Obama rally
 Oceń wpis
   

 W końcu wszystko jest jasne i wiemy że Prezydent USA, Barrack Obama, będzie sprawował kolejną kadencję. Kiedy wygrał 4 lata temu, dało mi to wtedy jasny sygnał, że w USA musiało być naprawdę bardzo źle, i że aby było lepiej, musiało być najpierw gorzej. Teraz dla odmiany, jego ponowne zwycięstwo, świadczy dobitnie o tym że w Ameryce sytuacja się znacząco poprawia.

 

Wprawdzie wtedy (listopad 2008), bezrobocie było nawet de facto niższe niż obecnie (7,8% wobec 7,9% teraz), ale było niejako odziedziczone po poprzedniku (George W. Bush) oraz, co najważniejsze, znajdowało się w silnym trendzie rosnącym, przypominającym hiperbolę. Przez kolejne miesiące amerykańska gospodarka pogrążyła się w bardzo surową recesję (najcięższą od II WŚ), bezrobocie przez moment wynosiło ponad 10%. Zatem po pierwszym tryumfie Obamy, stopa bezrobocia de facto wzrosła o 2,2 punkty procentowe, by potem spaść o 2,1 pkt. Można by różnie interpretować tę pierwszą kadencję. Przeciwnicy polityczni i sceptycy mogą śmiało stwierdzić z nieukrywaną kpiną, że stopa bezrobocia jest wyższa niż jak Prezydent rozpoczął urzędowanie. Jednak każdy zdrowo myślący, obiektywny obserwator musi stwierdzić że, tak jak już wspomniałem powyżej, największa recesja w najnowszej historii, była przejęta po poprzednim Prezydencie George W. Bushu, i powstrzymanie jej impetu, a później odwrócenie negatywnego trendu, poszło już na konto Obamy. Wprowadził obiecaną reformę służby zdrowia, która wcale nie musi być tak bardzo antyrynkowa jak mówią skrajni liberałowie republikańscy, gdyż tworzy cały nowy sektor w gospodarce i ma szansę w najbliższym czasie najbardziej zwiększyć ilość miejsc pracy. 40 milionów ludzi dostało dostęp do opieki zdrowotnej i zakładając że statystycznie 2% z nich w danym momencie choruje to daje to 800 tyś. pacjentów więcej każdego dnia. Ile to jest więcej personelu szpitali, ile więcej pracowników zakładów farmaceutycznych i ilu więcej uzdolnionych naukowców wybierających medycynę a nie Wall Street?

Co jeszcze świat zyska po wyborze Barracka Obamy?

CZYTAJ DALSZĄ CZĘŚĆ ARTYKUŁU NA SERWISIE WWW.LONGTERM.PL 

Komentarze (2)
Prognozy giełdowe na 2010 rok
 Oceń wpis
   

Witam,

Postanowiłem nie czekać do pierwszego dnia przyszłego roku i napisać moje prognozy na dzień przed Sylwestrem. Jaki będzie ten kolejny 2010 rok? Poza zmianą daty w kalendarzu nic się tak naprawdę nie zmieni...rok to jedynie czas w jakim Ziemia potrzebuje do okrążenia Słońca i tak naprawdę te kolejne 12 miesięcy pod nazwą 2010 nie mają większego znaczenia...ja zawsze staram się patrzeć na rzeczywistość w dłuższym horyzoncie czasowym i oceniać sytuację z takiego własnie punktu widzenia...sytuacja na Świecie wciąż jest kryzysowa poza gospodarką Chińską - sztucznie stymulowaną działaniami rządowymi ale to oddzielny temat. Nic nie zostało załatwione a wszystkie problemy zostały zamiecione pod dywan...nie pozwolono upaść nieudolnym przedsiębiorstwom bowiem stwierdzono że były "za duże aby upaść"...to ja się pytam w takim razie czy nie są "za duże aby wogóle istnieć?" Interwencje rządowe zapobiegły totalnemu załamaniu w gospodarce ale i doprowadziły do sytuacji gdzie system jest pozbawiony możliwości samooczyszczenia. Od tysięcy lat gospodarka działa tak że biznesy nieudolne upadają dając możliwość nowym zdolnym przedsiębiorcom zaistnieć i wykorzystać kryzys. W tej chwili mamy do czynienia z sytuacją gdzie ratuje się nieudaczników a uczciwi, konserwatywnie myślący biznesmeni nie mogą wykorzystać swojej szansy...kiedyś opisałem komuś przykład z bazarem gdzie było 10 budek z jabłkami. Kiedy spadł nagle popyt 5 z nich miało poważne problemy finansowe. Niestety należały one do właściciela bazarku, który uparł się aby one dalej sprzedawały jabłka...utrzymując te 5 swoich budek właściciel powoduje że tak naprawdę nikt nie zyskuje...te jego własne budki wciąż generują straty lub przynoszą niewielkie zyski bo muszą stale utrzymywać ceny jabłek na niskim poziomie...gdyby jednak te 5 budek upadło to pozostałe 5 należących do niezależnych przedsiębiorców szybko skorzystałyby na zwiększeniu swojego rynku zbytu. Ceny jabłek  szybko by wystrzeliły przez co zarabialiby o wiele więcej. Właściciel straganów zaś mógłby z pełną odpowiedzialnością podnieść im opłaty za najem i wszyscy byliby zadowoleni. Rynek jabłek ruszyłby z kopyta, 5 budek pozostałych na bazarze wspaniale by prosperowało a właściciel bazaru miałby większe wpływy z najmu...

