wszystko na to wskazuje. Wielkie programy rządowe takie jak rabat na zakup nowego domu czy wymianę grata na nowy samochód w USA, Chinach, Japonii i UE zostały zakończone. Co więcej wszystkie kraje przechodzą teraz w przyspieszonym tempie z fazy pobudzania gospodarki (Keynesizm) do fazy tzw. austerity czyli restrykcyjnej polityki fiskalnej i monetarnej mającej na celu redukcję nadmiernych deficytów. W tym miejscu przechodzimy do omówienia europejskich „stress” testów. Wielu komentatorów może być zdziwionych iż testy te były nadzwyczaj "łagodne" i nie brały pod uwagę bankructwa żadnego z krajów. Ja jednak odczytuję to w ten sposób iż EBC po prostu nie bierze takiego scenariusza w ogóle pod uwagę. Przecież Jean Trichet, prezes EBC, nauczony przykładem swojego kolegi z amerykańskiego FED – Bena Bernanke, będzie w razie czego drukował potrzebne setki miliardów Euro i uratuje kolejno: Grecję, Hiszpanię, Portugalię, Irlandię i Węgry. Nie ma jednak darmowych lunchów jak mawiał Friedman i za tą pomoc kraje będą musiały sowicie zapłacić poprzez wprowadzenie wspomnianych przeze mnie ostrych restrykcji  fiskalnych i monetarnych (ang.: austerity). Można to przetłumaczyć najprościej na język polski w ten sposób: „wstrzymanie wydatków oraz podatki i stopy procentowe mocno w górę”.
Myślę że proces intensywnych środków austerity nie ominie również nas i gdzieś na początku jesieni zaczną być słyszalne coraz śmielsze głosy o podnoszeniu podatków  ze strony rządu, i o podnoszeniu stóp ze strony RPP. Nic więc dziwnego że EBC nie zakłada w ogóle bankructwa żadnego z państw skoro każdy kraj w obawie przed podzieleniem losu Grecji zaczyna mocno zaciskać pasa…Jak zatem można sobie wyobrażać rynek giełdowy w obliczu redukcji deficytów, co wiąże się w sposób naturalny z osłabieniem popytu konsumpcyjnego i inwestycyjnego? Politycy jak widać działają bardzo nieracjonalnie i doprowadzają do pojawiania się ekstremów. Najpierw stymulowali gospodarkę poprzez niskie stopy procentowe i wydatki rządowe (Keynesizm) by teraz je na gwałt agresywnie wycofywać (austerity). Moim zdaniem działania te doporawdzą w przeciągu kilku-kilkunastu miesięcy do zniesienia dużej części, o ile nie całości wzrostu na giełdzie jaki notowaliśmy od lutego-marca 2009. Po powtarzanym w kółko słowie „double-dip” (tłum.: podwójne dno recesji)  teraz inwestorzy będą mieli do czynienia ze swoim kolejnym koszmarem – AUSTERITY
 
Co czeka nas na giełdzie w przyszłym tygodniu? Uważam że u nas potencjał wzrostów został definitywnie wyczerpany i czeka nas przynajmniej delikatna cofka na 2400, natomiast w USA sytuacja jest o tyle ciekawa iż tam jeszcze jest pole do popisu dla byków. Uważam że teraz to Warszawa będzie zachowywała się słabiej od Nowego Jorku co będzie bardzo racjonalne wobec oczekiwania na wypełnienie się olbrzymiego RGR (formacja głowy z ramionami) na S&P. Byki w Warszawie już ten RGR praktycznie osiągnęły, natomiast w USA brakuje kilku procent do 1150 i potem jak wiadomo…pionowo w dół…w przyszłym tygodniu najważniejsze dane makro będą w piątek – wzrost PKB za II kwartał (prognoza +2,5%).
 
Prognoza na zamknięcie w piątek 30.07.2010:
 
WIG20     2400  -2,48%
S&P500   1100  -0,24%
 
Pozdrawiam,
 
Longterm
 
 
 
