Niedźwiedzie idą po knock-out
 Oceń wpis
   

 

Witam,
 
Ciekawe rzeczy dzieją się w światowej gospodarce i mieliśmy tydzień naprawdę obfitujący w przełomowe wydarzenia dla rynków finansowych. Zanim je omówię warto spojrzeć na waluty, które stały się świetnym wskaźnikiem wyprzedzającym w ostatnim okresie globalnych perturbacji.
W poprzednim tygodniu wystąpiło ciekawe zjawisko a mianowicie dolar dalej osłabiał się do wszystkich ważnych walut ale proces ten nie miał już żadnego pozytywnego oddziaływania na giełdy akcji. USD stracił wobec Franka Szwajcarskiego 1,37%, wobec Funta Szterlinga (najsilniejszej w tej chwili waluty na świecie) aż 1,56%. Te dwie waluty co podkreślałem w moich poprzednich wpisach są dla mnie wskaźnikiem wyprzedzającym to co będzie się działo z dolarem wobec drugiej największej waluty świata – Euro. Dolar w skali całego tygodnia wprawdzie zyskał symboliczne +0,16% do wspólnotowej waluty ale od szczytu tygodniowego w środę stracił aż 1,3%. Niestety nie miało to już żadnego wpływu na giełdy bo chyba nie warto podniecać się tym piątkowym zamknięciem w USA na +0,29%? Natomiast bardzo ciekawie zachowywał się Japoński Jen (druga po dolarze waluta carry trade) który kolejny tydzień bardzo agresywnie umacniał się wobec dolara. Świadczy to o opuszczaniu w popłochu Ameryki przez  japońskich inwestorów. Przypomnę jeszcze że Jen podobnie jak szwajcarski Frank traktowany jest jako tzw. „bezpieczne schronienie” na ciężkie czasy.
 
Jaki wniosek z zachowania walut?
 
Zaryzykuje stwierdzenie iż spadek wartości dolara jest czysto korekcyjny i nie świadczy już o wznawianiu procederu carry trade (kupowaniu europejskich akcji za dolary). Myślę że sytuacja na głównej parze EURUSD się nieco ustabilizuje na bieżących poziomach i jeśli miałbym już wybierać jakikolwiek kierunek w najbliższych miesiącach to wskazałbym na dalsze umacnianie się USD. Uważam że po kolejnym tygodniu, być może kilku tygodniach spokoju dolar ponownie zacznie się agresywnie umacniać wobec Euro. Powodów tej tezy można doszukiwać się zarówno fundamentalnie jak i czysto spekulacyjnie. Otóż po pierwsze to w Europie tzw. Quantitive easing (tłum. własne: dodruk pieniądza) dopiero na dobre nabiera rozpędu, natomiast w USA proceder ten jest już od kilku miesięcy systematycznie zamykany poprzez tzw. Exit strategy (tłum. własne: mrożenie kapitału na czas od 10 do 30 lat w obligach). W Europie nie tylko banki ale i całe państwa dostają świeżo wydrukowane Euro, podczas gdy w USA wydrukowane w 2008 i 2009 dolary są mrożone w długoterminowych papierach dłużnych. W sytuacji kiedy rynek akcji i surowców nie jest pewny, jedynym zarobkiem wydającym się „pewnym” stał się w USA rynek obligacji mających najlepszy rok od 1995 roku. Myślę że tam powoli tworzy się bańka spekulacyjna i gdzieś na początku przyszłego roku może ona z hukiem pęknąć. W tej chwili rentowność 10 letnich obligacji wynosi 3,11% i jest najniższa od maja 2009 kiedy przecież niepewność wobec gospodarki była o wiele większa niż teraz. Chociaż uważam że poziomów z dna kryzysu nie zobaczymy to jednak rynek obligacji wycenia poważne problemy z globalną gospodarką i według mnie to nie jest jeszcze koniec. Rentowność obligacji 10l może osiągnąć dno gdzieś na poziomie 2,5% w okolicach końca wakacji, ewentualnie początku jesieni i to może być super moment na zainwestowanie w bardziej ryzykowne aktywa jak akcje.
Drugim powodem dla którego uważam że dolar ma przed sobą dalsze wzrosty po okresie względnego spokoju, jest zwykła spekulacyjna ucieczka kapitału z Europy z powrotem do amerykańskich banków. Nie dość że sytuacja gospodarcza w II połowie roku się znacząco pogorszy to jeszcze w przyszłym tygodniu wchodzi wielka reforma systemu finansowego w USA. Wobec słabych danych makro i zwiększających się regulacji wobec inwestycyjnej działalności Wall Street dolar będzie z pewnością dalej wracał do domu. Ale chciałbym podkreślić że to wszystko może się dziać nie od razu. Dane makro i nowe zasady gry a bankach amerykańskich muszą być najpierw przetrawione i kapitał musi się przetasować.
 