Tyle tytułem wstępu. Teraz już do rzeczy czyli prognozy na przyszły rok:

1) Rozpad strefy Euro - w przyszłym roku powinny zacząć się na poważnie głosy o rozpadzie strefy Euro. Jako pierwsze mogą wyjść z tego klubu Grecja i Hiszpania. Później zrobią to być może Portugalia i Włochy. Spowoduje to spore osłabienie Euro wobec dolara i złotówki.

2) Dolar będzie królem - to będzie zdecydowanie rok dolara amerykańskiego. Inwestycje carry trade będą dalej zwijane bowiem po raz pierwszy od wielu lat większą stopę zwrotu może przynieść inwestycja w USA niż na rynkach wschodzących. Również zwiększająca się rentowność amerykańskich obligacji która może osiągnąć w przyszłym roku nawet 5% za 10-latki będzie bardzo kusząca. No i oczywiście rozpad Europejskiej Unii Walutowej spowoduje że kapitał wręcz panicznie będzie się wycofywał za Atlantyk.

3) Surowce bardzo stanieją - zewzględu na umacniającego się USD złoto, miedź i reszta surowców bardzo poważnie potanieje. Stracą na tym oczywiście rynki wschodzące w tym Polska i nasz KGHM. Dodatkowym czynnikiem będzie również słabnący z kwartału na kwartał popyt.

4) Podwójne dno recesji - jestem przekonany iż gdzieś w II połowie 2010 roku pojawi się w USA ponownie recesja. Już nie tak surowa jak poprzednia ale jednak zobaczymy minimum 2 kwartały z ujemnym wynikiem PKB. Rosnący kurs dolara spowoduje iż eksport się załamie. Zyski z zamorskich inwestycji stopnieją bardzo znacząco co pogrąży wielkie korporacje notowane na wall street.

5) Łagodna recesja w Polsce - napisałem już że rok 2010 będzie lepszy dla gospodarki USA niż dla rynków wschodzących. Przewiduje jakieś wielkie załamanie w Chinach. Nie wiem czym spowodowane ale wydaje mi się że zaporami celnymi jakie reszta świata będzie musiała nałożyć na Pekin. Prośby i interwencje dyplomatyczne o uwolniania Juana nie dają rezultatów więc pora chyba aby świat Zachodu sięgnął po swoje działa...tak naprawdę bowiem jest rzeczą niesłychaną w historii Świata aby w obliczu tak wielkiego krzysu nie stosować praktyk tzw. beggar the neighbour czyli wyniszcania partnerów handlowych i ochrony własnego rynku zwanych inaczej protekcjonizmem. To wszystko zacznie się rozwijać na większą skalę pod koniec 2010 kiedy świat spanikuje po ogłoszeniu powrotu do recesji. Nie oprze się jej również Polska. Już nawet drugi  kwartał 2010 może być pod kreską wobec umacniającej się stale złotówki. Pamiętajmy że w ubiegłym roku korzystaliśmy z wyjątkowo korzystnego kursu walutowego z Euro na poziomie nawet 4,8 zł...dzięki temu obronił sie nasz eksport oraz dostawaliśmy w przeliczeniu więcej złotówek z unijnych funduszy pomocowych. Będzie nam niezmiernie trudno powtórzyć ten wynik w 2010...ciekawe czy premier Tusk pokaże nas na mapie Europy z wynikiem -1,5%?

6) Giełda w dół - akcje niestety nie mają żadnych szans na takie wzrosty jakie oglądaliśmy w tym roku. Uważam że w skali całego roku giełda nie da zarobić...w pierwszych miesiącach 2010 przewiduje bardzo poważne spadki indeksów. S&P powinien zjechać na 750 a nasz wig20 na okolice 1450-1500. Ożywienie w gospodarce po ostatecznym oczyszczeniu systemu może zacząć się dopiero na początku 2011 roku a prawdziwa hossa poparta fundamentami w postaci wzrostu PKB na poziomie 5-6% w 2012.

7) Zagrożenie wojną lub wielkim atakiem terrorystycznym - wciąż nie należy lekceważyć zagrożenia wielkim konfliktem zbrojnym. Gruzja, Iran,Izrael, Tajwan, Pakistan to są bardzo poważne ogniska zapalne...Barrack Obama też nie może spać spokojnie a jego życie może znaleźć się w ogromnym niebezpieczeństwie...

8) Deflacja i zerowe stopy - nie ma według mnie mowy o pojawieniu się realnej inflacji. Przy rosnącym bezrobociu i wykorzystaniu mocy produkcyjnych na 70% (najmniej od II WŚ) powinna pojawić się niedługo prawdziwa deflacja. Tak jak napisałem dolar będzie się umacniał więc USA bedzie kupowała tanie towary z zagranicy (surowce) przez co wyrówna swój deficyt handlowy co będzie jedyną pozytywną rzeczą z tego kryzysu. Inflacja może natomiast nastąpić prędzej w UE wobec załamania się Euro. Być może paradoksalnie scenariusz, który rysują ekonomiści Stanom Zjednoczonym sprawdzi się w Europie...nie zbadane są wyroki boskie...

9) Tusk przegrywa wybory prezydenckie ponownie -Lech  Kaczyński zrobi to znowu ku zdumieniu wszystkich. Jak dojdzie do bezpośrednich debat to Kaczor mając w ręku mocne argumenty w postaci recesji w POlsce (wybory będą na jesieni) oraz załamanie się Euro znokautuje rywala. Prawdopodobnie Polska zrezygnuje wogóle z planów przyjęcia europejskiej waluty.

Do siego roku!