Komentarze (29)
Pionowo w dół
 Oceń wpis
   

Witam,

 
W ubiegłym tygodniu giełda zachowała się dokładnie tak jak prognozowałem czyli rosła na fali optymizmu przez pierwsze 3 pierwsze sesje tylko po to by załamać się w końcówce tygodnia. Przewidywałem że pomimo spóźnionej szarży niedźwiedzi tydzień zdołamy zamknąć na plusie na obu rynkach. O ile w Polsce ze względu na zamknięcie sesji o godz. 16 20 to się udało to w USA giełda zeszła pod kreskę w ujęciu tygodniowym. Myślę że warto po raz kolejny zwrócić uwagę czytelników na praktyczną nieprzewidywalność ruchów tygodniowych w USA gdzie moja skuteczność wynosi jedynie 48% (12 trafień na 25 prób). Czy ma to związek z faktem iż ok. 70% obrotu jest tam generowana przez automatyczne systemy maszynowe w tym głównie HFT (high frequency trading)? Fenomen wyjątkowo ciężkiej przewidywalności Wall Street nie przestaje mnie zadziwiać, szczególnie że na własnym podwórku udało mi się trafić o 1/3 razy częściej osiągając skuteczność równą 64% (16/25). Łącznie moja skuteczność przewidywalności kierunku wynosi 56,25% po 25 tygodniach. Jako że trendy tygodniowe ponoć nie różnią się niczym od trendów dziennych, godzinowych czy minutowych, mogę z dużą dozą pewności stwierdzić iż podobne wyniki notowałbym podejmując częste decyzje na rynku terminowym bądź handlując akcjami na DT (daytrading). Jednocześnie cieszę się wielce że żyję i inwestuje w Polsce gdzie nie ma jeszcze tak wielkiego natężenia transakcjami automatycznymi sterowanymi przez komputery wielkich domów maklerskich jak GS, JPM czy MS…Ostatnimi czasy zauważyłem że również i momenty paniki są w USA o wiele ostrzejsze i większe w swoim wymiarze niż odpowiadające im sesje giełdowe w Warszawie. Prześledźmy najbardziej paniczne sesje z ostatnich 3 miesięcy i co widzimy?
 
                                              S&P:       WIG20:
Pamiętny krach 6 maja:        -3,24%     -2,53%
Panika 20 maja:                    -3,90%     -2,95%
Panika 4 czerwca:                 -3,44%     -2,09%
Panika 29 czerwca                -3,10%     -2,62%
Panika 16 lipca                      -2,88%     -????
 
Na podstawie powyższej analizy nie należy się spodziewać reakcji mocniejszej niż ta zaistniała za Oceanem, tym bardziej że zwała  na Wall Street została już częściowo zdyskontowana w piątek spadkiem 0,8%. Przewiduję zatem że spadki w poniedziałek nie powinny na zamknięciu przekroczyć więcej niż 2,5%. Może się stać iż otworzymy się od razu luką w dół poniżej 2350 i już w pierwszych godzinach handlu osiągniemy poziom maksymalnej kary.
 
Co po wyrównaniu rachunków z USA?
 
Ubiegły tydzień był tragiczny dla miedzi która straciła aż 4,23%, słaby dla złota (spadek o 1,64%) i mierny dla ropy (spadek o 0,37%). Z tego towarzystwa jedynie złoto wygląda tak jakby zbierało się do silnego wskoku w górę bowiem znajduje się teraz idealnie na linii długoterminowego trendu wzrostowego. Jeśli w przyszłym tygodniu spadnie będzie to bardzo ważne wydarzenie świadczące być może o końcu rynka byka na kruszcu.
Natomiast obligacje amerykańskie miały doskonały tydzień a ich rentowność spadła ponownie poniżej psychologicznej granicy 3% i osiągnęła w piątek 2,93%.
To wszystko może dziwić wobec kolejnego fatalnego tygodnia jaki odnotował dolar amerykański (-2,24% wobec Euro). Jedni mogą traktować to jako złamanie reguły iż słaby dolar = giełda i surowce w górę ale ja myślę że surowce i giełda już przestały przywiązywać uwagę do czegokolwiek wobec tragicznych danych makro. Taki stan rzeczy może świadczyć o rodzeniu się stadium paniki na rynkach finansowych gdzie przestają obowiązywać uznane wcześniej reguły i zasady a ważne jest jedynie uprzedzenie innych w wyprzedaży ryzykownych aktywów.
Według mnie kurs Eurodolara nie traci swojej wartości prognostycznej bowiem uważam że jeśli Euro będzie się umacniać to znaczy że spadki jakich będziemy świadkami to ostatnia faza „letniej bessy” (rzeź ostateczna) po której nastąpi silne odbicie. Jeśli jednak Euro będzie spadało i giełda też będzie spadać to będzie to oznaczało katastrofę i nie bójmy się użyć tego słowa potwierdzenie wejścia w bessę…
 
Krzyż śmierci wisi nad giełdami
 
Przeanalizowałem 6 rynków które tzw. „krzyż śmierci” (ważny sygnał AT świadczący o wejściu w rynek niedźwiedzia) mają dawno za sobą. Jak wyglądał zasięg spadków na tych giełdach od momentu kiedy działanie krzyża zostało potwierdzone i spadki okazały się nieuniknione czyli od chwili dokładnie takiej samej jaka jest w tej chwili w USA i Polsce:
 