Juan nie pomógł
 
W zeszłym tygodniu nie sprawdziły się moje prognozy jakoby uwolnienie Juana miało przesądzić o wzrostach i miało wręcz wywołać jakąś nadzieję na powrót dobrych czasów. Nic z tego…Aby upewnić się że ten efekt będzie bardzo ograniczony wystarczy zerknąć na "starszych braci" Chińczyków a mianowicie na Japończyków…przecież od 1998 roku Jen umocnił się wobec USD o 65% a USA wciąż ma z nimi spory deficyt handlowy…mało tego – od 1971 roku Jen umocnił się o 315% wobec USD i nie pomogło to w żaden sposób USA w poprawie konkurencyjności wobec japońskich towarów – elektroniki i samochodów. Tak samo może być z Chinami gdzie jedynym pozytywem będą większe zyski firm które tam zainwestowały. Nie ma natomiast co liczyć na poprawę eksportu do kraju środka czy też znaczące osłabienie konkurencyjności Chin, przynajmniej w krótkim czasie. Podsumowując decyzja o uwolnieniu Juana okazała się raczej bez wpływu na rynek. Po lekkiej euforii w poniedziałek na którą ja również się nabrałem rynek to przetrawił i jednak wypluł:)
 
Co w przyszłym tygodniu?
 
Na wskaźnikach wyprzedzających mała łamigłówka. Na indeksie surowcowych frachtów morskich to już jest istna apokalipsa…Balic Dry spadł od połowy maja aż o 40%...powodem może być spowalniająca gospodarka Chin i Indii. Czyżby tam już wszystko wybudowali co mieli wybudować?
Na obligacjach amerykańskich jak wspomniałem wyżej - hossa w pełni i kontynuują one najlepszy rajd od 1995 roku. Nie wróży to dobrze ani akcjom ani światowej gospodarce. Tak długo jak będzie popyt na obligacje tak długo nie będzie popytu na akcje…to takie proste…
Złoto zaliczyło niezły tydzień bo pomimo początkowych spadków potrafiło wzrosnąć o ponad 2,5% od tygodniowego dołka.
Surowce miały wspaniały tydzień. Miedź eksplodowała o 6,74%, natomiast ropa podobnie jak złoto po kiepskim początku tygodnia odrobiła straty i wyszła na plus, rosnąc o 5,7% od dołka tygodniowego. Uważam że ropa ma przed sobą wspaniałe kilka tygodni. Już w przyszłym tygodniu zbliżać się będzie do Zatoki Meksykańskiej pierwszy nazwany imieniem huragan tropikalny – Alex. Takich podobnych Alexowi huraganów ma być do października „tylko” 10…i to według najbardziej ostrożnych prognoz bo ten rok ma przynieść ilość huraganów tropikalnych największą od 2005 roku, kiedy to uderzyła słynna Katrina. Wpłynie to z pewnością na prace nad powstrzymaniem wycieku BP i najprawdopodobniej spowoduje bankructwo tego przedsiębiorstwa. To spowoduje z kolei zakaz odwiertów podmorskich co będzie zabójstwem dla całej branży. Po kryzysie bankowym czas na kryzys paliwowy? Bardzo możliwe ale w każdym bądź razie przewiduje że cena ropy będzie gwałtownie rosła nawet pomimo wzrostu wartości dolara.
Podsumowując wskaźniki wyprzedzające to pomimo pozytywnych tendencji na surowcach nie widzę już większego ich wpływu na giełdę. Może być tak że wzrost cen surowców nie będzie już traktowany pozytywnie przez rynek ale stanie się groźbą załamania odradzającej się gospodarki.
Dodatkowo dochodzi wielka reforma systemu finansowego w USA, którą można podsumować słowami jednego z komentatorów Amerykańskich – Dicka Bowa: „reforma nie zaszkodzi bankom bo one przerzucą jej koszty na konsumenta, tak więc jeśli ktoś ma odczuć negatywnie skutki tej reformy to banki są ostanie w kolejce”. Z kąd my to znamy? Kolejna interwencja rządu mająca na celu regulacje banków paradoksalnie im pomoże kosztem konsumenta czyli klienta tych banków…to jednak w długim terminie nie pomoże wzrostowi gospodarczemu w USA. Na koniec tygodnia niedźwiedzie będą szły po knock-ot bowiem liczba miejsc pracy w Ameryce ma ponownie tąpnąć o aż 100 tysięcy...
 