Pozdrawiam,

LONg

 

 

Komentarze (23)
Podsumowanie roku 2009
 Oceń wpis
   

Witam,

To był bardzo ciekawy rok. Chińskie przysłowie mówi "obyś żył w ciekawych czasach" i bez wątpienia w takich żyjemy...to był rok w którym być może (wciąż nie przesądzałbym) ustanowiliśmy dno bessy 2007-2009??? Jeśli tak to prawdpodobnie również ustanowiliśmy dno nie tylko tej bessy ale i początek wieloletniego cyklu wzrostowego. Ten rok przekonał bez wątpienia wszystkich że jednego nie da się zabić w ludziach a mianowicie ich nadziei...do póki ludzie żyją to mają zawsze nadzieję na lepsze jutro a po złych okresach zawsze pojawiają się te lepsze...taka jest po prostu natura ludzka...zwierzęcy duch ewolucji nie pozwala po prostu się cofać. Wielkie banki z wall street pokazały determinację w swojej walce o przetrwanie, wykorzystując wszelkiego rodzaju metody manipulacji i szantażu.Citi i Bank of America musiały zostać w dużej części znacjonalizowane.  Barrack Obama też nie pozwolił natomiast upaść GM i Chryslerowi. Ten rok, podobnie jak ubiegły był kontynuacją pewnego procesu który nazwałbym powrotem do socjalizmu. Mit niewidzialnej ręki wolnego rynku został brutalnie zburzony po pierwszej wielkiej publicznej pomocy jakiej udzielono AIG, następnie po całej serii planów ratunkowych dla kolejnych instytucji finansowych i w końcu dla gigantów branży samochodowej - GM i Chryslera. USA musiała poświęcić swoją reputację i stać się krajem bardziejn scentralizowanym z o wiele większą rolą państwa niż śniliby najwięksi zwolennicy Lenina jeszcze 2 lata temu... Może musi tak być aby skutecznie konkurować z autokratywnymi rządami Chin i Rosji? Może przejściowo jest to dobre rozwiązanie wobec wielu zagrożeń nie tylko gospodarczych ale również politycznych? Barrack Obama ma w tej chwili pełnię władzy. Pokazał to forsując bardzo niepopularną społecznie reformę służby zdrowia. Tym samym pokazał że właściwie USA stała się dyktaturą jak przedwojenne Niemcy czy obecna Rosja...Mając za sobą przewagę swojej partii zarówno w senacie jak i w kongresie może właściwie wszystko i być może dlatego dodstał nagrodę Nobla "zapobiegawczo"...nie zmieni to faktu iż zaczął Obama stosować znaną nam z okresu podwójnej prezydentury Busha retorykę że wojna niekiedy może służyć pokojowi...

Walutą roku okazało się złoto które od początku roku do swojego szczytu urosło 39% natomiast obecnie wciąż jest 25% powyżej. Piszę że jest walutą bo według mnie jest ono jedynym realnym pieniądzem. Wszystko wyceniane w kruszcu traci swoją wartość przez co wciąż upieram się że jesteśmy w trakcie "złotego cyklu deflacyjnego". Dostrzegli to prezesi banków centralnych Indii, Sri Lanki, Rosji i Chi którzy w 2009 akumulowali złoto jako część dywersyfikacji swoich rezerw względem dolara.

Spółką roku według mnie był KGHM - nie dość że generał hossy podniósł się z kolan i wzrósł o 300% z 28 na 111 zł to jeszcze zdążył w międzyszasie wypłacić sowitą dywidendę. Chciałoby się krzyknąć "na kolana"!

Inwestorem roku był w moim przekonaniu Jim Rogers - idealnie przewidział rajd na surowcach. Nawet podczas największej paniki upierał się że surowce mają za sobą najwięcej fundamnetów. Miedź, ropa, nikiel, a również jeśli by zaliczyć do nich srebro i złoto okazały się lepszą inwestycją nawet od akcji...Rogers słusznie podkreśla że surowiec nie może spaść do 0...to nie jest spółka giełdowa, która może zbankrutować...nie ma związków zawodowych...nie ma błędnych decyzji inwestycyjnych...nie ma polityki dywidendy bo cały zysk inwestora jest pd razu w jego kieszeni...

Ekonomistami roku 2009 byli  minister finansów Jan Vincent  Rostowski i prezes NBP Sławomir Skrzypek - jest to mój ukłon w kierunku sukcesu polskiej gospodarki, która jako jedyna w Unii Europejskiej oparła się recesji i wciąż rozwijała.

Pozdrawiam i zapraszam na moje prognozy dotyczące przyszłego roku, które napiszę jutro.

Pozdrawiam,

Long

 

 

Komentarze (3)
Rózga świętego Mikołaja i defekt stycznia.
 Oceń wpis
   

Witam,

Zamiast rajdu świętego Mikołaja rynek najwyraźniej przyniósł inwestorom rózgę...wig20 jest już 4,5% poniżej szczytu, w przeliczeniu na Euro aż 8%, natomiast wyceniany w USD aż o 11,8%...to chyba najlepiej obrazuje kto zabiera swoje zabawki z naszego parkietu i powraca na święta do domu...drogi towar odkupują zapewne na górce nasze TFI, które miały bardzo dodatni bilans wpłat w listopadzie. Jak zwykle przysłowiowy Kowalski, który uległ instynktowi stadnemu i reklamom w mediach, wpłaca pieniądze do funduszy w najgorszym momencie...

Dlaczego twierdzę iż czeka nas twarde lądowanie w najbliższym czasie?

1) Baltic Dry Index spadł o 30% od szczytu z 19.11.2009. Jakoś ucichły głosy że jakoby indeks cen towarowych frachtów morskich wyprzedza ożywienie w światowej koniunkturze...

2) Ceny surowców spadają. Ropa jest już prawie 10% poniżej szczytów, miedź prawie 4% poniżej...ceny surowców zawsze wyprzedzają pogorszenie w gospodarce a mówi się że ropa i miedź mają "doktoraty" z ekonomii.