Szanghaj   -22%
Hongkong -8,54%
Grecja -37,12%
Australia -8,03%
Hiszpania -22%
Francja -14,11%* (Francja zaczęła spadać ostro przed ukazaniem się krzyża)
 
Dla powyższych rynków średnia spadków wywołanych „krzyżem śmierci” wynosi -18,63%. Wiem że przypadek Grecji może wydawać się ekstremalnym ale on nam się wydaje ekstremalny teraz a za kilka miesięcy może stanowić normę…Nawet jednak jeśli weźmiemy pod uwagę najsilniejsze 3 giełdy z powyższych to średnia wyniesie -10,23%. Oznacza to iż minimalny wymiar kary dla WIG20 na najbliższe ok. 3 miesiące to spadek na 2132…
 
Niestety nie ma innej drogi i im szybciej zdamy sobie z tego sprawę tym lepiej…
 
Prognoza na zamknięcie w piątek 23.07.2010:
 
S&P500      1020 -4,21%
WIG20        2260 -4,85%
 
Pozdrawiam,
 
Longterm
 
Komentarze (70)
Przełomowy tydzień na giełdzie
 Oceń wpis
   

Witam,

W moich prognozach zakładałem że pierwsze 2-3 sesje będą udane dla byków ale potem niestety powróci pesymizm. Jak na razie prognoza idzie zgodnie z planem bo zarówno na GPW jak i w USA moje poziomy docelowe zostały pobite i to również brałem pod uwagę. Pisząc o skromnych poziomach 1082 dla S&P i 2370 dla WIG20 brałem pod uwagę że giełdy będą dalej rosły niesione na fali optymizmu z zeszłego tygodnia. W USA poziomem docelowym odbicia wydawał mi się nawet poziom 1100 punktów a w Warszawie lekkie przebicie 2400. Po tym szczycie wydawało mi się że indeksy powinny wrócić do spadków. Jako główny wskaźnik wyprzedzający służył mi kurs Eurodolara, który to wszystko jak dotąd idealnie potwierdza. Dzisiaj na początku jechał w dół ale już po południu zawrócił i rozpoczął ponowny atak na linię długoterminowego trendu spadkowego. Taki ruch korekcjny w dół i szybka kontynuacja obranego trendu to bardzo byczy sygnał zwany "retracement" czyli nic innego niż typowa zmyłka. Kiedy pierwsza fala graczy zawiedzionych porażką na Euro zamknęła pozycje weszli zawodowcy, którzy albo są bardziej pewni sukcesu albo chcą ponownie wciągnąć stado na zmyłkę. Jedno jest pewne - dzisiaj powrót do ruchu wzrostowego na Euro potwierdzony został równieź fundamentalnie, bowiem deficyt handlowy USA powiększył się więcej niż zakładano bo aż do 42 mld USD. Z punktu widzenia analizy technicznej byki mają też wsparcie w tzw. "srebrnym krzyżu" czyli przecięciu się średnich 45 i 15-dniowych.  Dzisiaj zatem 2-0 dla byków na Eurodolarze i jeśli zdołają jechać dalej ponad 1,2740 to mamy kolejną falę hossy. Jeśli nie dadzą rady i Euro się ponownie załamie to godzimy się z bessą na kilka miesięcy...

Polecam zatem bacznie obserwować bitwę na Eurodolarze bo od tego może zależeć nasza przyszłość na najbliższe tygodnie a może nawet miesiące. W tej chwili daje większe szansę dla Euro ale sytuacja może się bardzo szybko zmienić po kolejnych danych z USA a należy pamiętać że ten "krzyż śmierci" wciąż gdzieś siedzi w psychice graczy...

Pozdrawiam,

Long

Komentarze (84)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |
Najnowsze komentarze
2010-09-02 22:00
fan brydzi:
Koszmar powraca
a no tak masz rację , najlepsze to jest że rynek praktycznie daje sygnał sprzedaży po czym[...]
2010-09-02 20:35
Longterm:
Koszmar powraca
Dzięki wielkie za uznanie. pozdrawiam
2010-09-02 20:27
Longterm:
Koszmar powraca
PS: krótko mówiąc rynek jest w dłuższej perspektywie nieprzewidywalny i traktować należy go[...]
O mnie
Longterm
Jestem inwestorem długoterminowym i będe zawsze to podkreślał. Nie traktuje giełdy jak kasyna gdzie można wygrać coś w jeden dzień dlatego nigdy nie gram na DT. Nigdy nie kupiłbym akcji spółki której nie chciałbym posiadać na własność gdybym miał nieograniczone możliwości finansowe. longterm@op.pl
Ankieta
Czy obecny zjazd na giełdzie to:
Zwykła korekta w hossie
Powót do bessy
Próba dojścia do dolnej bandy boczniaka