Prognoza na zamknięcie w piątek 02.07.2010:
 
S&P500    1050 -2,48%
 
WIG20      2260 -3,33%
 
Pozdrawiam,
 
Long
 
Komentarze (93)
Prognoza na tydzień rozpoczynający się 21.06.2010
 Oceń wpis
   

Witam,

Przez ostatnie 5 tygodni lepiej szło mi z przewidywaniem kierunku w USA (3/5  60%) niż u nas (2/5 40%). Łącznie po 22 tygodniach prognoz moja skuteczność prognostyczna wynosi 56,81% (25/44) gdzie na wig20 mam 63,63% (14/22), natomiast w USA równe 50% (11/22).

Pomimo w sumie nie najgorszego tygodnia w USA to ogólnie sytuacja na rynkach finansowych jest raczej mizerna. Praktycznie zdecydowana większość światowych giełd znajduje się już w kolejnej bessie, przynajmniej z technicznego punktu widzenia. Skażona jest bessą już praktycznie cała Azja oprócz Indonezji, Indii, Malezji i Korei Płd. i Japonii, które jeszcze dzielnie się bronią. Podobno światowy lider - Chiny znajdują się oficjalnie w bessie od sieprnia 2009...W zeszłym tygodnu tzw. "krzyże śmierci" (przecięcie 200 i 50 średnich świadczące o wejściu w długoterminowy trend spadkowy) pojawiły się na kolejnych azjatyckich giełdach - w Tajwanie oraz na chińskiej giełdzie Szanghaj B-shares do której dostęp mają inwestorzy zagraniczni (A-shares znajdują się jak wyżej wspomniałem w bessie od 08.09). Jeśli chodzi o Azję to nieźle radzą sobie tam jedynie giełdy w Bangladeszu, Filipinach, Sri Lance i Turcji. Dla tych rynków słowo bessa nie jest wogóle brane pod uwagę bo tam wciąż kwitnie mega hossa. Jak widać rynki nie są aż tak zglobalizowane żeby wszyscy podlegali Stanom Zjednoczonym. Te wyżej wymienione asy azjatyckie pokazują że można jednak rosnąć podczas gdy większość świata ma problemy. W Afryce prymusami są giełdy w Kenii i Tunezji. Właściwie cała reszta czarngo kontynentu pogrążyła się w maraźmie. W Ameryce Południowej skończył się rajd argentyńskiego Mervala i brazylijskiej Bovespy i koszulki liderów zakłądają  nieoczekiwanie Wenezuela i Chile.

A co w Europie?