3) Dolar mocno się umacnia. Następuje zwijanie carry trade na dolarze, który wraca do domu. Mocniejszy dolar w końcówce roku oraz w pierwszym kwartale 2010 roku spowoduje że wyniki amerykańskich spółek inwestujących zagranicą  będą gorsze w porównaniu z okresem kiedy był on słabszy. Będą one słabsze o tyle o ile  waluty osłabią się do USD. Zniechęci to również eksporterów amerykańskich do dalszych inwestycji.

4) Wyczerpują sie środki pomocowe Obamy. Szczyt wykorzystania planu Obamy na 787 mld już mieliśmy w III kw. bieżącego roku. Duża część pieniędzy zostałą wydana w IV kwartale 2009 ale już kolejne kwartały to będzie mocno spadkowa tendencja. Oddziaływanie planu pomocowego wygaśnie z końcem II kwartału 2010 roku.

5) W mediach ogłoszono już hossę. Na wszystkich portalach oraz w działach gospodarczych czołowych gazet widzimy już oficjalne ogłoszenie hossy. Większość analityków zapowiada mocno wzrostowy 2010 rok. Owszem niekiedy coś wspominają o korekcie ale ogólnie to jest zgodny chór że koniec przyszłego roku będzie na mocnym plusie. Wiadomo co się dzieje kiedy wszyscy wokoło widzą już tylko wzrosty...

Pozdrawiam

Long

Komentarze (10)
Obama odwraca się od Europy Wschodniej
 Oceń wpis
   

Witam,

We wpisie pt." Czarny Imperator nie dba o Polskę" napisałem że tarczy antyrakietowej  nie będzie...więc nie łudziłem się zupełnie że nowa administracja będzie honorować umowy podpisane przez Busha...Wyraziłem również życzenie aby Pan Zbigniew Brzeziński został oficjalnie ogłoszony persona non grata w Polsce ponieważ popierał on Barracka Husseina Obamę i wciąż go gorliwie popiera...Ciekawe kiedy Pan Zbigniew zauważy swój błąd tak jak wiele milionów Polaków, którzy byli za zwycięstwem Obamy? Ile jeszcze potrzeba dowodów i ile czasu na to żeby przekonać tych ludzi że poparli człowieka, który zupełnie nie dba o nasze interesy...Czy należy czekać aż Rosja odetnie nam gaz i ropę? czy należy czekać aż Rosja dokona inwazji na nasz kraj w celu ochrony swoich rur przesyłowych na które ma de facto umowy własności? Czy nalezy może czekać aż Rosja wkroczy ponownie przez nasze wschodnie granice? na co oni czekają? John Mc Cain zapytany o Władymira Putina odpowiedział że widzi jedynie trzy litery: K G B... jaka szkoda że wyborów nie wygrał Mc Cain...Polska byłaby czołowym sojusznikiem republikanów w Europie. Byłaby państwem rowijającm się dzięki protektoratowi USA... Jaka jest zatem alternatywa dla Rzeczpospolitej? Jesteśmy za słabi aby samodzielnie dyktować warunki. Kwaśniewski zagrał w pokera w Europie zawierając tak silny sojusz z USA ale zupełnie nie przewidział że status quo w amerykańskim establishmencie może być tak drastycznie przerwane...zostaliśmy na lodzie razem z Czechami bo sprawa tarczy to pierwsze od dłuższego czasu zwycięstwo Rosji w Europie Wschodniej...Rosja zaczyna odzyskiwać stracone pozycje po tym jak odzyskała Abchzają i Płd. Osetię, najprawdopodobniej odzyska Ukrainę, teraz odpiera widmo baz USA w Polsce i Czechach. Powoli acz konsekwentnie dąży Rosja do odzyskania Białorusi, oraz po rozpadzie słabej UE rownież Państw Bałtyckich i perły w koronie Polski...USA jest slabe i tą słabość nam zaprezentowało...wycofanie się z Europy wschodniej potwierdza moje przypuszczenia iż USA rezygnuje z pozycji światowego lidera i wycofuje się taktycznie aby odbudować swoje pozycje być może za kilkadziesiąt lub nawet kilkaset lat...

Pozdrawiam

Long

Komentarze (17)
Koniec rajdu surowców początkiem rajdu walut carry trade
 Oceń wpis
   

 

Witam,

Wiemy już że decydujące starcie się zaczęło i początek zderzenia ostatecznego nalezy do byków. Tym razem chciałbym posłużyć się po raz pierwszy wykresami, na których najbliższy scenariusz rysuje się aż nadto klarownie, a wszelkie nasze wątpliwości są szybko rozwiewane...Posłużę się najważniejszymi dla mnie wskaźnikami na kreskach tygodniowych z użyciem średni ruchomych 200-tu tygodniowej i 50-tygodniowej oraz "golden crossem" w przypadku kiedy one by się krzyżowały.

Zacznijmy od surowców, bo one były głównymi bohaterami pół rocznego już natarcia byków. Na pierwszy rzut oka widać że na miedzi uformował się złoty krzyż, zaczynający wieloletni cykl spadkowy, podobnie jak na ropie (czerwona linia to 50-tyg a zielona to 200 tyg.) Co ważniejsze dla naszej bitwy to fakt iż linia 200-tu tygodniowej średniej stanowi skuteczny opór przed dalszymi zwyżkami zarówno miedzi, która jak wiadomo ma doktorat z ekonomii jak i ropy. Poniżej kolejno wykresy  "czarnego złota i miedzi:

 

Jeśli prawdziwa byłaby teza o "złotym krzyżu", czyli początku długoterminowego trendu po przecięciu się 200 i 50 tygodniowych średnich to znaczyłoby to nic innego niż że mamy przed sobą  wielomiesięczne spadki cen obu surowców. Świadczyłoby również to iż w gospodarce światowej popyt się wyczerpał i wchodzimy w środowisko deflacyjne (przeciwieństwo inflacyjnego, którego tak się powszechnie obawiają ekonomiści).

Kolej teraz na waluty i tu chciałem przedstawić 2 czołowe w tej chwili waluty "carry trade" czyli kolejno dolara amerykańskiego i japońskiego jena:

 

 

Na pierwszym wykresie widać ewidentnie że lada chwila 50-tka przebie od dołu 200-tkę i będzie to bardzo silny sygnał do rozpoczęczia przez dolara długoterminowego trendu wzrostowego. To by się układało w jedną całość z surowcami, które z kolei siedzą na 200-tce i nie mogą jej przebić. Jeśli dolar się zacznie umacniać to zarówno ropa jak i nasz doktor ekonomii - miedź polecą na łeb na szyję...Na  drugim wykresie japońskiego jena widać iż jest on już od dawna po "golden crossie" i jedzie dalej na północ...wiadomo że proces zwijania carry trade rozpoczął się w 2007 roku, przyspieszył po bankructwie Lehman Brothers a teraz jakby czekał na swój kolejny rajd...

A to już indeksy giełdowe i na początek Szanghaj:

 

 Jak widać w tym przypadku po sporych spadkach indeks odbił się od 200-tki. Wygląda na to że nie będzie na razie grany dalszy spadek Szangaju. Być może surowce będą jeszcze trzymane przez jakiś czas na wysokich poziomach, bowiem trudno mi uwierzyć aby giełda rosła przy spadających surowcach, szczególnie w Chinach (u nas z racji KGHM podobnie). Jednakże giełda chińska jest już w trakcie łapanie dna, bowiem 50-tka już zawróciła i będzie teraz dążyła do przecięcia z 200-tką ale to dopiero za ładne kilka miesięcy (początek przyszłego roku) Potencjalny spadek Szanghaju to poziom w najlepszym wypadku 2500 (średnia 50-cio tygodniowa) 

Na powyższym wykresie S&P widać że obie średnie mają wciąż dużą ochotę jechać w dół i do punktu zwrotnego jeszcze daleko...dlatego uważam że w tej chwili największym ryzykiem jest inwestowanie w USA...od 9 marca nie było tam właściwie żadnej głębszej korekty a rynek wciąż znajduje się w głębokiej bessie, jeśli wierzyć naszej zasadzie "złotego krzyża". Czerwona linia średniej 50-tygodniowej musi wykazywać minimum chęci zawrócenia na północ i spotkania w końcu tej zielonej wysoko umiejscowionej gdzieś na 1250 średniej dwustutygodniowej...do tego momentu jeszcze daleko...czy bowiem wchodzi w grę dalsze pompowanie indeksu na 1250 tak aby spotkać po raz pierwszy 200-tkę? Z szalonym szamanem Benem Szalomem wszystko jest możliwe co udowodnił przez ostatnie 2 lata...Zatem nie można wykluczyć iż w skutek dalszych sztucznych interwencji i utrzymywania stóp na poziomie 0% dojedziemy do poziomu 1250 i dopiero tam będzie kres tego rajdu...z tym szamanem jest to bardzo możliwe jednakże trzeba pamiętać iż jego kadencja kończy się w tym roku i dalszą szaloną hossę uzależniałbym od reelekcji tego człowieka przez Barracka Obamę...czy tak się stanie? pamiętajmy że jeżeli rzeczy ponownie na jesieni wymkną się z pod kontroli społeczeństwo musi mieć kozła ofiarnego...

Pozdrawiam

Long

PS: zapewne pytanie: jak to się ma dla giełdy i dla gospodarki? Dla gospodarki bardzo dobrze bo tanie surowce umożliwią szybsze wyjście z recesji. Dla giełdy nie za dobrze bowiem przykładowo nasza giełda jest silnie uzależniona od surowców ze wzgledu na KGHM, LOtos i Orlen...podobnie londyńska FTSE ale i amerykański dow jones ze względu na największą w nim wagę Exxona Mobila i Chevrona...

Komentarze (23)
Decydujące starcie
 Oceń wpis
   

Witam,

Pisałem niedawno że na giełdzie nadchodzi kulminacyjny moment bitwy. Ten moment właśnie nadszedł. Niedźwiedzie  dokonały niedalaka sukcesu na froncie wschodnim, bowiem udało im się udanie tąpnąć najsilniejszym podczas tej "mini-hossy" indeksem a mianowicie Shanghai Composite. Najpierw udało im się utworzyć tzw. "podwójny szczyt" , który stanowi najbardziej niedźwiedzią formację, świadczącą o nadchodzących spadkach aż do zrównania się z początkowym poziomem wzrostów (definicja klasycznego M), by później zaprowadzić go w dosłownie kilka sesji do poziomów o 20% poniżej szczytu...no może nie do końca 20% ale 19,9% czyli na razie obronili się przed podręcznikowym wejściem w kolejną bessę (według amerykańskiej definicji -20% od szczytu  na głównym indeksie to już bessa). W tej chwili mamy do czynienia z kontratakiem byków, którzy odzyskali sporo terenu, ale dzisiaj napotkali ponownie na problemy na poziomach 2967 czyli lini trendu spadkowego...odbili się od niej i nie mogą tego przełamać co może świadczyć że jednak nowym obowiązującym kierunkiem jest kierunek południowy...i tu należy się kilka słów mojego uznania (pierwszego w historii) dla komunistycznych władz Chin. Otóż zauważywszy że pieniądze wpomopowane w rynek nie idą w realną gospodarkę a na spekulacje giełdowe ( pompując Shanghai Composite o ponad 100% w niecały rok), zadecydowały zacieśnić politykę kredytową swoich banków. Teraz trudniej będzie przez nie pozyskiwać kapitał na kolejne spekulacyjne zakupy. Myślę że Ben Bernanke powinien się czegoś tutaj nauczyć od komunistów, ale on chyba też jest "ukrytym" marksistą i prędzej czy później zarżnie czymś giełdę podobnie jak władze w Pekinie...