Na Starym Kontynencie sytuacja niezwykle ciekawa, bo najbardziej północna jego część radzi sobie najlepiej - Skandynawia (oprócz Norwegii), na czele z europejskim liderem - Danią. Im dalej pojedziemy na południe tym robi się gorzej...nieźle radzą sobie Wielka Brytania, Holandia, Niemcy, Polska i Czechy, ale już Francja ma "krzyż śmierci" za sobą, a o krajach PIIGS nawet nie warto wspominać, natomiast co ciekawe cały prawie półwysep Bałkański tonie również w głębokiej bessie od sierpnia 2009. Jasnym punktem tych obszarów jest nieoczekiwanie Rumunia. Co ciekawe liderzy bardzo szybko się zmianiają bo przykładowo przez cały 2009 i początek 2010 liderem Europy był szwajcarski SMI, który teraz wygląda na rynek porzucony przez inwestorów. Podobnie sytuacja ma się z węgierskim BUXem, który był liderem naszego regionu na początku roku, a teraz jest raczej rynkiem pod ogromną presją. Te dwa przykłady pokazują iż nie warto być liderem wzrostów i wychodzić przed szereg, rosnąc kilkadziesiąt % w krótkim czasie. Nie zdziwiłbym się wcale gdyby podobny los porzucenia przez inwestorów spotkał teraz dotychczasowych liderów świtowej hossy- wyżej wspomnianych Bovespy (Brazylia) i Mervala (Argentyna). Przykłady z koleji takich krajów jak Dania, Sri Lanka czy Turcja podtrzymują mnie na duchu i utwierdzają w przekonaniu iż hossa może trwać w każdych warunkach jeśli fundamenty rozwoju gospodarczego są mocne i trwałe.

Jaka sytuacja na wskaźnikach wyprzedzających?

Niestety tu sytuacja jest bardzo zła, ale jeszcze nie fatalna. Moim zdaniem jeśli nie będzie w przyszłym tygodniu mocnego odbicia od dna to może go już długo nie być i surowce będą dalej tracić na wartości. Najgorzej wygląda miedź co wpłynie niewątpliwie na kurs naszego KGHM (kibluje poniżej średniej 200). Nieco lepiej przezentuje się ropa ale i ona wykazuje raczej desperacką próbę obrony ważnych wsparć niż chęci do odbicia. Złoto pobiło swoje rekordy i to jest dla mnie sygnał bardzo niepokojący bowiem może się ono w najbliższych miesiącach stać alternatywą inwestycyjną wobec akcji. Już teraz kruszec bije S&P bowiem uncja warta jest ok. 12% więcej niż najważniejszy indeks świata. Jest to sytuacja bardzo niezdrowa i zdarzająca się jedynie podczas wielkich kryzysów. Obligacje 10 letnie w USA próbują złapać swój szczyt ale wobec obaw o niewypłacalność krajów PIIGS i słabych danych makro z USA o deflacji są one ponownie traktowane jako bezpieczna przystań dla wielkiego kapitału. Kolejna fatalna wiadomość to drastyczny spadek BDI - indeksu surowcowych frachtów morskich, który tapnął przez niecały miesiąc o 36%. Wciąż jedynym promykiem nadzieji jest inny ważny indeks - HARPEX (ceny frachtów kontenerowych), odzwierciedlający handel gotowymi produktami (elektornika, ciuchy, spożywka),  który spokojnie wraca sobie do poziomów z przed kryzysu. HARPEX wzrósł od początku roku o niesamowite wręcz 73%. Niestety tak jak wspomniałem wciąż znajduje się dużo poniżej poziomów z przed kilku lat.

Co przyniesie przyszły tydzień?

Z danych makro to w środę w USA zwróciłbym szczególną uwagę na dane z rynku nieruchomości o godz. 16. Liczba nowych domów jest prognozowana na jedynie 400 tyś wobec 504 tyś. w kwietniu. Sprawa jest o tyle ciekawa iż maj był pierwszym miesiącem bez rządowej stymulacji w postaci rabatu podatkowego wysokości 8 tyś $ na pierwszy dom. Będziemy mielii zatem po raz pierwszy okazję na przekonanie się czy gospodarka USA po odcięciu pempowiny jest w stanie solidnie funkcjonować. Myślę że ten odczyt może być momentem zwrotnym nadchodzącego tygodnia. Tego samego dnia skrzydeł inwestorom może dodać Ben Bernanke utrzymując stopy na poziomie 0% i dając do zrozumienia że tej polityki nie zamierza zmieniać przez czas nieokreślony.

Wielkim wydarzeniem w ten weekend była decyzja władz chińskich o uwolnieniu Juana ze sztywnego kursu wobec USD. Będzie to sytaucja tzw. win-win zarówno dla CHRLD jak i USA. Dla tych pierwszych spadnie presja inflacyjna dla tych drugich wzrosną zyski z eksportu i inwestycji w kraju środka. Właśnie te wydarzenie przesądzi moim zdaniem o wzrostowym charakterze nadchodzych pięciu sesji oraz stanie się katalizatorem odradzającej się powoli wiary w powrót dobrych czasów.