A na Zachodzie bez zmian;) S&P ponownie uciekł "z pod noża" ale ile można uciekać? ile można sprytnie manewrować i sztucznym wyciąganiem w końcówkach ratować rynek? Okazuje się że taką bardzo inteligentną improwizacją można nie tylko utrzymywać rynek wysoko ale i powodować aby on rósł co obserwujemy od czerwca...przyznaję że nie doceniałem siły byków i popełniłem gigantyczne błędy w ocenie rynku ale na moje usprawiedliwienie muszę ponownie ukłonić się w kierunku władz chińskich, które jako pierwsze oficjalnie zauważyły problem i go ukruciły. To bowiem nie zwykli inwestorzy obdarzeni rozsądkiem inwestowali a wielkie banki inwestycyjne walczące o coraz lepsze wyniki (czytaj: coraz większe premie). W tej chwili mamy już w USA zarysowaną  prawie taką samą formację "podwójnego szczytu" na S&P jaka miała miejsce w Chinach przed ich "mini-krachem". Dodatkowo co bardzo ważne indeks wczoraj osiągnął wartość 1007,37 czyli dokładnie tyle ile wynosił szczyt w dniu wygranej Barracka Husseina Obamy! Pisałem że ten poziom 1007 w myśl "efektu Obamy" powinien okazać się skutecznym oporem ale nie sądziłem że komuś będzie się chciało idealnie wcelować w dokładnie taką samą wartość indeksu. To nie może robić człowiek...to musi być jakaś super wyrafinowana maszyna która to ustawia bowiem jak przy 500 spółkach jest możliwe w ten sposób idealnie wcelować z dokładnością do jednej setnej?

1007,37...tak teraz odbywa się decydujące starcie na giełdach. Jeśli indeks w Szanghaju wybije się z tej formacji spadkowej przy dużych obrotach i jeśli S&P przebije w końcu te 1007 na dobre to możemy mówić o hossie. Jeśli nie to wracamy do szarej rzeczywistości i wszystkich moim najgorszych scenariuszy...

Pozdrawiam

Long

Komentarze (14)
Ile naprawdę wynosi bezrobocie w USA?
 Oceń wpis
   

Witam,

Wczoraj wielu ludzi ogłosiło koniec recesj,i włączając w to 44 Prezydenta USA Pana Barracka Obamę, który stwierdził że uratował gospodarkę przed katastrofą. Z kąd ten wielki optymizm zarówno polityków jak i graczy giełdowych? Otóż dowiedzieliśmy się że stopa bezrobocia w USA, uwaga...spadła...z 9,5% do 9,4%...szok i powszechne zdziwienie spowodowało iż indeksy giełdowe poszybowały w górę - nasz wig20 ze sporych minusów wyciągnął na prawie + 2% a S&P przebił mega ważny opór na 1007 (szczyt przed zwycięstwem wyborczym Obamy 04.11.09)...

Chciałbym wyjasnić jak możliwe wogóle jest iż stopa bezrobocia spada pomimo iż gospodarka traci jak podano aż 247 tyś. miejsc pracy (trzeba przyznać że sporo poniżej oczekiwań co jest według mnie jedyną pozytywną wiadomością). Otóż po pierwsze liczba ludzi traktowanych jako siła robocza w USA spadła w lipcu o aż 422 tysięcy ludzi. W tym liczba ludzi zatrudnionych spadła jedynie o 155 tysiecy a  liczba bezrobotnych uwaga...zmalała o 267 tysięcy...te 422 tysięcy to ludzie, którzy najprawdopodobniej przeszli na emeryturę, zmarli lub wyemigrowali z USA. Ciekawi mnie jedynie dziwna dysproporcja pomiędzy zatrudnionymi i bezrobotnymi...czyżby bezrobotni szybciej umierali ze względu na brak ubezpieczenia zdrowotnego? czyżby bezrobotni cześciej popełniali samobójstwa i umierali od schorzeń spowodowanych silną depresją? Bardzo możliwe...tak jak i to że pracodawcy częściej pewnie zwalniali ludzi w podeszłym wieku czyli tuż przed emeryturą. Ten duży spadek bezrobotnych oficjalnie zarejestrowanych o 267 tyś spowodował że dane są nieznacznie podrasowane o 0,1% bowiem już tylko i wyłącznie ten czynnik powinien skorygować stopę bezrobocia do 9,5% ale to nie koniec...do siły roboczej jest dołączone również 2,3 mln ludzi którzy są pozbawieni pracy ale nie szukali jej przez ostatnie 4 tygodnie poprzedzające badania. Tylko w lipcu przybyło aż 796 tysięcy tzw. discouraged workers. Te 2,3 miliona ludzi którzy zniechęclili się do poszukiwania pracy nie są oficjalnie traktowani jako bezrobotni!!! Gdybyśmy zatem dodali te 2,3 miliona do oficjalnie podawanych 14,462 milionów mielibyśmy już 16,8 miliona i stanowiłoby to już 10,8% i to powinno być przez nas traktowane jako prawdziwa, niezakłamana stopa bezrobocia w USA.

10,8% wyniosła zatem stopa bezrobocia w USA, gdyby pominąć sprytne manipulacje amerykańskjiego urzędu statystycznego. Ale o dziwo to jeszcze nie koniec...jak podaje oficjalny raport aż 8,8 mln ludzi pracuje na pół etatu nie z własnej woli...jeśli jest to 8,8 miliona pracujących połowę swojego normalnego czasu pracy to myślę że możemy przyjąć że mamy jak gdyby kolejne 4,4 miliony bezrobotnych nie zarejestrowanych oficjalnie...dodajmy te 4,4 miliona do 16,8 miliona i mamy już łącznie 21,2 miliony bezrobotnych co daje nam stopę bezrobocia na poziomie 13,7% czyli sporo więcej niż w Polsce...

Tak naprawdę stopa bezrobocia w USA powinna wynosić 13,7%. Sprytne zabiegi urzędu statystycznego takie jak zaniżanie łącznej siły roboczej, nie traktowanie jako bezrobotnych ludzi, którzy nie szukali pracy przez 4 tygodnie czy zmuszanie ludzi do pracy na pół etatu nie powinno nam zamazywać pełnego i prawdziwego obrazu.

Oficjalny raport o bezrobociu w USA:

http://www.bls.gov/news.release/empsit.nr0.htm

Pozdrawiam

LONG

PS: Przypominam że stress testy Geithnera miały założenie bezrobocia w 2009 na poziomie 8,9%...

Komentarze (6)
Efekt Obamy wraca?
 Oceń wpis
   

Witam,

Nie ukrywam że znajduje się z moimi poglądami na rynek w głębokiej defensywie...śmiechy, drwiny, satysfakcja wielu z graczy, którzy aktywnie uczestniczą w rajdzie i codziennie zarabiają nie są niczym przyjemnym ale trzeba się na to po prostu uodpornić. Pamiętam jak w styczniu i lutym kiedy nawet mi osobiście świat wydawał się jakiś wyjątkowo mroczny, mega pesymistyczny, kiedy dni były krótkie, było wyjątkowo zimno to wielu ludzi z drwiną wypowiadało się o giełdzie...pytali się z nieukrywaną ironią "to co można już wchodzić w giełdę czy jeszcze nie?"...to było podczas bicia kolejnych dołków bessy po wcale przyzwoitym rajdzie konczącym rok zwanym przez wielu "Obama rally"...niestety po wygranej 44-ego prezydenta indeksy tąpnęły wyjątkowo...od dnia zwycięstwa Obamy (04.11.2008)  do 06.03.2009 indeks S&P spadł o 34% co jest gigantyczną wyprzedażą jak na warunki amerykańskie...nasz wig20 od wygranej Obamy również 34% z 1903 na 1253 intraday...dość powiedzieć że w dzień po zwycięstwie Obamy S&P runął o 5,25%, natomiast w dzień oficjalnej inauguracji 20.01.2009 był wodospad w prawie takim samym rozmiarze bo -5,28%...

NA DZIEŃ PRZED ZWYCIĘSTWEM BARRACKA OBAMY S&P OSIĄGNAŁ 1007,37 PUNKTÓW (ABSOLUTNY SZCZYT INTRADAY) - DOKŁADNIE TYLE ILE OSIĄGNĄŁ W SWOIM SZCZYTOWYM MOMENCIE DZISIAJ - 1007 PUNKTÓW...DOKŁADNIE 1007,12...

Jeśli Efekt Obamy miałby się powtórzyć to możemy oczekiwać sporej wyprzedaży jednosesyjnej w myśl zasady że indeksy giełdowe nie mogą rosnąć wyżej niż poziom dnia zwycięstwa wyborczego 44 Prezydenta (1007)...potem może nastąpić kontynuacja realizacji zysków nawet podobna jak po wyborach czyli nawet 30% w dół czyli wracamy na poziomy 700-750 na S&P i 1500 na wig20...oczywiście są to poziomy które nawet ja przyjąłbym z dużym zdziwieniem wobec powszechnie panującego optymizmu...ale przypominam sobie że wielu analityków już przed wyborami mówiło o "Rajdzie Obamy"...widzieli już wychodzenie z bessy i szybką poprawę dzięki planom stymulacyjnym...jak będzie zobaczymy już jutro...

Pozdrawiam

Long

 

Komentarze (14)
Kupujmy polskie truskawki!
 Oceń wpis
   

Witam,

Dzisiaj nie miałem pomysłu co chciałbym zjeśc na śniadanie ale przypomniałem sobie że wczoraj kupiłem łubiankę truskawek. Aż ciężko w to uwierzyć ale za ok 2 kg tego naturalnie uprawianego owoca, nie modyfikowanego genetycznie, nie pryskanego zapaciłem całe...5 zł...jeśli by porównać rynek owoców do motoryzacji to tak jakbym kupił nowego Mercedesa S klasy, wyprodukowanego w Niemczech za 50 tyś zł...jak to możliwe że za produkt za jaki z chęcią zapłaciłbym nawet 20 zł Pani handlująca przy trasie chciała jedynie 5 PLN? czerwone, soczyste, świeże polskie truskawki za 2,5 zł za kilogram...