Prognoza na zamknięcie w piątek 25.06.2010:

S&P500    1137 +1,74%

WIG20     2425 +2,7%

Pozdrawiam

LOng

 

 

Komentarze (64)
Nie dajmy się zwariować PIIGSom
 Oceń wpis
   

Witam,

Od kilku miesięcy jeśli człowiek obraca się w świecie finansów to nie da się otworzyć lodówki i nie zobaczyć w niej albo Grecji albo innego kraju PIIGS albo wszystkich naraz...jak już myslimy że już za dużo tego wszystkiego to jeszcze dowalają nam co chwila a to jakieś Węgry, a to Japonię i człowiek może naprawdę ulec tej medialnej nagonce...Gdy ja w moich prognozach na ten rok pisałem o narastających problemach fiskalnych i możliwym rozpadzie strefy Euro wielu pukało się w czoło...wielu ludzi naprawdę nie zdawało sobie sprawy że to jest wogóle możliwe, nie mogli przyjąć do wiadomości że ktoś może wogóle coś takiego brać pod uwagę...przecież Euro jest wspólnym dobrem krajów członkowskich którego nikt może porzucić...przypomnę że gdy pisałem moje hipotezy to Dolar był powszechnie nazywany "śmieciem"...ja jako inwestor i prognostyk uwielbiam wręcz takie momenty kiedy to tłum staje się oburzony jakąś nieracjonalną w jego przekonaniu teorią...zazwyczaj takie oburzenie tłumu świadczy o tym iż ten zupełnie abstrakcyjny scenariusz ma wielką szansę na materializację...Teraz kiedy te problemy Grecji, Portugalii i Hiszpanii są na tapecie i są rozdmuchiwane do granic absurdu, ten sam tłum może być oburzony gdy powiem iż zarówno Unia Europejska jak i USA zyskują na całym tym zamieszaniu...

W jaki sposób kryzys fiskalny PIIGS może być wogóle z jakiegoś punktu widzenia korzystny?

Aby odpowiedzieć na to pytanie należy sięgnąć pamięcią do roku 2008 i powszechnego oburzenia wobec ciągłego, gigantycznego "dodruku" taniego pieniądza przez amerykański FED pod dowództwem Bena Bernanke (człowiek roku Time). Całkowita kwota przeznaczona na walkę z największym kryzysem od II WŚ wyniosła kilka bilionów USD i ta gigntyczna podaż pieniądz wpomopowana w amerykański system wcale nie spada. Ta kasa siedzi w bilansach amerykańskich instytucji finansowych. Oburzenie tłumu polegało na obawach iż tak wielkie zwiększenie podaży pieniądza prędzej czy później doprawdzi do wysokiej inflacji i dewaluacji USD. Niektórzy jak Marc Faber mówili wręcz o hiperinflacji jak w Zimbabwe...Otóż mijają prawie 2 lata od początku tej ultra agresywnej kampanii FED i ani hiperinflacji ani nawet zwykłej inflacji jak nie było tak nie ma...Pisałem wielkrotnie iż ten kryzys traktuje jako zjawisko deflacyjne, polegające na długotrwałym delewarowaniu i spadku cen wszelkiego rodzaju aktywów aż do osiągnięcia całkowitego resetu systemu. Kto był bardziej zlewarowany i nieodpowiedzialny -  sektor publiczny czy prywatny? oczywiście że ten ostatni bo czym jest zadłużenie Japonii wynoszące "ledwie" 200%  PKB przy sporym współczynniku oszczędności społeczeństwa z lewarem wynoszącym przykładowo 30-krotność posiadanych kapitałów własnych jakim posiłkował się upadły Lehman Brothers??? przecież pamiętajmy że Lehman poza tym wieżowcem na Manhattanie i jakimiś papierami wartościowymi praktycznie nic nie miał, natomiast każde państwo ma gigantyczny majątek. Dlatego w sensie stricte ekonomicznym państwo narodowe praktycznie nie jest w stanie zbankrutować tak jak przedsiębiorstwo rynkowe. Znane przecież są z historii przykłady, kiedy za długi oddawano część swego terytorium. Pierwszym przykładem jaki przychodzi nam na myśl było słynne oddanie Alaski Amerykanom przez Rosjan lub oddanie Luizjany przez Napoleona...Wyobrażmy sobie zatem co by było gdyby Lehman Brothers był państwem narodowym takim jak Grecja. Nic by się nie stało oczywiście bo nawet jakby ich przyciśnięto do muru to oni by powiedzieli "to bierzcie sobie tą Kretę i Rodos w cholerę i dajcie nam dalej prowadzić działalność". Wracając do tematu to całe te wielkie zamieszanie z problemami fiskalnymi południowej Europy jest bardzo na rękę rządowi USA i FED na czele z Panem Bernanke. Nadrukowali kasy aby dofinansować banki, zapożyczyli się na potęgę i teraz zamiast mieć zmartwienie w postaci powodzi taniego pieniądza wylawającej się na rynek mają wręcz deflację dzięki coraz mocniejszemu dolarowi (ceny towarów importowanych maleją) a oprocentowanie ich długu systematycznie spada (3,27% rentowność obligacji 10l) Unia Europejska natomiast zyskuje na osłabieniu Euro bowiem ich eksport staje się bardziej zyskowny i konkurencyjny.

Kiedy w zeszłym roku pisałem o drugim dnie recesji to przyznam się szczerze nie brałem pod uwagę że bezpośrednim powodem będą problemy fiskalne krajów PIIGS. Zatem nawet gdyby te drugie dno recesji się teraz pojawiło nie mógłbym zapisać sobie punktu na moje konto. Ja wskazywałem raczej na prywatny biznes, który może być ponownie w opałach w II połowie 2010, wobec kończących się na świecie programów stymulacyjnych oraz przedłużających się problemów z bezrobociem. Dla mnie giełda jest wrażliwa przede wszystkim na sektor prywatny. Na problemy pojedyńczych krajów reaguje bardziej rynek obligacji. Uważam wręcz że problemy fiskalne Europy mogą być pozytywne dla prywatnego sektora bowiem odblokują się w końcu pieniądze przeznaczane na finansowanie deficytów zadłużających się państw (rynek obligacji) i ten kapitał przeniesie się do finansowania przyszłościowych projektów sektora prywatngo (akcja kredytowa i rynek akcji, ewentualnie obligacje korporacyjne). Ten wielki, nadrukowany do granic możliwości kapitał który jest wciąż gdzieś uwięziony - a to w złocie, a to w obligacjach amerykańskich, a to w obligacjach brytyjskich, a to w lokatach w bankach australijskich musi przecież kiedyś przenieść się na bardziej ryzykowne terytoria o większej stopie zwrotu (akcje, kredytowanie biznesu). Będzie to idealna sytuacja dla gospodarki gdzie z jednej strony ludzie będą zwalniani z sektora państwowego powodując spadek presji inflacyjnej, a z drugiej strony kapitał będzie przepływał do agresywnego sektora prywatnego. Uważam że piękne czasy prosperity przed nami. Oczywiście ta wielka zmiana nie zostanie przeprowadzona w miesiąc ani w dwa ale będzie procesem kilkuletnim. Podejrzewam że gdzieś w okolicach roku 2012 będziemy mieli już początek nowej ery wzrostu opartego na mądrych biznes planach a nie keynsowskich budowach autostrad i osiedli na sztucznych wyspach...

 

 