Wracając do mojego śniadania to po umyciu truskawek, polałem je jogurtem waniliowym i na końcu całość pokryłem grubą warstwą bitej śmietany. Podczas jedzenia nie mogłem wyjść z zachwytu nad tym czerwono białym przepysznym deserem jaki stworzyłem:) Muszę przyznać że wczoraj wypiłem kilka piw oraz generalnie czułem jakby coś mnie zaczynało brać, bolała mnie głowa notorycznie. Po zjedzeniu mojej bomby witaminowej połączonej z jogurtem nie tylko symptomy kaca i zaczynającego się przeziębienia zniknęły ale i humor się poprawił:)

Moje kulinarne doświadczenie z dzisiejszego śniadania sprowokowało mnie do szybkiego zbadania problemu polskiej truskawki. Otóż dowiedziałem się między innymi że Polska jest szóstym największym producentem  truskawek na Świecie i największym w Europie, a rocznie zbiera się aż 180 tysięcy ton tego pysznego owocu. W momencie rozpoczynania naszych negocjacji z UE Polska była właściwie monopoilstą na europejskim rynku i to my dyktowaliśmy ceny. Polska truskawka była zatem jak system Windows Microsoftu w naszych PC:) Niestety nasi negocjatorzy nieco zapomnieli o swoich rolnikach i nie zapewnili sobie ochrony naszego sztandarowego produktu przed konkurencją z zewnątrz...Począwszy od 2001 roku Chiny zaczęły zalewać europejski rynek swoją tanią podróbką naszej truskawki oferując dumpingową cenę 450 Euro za tonę mrożonej w porównaniu z 700-800 Euro za polski produkt...Od 2001 roku import chinskiej truskawki wzrósł o 600% z 6,15 tyś. ton do 43 tyś ton w roku 2005 roku (dalszych danych nie mam ale sądząc po tym jak trend był silny można wnioskować że ilość importu się podwoiła). Nie rozumiem jak towar zebrany, pozbawiony listków, umyty, zamrożony i dostarczony chłodniczym transportem z Chin może być tańszy aż o 200 Euro za tonę od naszego...czy UE nie powinna bronić swojego rynku przed zalewem tańszego i gorszego jakościowo produktu? Przecież Francuzi chronią swoje banany? Dlatego właśnie tak bardzo ważny jest wybór Jerzego Buzka na szefa Parlamentu Europejskiego...Panie Jurku polska truskawka Pana potrzebuje!

Na całym Świecie zaczyna się powolny proces odejścia od globalizacji a wręcz obserwuje się na wielu rynkach początki wojny handlowej i powrotu do protekcjonizmu. W USA które do niedawna było najbardziej kapitalistycznym krajem na Świecie, promującym globalizację i wolny rynek bez barier, teraz wprowadza się poważne ograniczenia broniąc własny rynek. Otóż w programie stymulacyjnym Barracka Obamy, opiewającym na 787 miliardów dolarów, jest zawarty warunek o nazwie "BUY AMERICAN" , nakazujący wykorzystanie tylko i wyłącznie surowców i produktów wytworzonych w USA...innymi słowy: jeśli ktoś chce skorzystać z rządowego programu  to musi kupić amerykańskie materiały i technologie...głośny był jednak przypadek, kiedy to budowa oczyszczalni ścieków stanęła,  kiedy to okazało się że praktycznie większość z przewidzianych w projekcie technologii nie było dostępnych w USA:) Precedens oczyszczalni ścieków zmusił Obamę do zrobienia ustępstwa w swoim programie i teraz możesz używać obcych produktów ale uwaga...jak udowodnisz że nie ma amerykańskiego odpowiednika:) ale jaja:) czyli że dostawcy internetu i wogóle nowoczesnych technologii, która przecież opiera się na chińskich materiałach mogą podziękować Panu Obamie za genialny program 'Kupuj Amerykańskie"...niedawno głośno protestowała firma Cisco zaniepokojona faktem iż powstają konkurenci dotowani przez rząd ktorzy mogą zabrać im sporą część rynku a nawet doprowadzić do bankructwa...przecież firmy nowoczesnych technologii mają całą swoją produkcję albo w Chinach albo na Tajwanie albo w innym kraju taniej siły roboczej...Na te argumenty władze amerykańskie odpowiadają że program stymulacyjny nie może polegać na tworzeniu miejsc pracy w Chinach ale w Stanach Zjednoczonych...prawda że rozsądny argument nowej administracji? Barrack Obama pokazał że naprawdę dba o swoją gospodarkę i miejsca pracy swoich obywateli. Pokazał że proces przenoszenia produkcji z Azji z powrotem do USA właśnie się rozpoczął...dlaczego więc UE nie może wprowadzic podobnego programu o nazwie "BUY EUROPEAN" ? Wszyscy producenci deserów i lodów oraz sieci restauracyjne takie jak Mc Donald's na terenie całej Europy musiałyby używać naszej truskawki:)

Panie Jurku ja głęboko wierzę że Pan to nam załatwi...kupujmy polską truskawkę i precz z chińskimi tanimi podróbkami!

Pozdrawiam

Long

Komentarze (7)
1 | 2 |
O mnie
Albert Rokicki
Jestem inwestorem długoterminowym i będe zawsze to podkreślał. Na warszawskiej giełdzie od 2000 roku. Nigdy nie kupiłbym akcji spółki której nie chciałbym posiadać na własność gdybym miał nieograniczone możliwości finansowe. email: kontakt@longterm.pl
Najnowsze wpisy
2013-08-24 09:09 44 analizy polskich spółek
2013-08-05 11:18 Letnia hossa
2013-07-03 09:54 Darmowy e-book!
2013-06-26 19:23 QE OR NOT QE?
2013-06-23 22:43 Darmowe szkolenie z inwestowania
Najnowsze komentarze
2014-01-29 20:32
cvdfer:
44 analizy polskich spółek
zarobił swoją kasę na idiotach dzięki swoim marnym analizom i wyjechał z kraju, teraz bawi się[...]
2014-01-06 19:04
najlepszeprezenty.com.pl:
16 spółek które dadzą zarobić na odbiciu
pozdrowienia :)
2013-12-23 13:11
rtvagd:
Największy kryzys gospodarczy w historii ludzkości
pozdrowienia :)