Komentarze (16)
Miękkie lądowanie WIG20
 Oceń wpis
   

Witam,

Podczas gdy ostatnie tygodnie przyniosły dosyć twarde lądowanie w USA gdzie wszystkie indeksy zjechały poniżej swoich średnich 200-sesyjnych, w Warszawie piloci zdołali miękko wylądować. Zarówno linia trendu biegnącego od sierpnia 2009 na 2264, jak póżniej i linia wyżej wspomnianej SMA 200 na 2354 zostały szybko i skutecznie wybronione. Aby pokazać większą słabość giełdy amerykańskiej wystarczy wspomnieć że piątek był juz 16 dniem kiedy S&P kibluje poniżej swojej SMA200 i nie jest w stanie jej przebić pomimo licznych prób. Te twarde lądowanie kosztowało wielu tamtejszych inwestorów utratę sporej ilości kapitału. Gracze futures z pewnością potracili niejednokrotnie swoje depozyty...w pewnej chwili do podręcznikowego określenia wejścia w rynek niedźwiedzia (kolejna bessa) brakowało jedynie 6,25%, kiedy to rynek testował minima z lutego i zjechał na moment nawet na 1040. W tym tygodniu mieliśmy ponowny test tych dołków i udało się kolejny raz je skutecznei obronić (1044 to był dołek z lutego). Obecnie na głównych indeksach w USA utworzyła się klasyczna formacja podwójnego dna. Ta formacja jest bardzo byczym sygnałem ale dochodzi jeszcze jeden bardzo ważny czynnik, a mianowicie fakt iż te podwójne dno zdołało dwukrotnie skutecznie obronić dołek z poprzedniej paniki lutowej.

W mijającym tygodniu wszystko układało się na korzyść byków: zarówno miedź jak i ropa  zdrożały  aż o 4,7%, rentowność 10-letnich obligów amerykańskich wzrosła do 3,27% (z dołka na 3,19%), I  W KOŃCU RAJD DOLARA SIĘ SKOŃCZYŁ...zatem moje przewidywana się sprawdziły i mijający tydzień najprawdopodobniej był ostatnim tygodniem królowania dolara względem innych walut...jego słabość widać najlepiej wobec Franka Szwajcarskiego i  Funta Szterlinga...Jeśli Euro zaczęło by teraz odrabiać straty to znaczyło by to iż pierwsza faza paniki związanej z problemami fiskalnymi Europy dobiegła końca. Carry trade powinien zostać wznowiony i kapitał powinien stopniowo powracać do ryzykownych inwestycji w akcje powodując załamanie cen obligacji i złota.

Zatem dołki obronione, piloci na WIG20 miękko wylądowali....teraz nie pozostaje nic innego niż tankować przed odpałem:)

Prognoza na zamknięcie w Piątek 18.06.2010:

S&P500 1110 +1,7%

WIG20 2450  +3%

Pozdrawiam,

Longterm

 

Komentarze (40)
Prognoza na tydzień rozpoczynający się 07.06.2010
 Oceń wpis
   

Witam,

Poprzedni tydzień przyniósł masakrę byków. Okazało się że szarża miała bardzo kruche podstawy a pozycje obronne niedźwiedzi naprawdę mocne. Wszyscy spodziewali się że będą jedynie łucznicy a tu niespodzianka w postaci ciężkiej artylerii...Ciężkie hufce musiały w obliczu wielkiego ryzyka niepowodzenia zawracać i teraz muszą niestety dokonać pełnego koła aby móc ponownie uderzyć...W USA powinny zawrócić na 1044 (dołek lutowej korekty) a u nas na 2280 (mniej więcej średnia 50-tyg. oraz idelanie dolne ograniczenie trendu trwającego od sierpnia 2009) aby ponownie spróbować zaatakować. A teraz proszę o szczególną uwagę: JEŚLI TE POZIOMY PADNĄ TO ZALECAM RACZEJ ROZBRAT Z GIEŁDĄ AŻ DO PÓŹNEJ JESIENI...

Ja jednak jestem optymistą i te uczucie zaskakuje nawet mnie samego. Czym jest spodowane moje  bycze nastawienie? Zacznijmy od głównego winowajcy tego załamania na giełdzie:

1) Euforia na dolarze dobiega końca. W moich prognozach na ten rok byłem owszem przygotowany na taki scenariusz i pisałem że to będzie rok dolara. Jednak nie przypuszczałem że ten rajd będzie odbywał się w aż tak agresywny i raptowny sposób. To co w normalnych warunkach zabrało by amerykańskiej walucie około roku czasu, zostało osiągnięte w niecałe pół roku...w początkowym stadium rajd miał podstawy fundamentalne bowiem gospodarka USA pokazała ładny wzrost w IV kw. 2009 roku. Potem jednak na drugiej fali rosnącej zaczął stymulować wzrost "zielonego" problem Grecji a później już cała kanonada kolejnych krajów PIIGS.(głównie Hiszpanii).  Kiedy wszyscy już myśleliśmy że po przygaszeniu "greckiej tragedii" Euro zacznie odrabiać straty, wyskoczył jak Filip z konopii członek rządu Węgier i stwierdził żę jego kraj to kolejna Grecja...w obliczu tych wydarzeń sytuacja na Euro przybrała formę krachu a wykres zaczął przypominać wodospad...podobno sentyment do Euro jest wyjątkowo negatywny z 98% traderów nastawionych niedźwiedzio. Jest to według mnie wyjątkowo silny sygnał z kontrariańskiego punktu widzenia. Przewiduje że przyszły tydzień będzie już definitywnie ostatnim w jakim kurs dolara będzie wzrastał, o ile się nie załamie...widać już jego oznaki słabości wobec Franka szwajcarskiego i Funta Szterlinga. Gracze którzy zamknęli swoje pozycje carry trade na dolarze teraz będą powoli wracać bo przecież Ben Bernanke gwarantuje zerowe stopy przynajmniej do końca roku.

2) Indeksy silnych gospodarek europejskich nie reagują już tak nerwowo jak amerykańskie. Byłem wielce zdumiony ostatnio gdy odkryłem że nasz WIG20 spadł o 2,7% (-10%) mniej niż amerykański S&P500 (-12,7%). Jeszcze lepiej od nas radził sobie nasz wielki zachodni sąsiad którego DAX spadł jedynie o 6,3%, natomiast brytyjski FTSE tyle samo co my bo ok. 10%. Spowodowane jest to tym iż zarówno Euro, Funt i nasza Złotówka się bardzo osłabiły a to w naturalny sposób stymuluje nasze gospodarki. Zyski z eksportu będą w II kwartale bardzo wysokie a dodatkowo tak niski kurs rodzimych walut zawsze przyciąga inwestorów bowiem wszelkiego rodzaju aktywa (akcje, obligacje, nieruchomości) są wtedy w sporej przecenie. Może to przypominać scenaiusz japońskiego Jena, który stał sie walutą carry trade na całe lata wobec mozolnego wzrostu gospodarczego na poziomie 1%. To samo może czekać USA gdzie inwestorzy będą woleli inwestować w bardziej dynamiczne kraje rozwijające się i europejskich eksporterów niż w rodzimą, anemiczną gospodarkę deflacyjną.

3) Indeks surowcowych frachtów morskich wrósł o ponad 60% od lutego. To pokazuje że handel światowy się rozwija pomimo całego szumu medialnego wokół krajów PIIGS. Chiny i Indie nic nie robią sobie z naszych problemów i dalej budują swoją przyszłą potęgę. Tak na marginesie chciałem odnieść się do rzekomo rosnącej bańki nieruchomości w Chinach. Otóż nie słyszałem jeszcze o żadnej bańce której koniec z tak wielkim wyprzedzeniem wszyscy by przewidzieli i w porę  dostrzegli...pamiętajmy że o końcu bańki na amerykańskich nieruchomościach niejaki Peter Schiff z wielkim przekonaniem mówił już w 2002 roku...ktoś kto go posłuchał przegapił kolejne 4 lata super koniunktury...w kraju gdzie 70% ludności mieszka wciąż na wsi (czytaj: w chatach z bambusa) nie ma mowy o szybkim końcu prosperity budowlanego.

4) BP własnie znalazło sposób na zatamowanie wycieku w zatoce Meksykańskiej. Sporą część paniki przypisuje się bezprecedensowej katastrofie ekologicznej spowodowanej wyciekiem ropy naftowej. Teraz już wiadomo że problem już jest pod kontrolą, wyciek zostanie znacząco zredukowany a w sierpniu ostatecznie powstrzymany. To powinno uspokoić sektor naftowy i surowcowy bowiem mówiło się już nawet o możliwości bankructwa BP co byłoby podobnym zagrożeniem dla światowej gospodarki jak upadek Lehman Brothers. Mnie jednak zastanawiało coś innego - dlaczego ropa nie drożeje w skutek aż tak dużego wycieku, który może powstrzymać dalszą eksploatację podmorskich złóż...winowajcą ponownie był mocny dolar. teraz kiedy zacznie on ponownie tracić na wartości cena ropy powinna wręcz eksplodować.

5) Recesja właściwie się zakończyła w czołowych krajach rozwiniętych i problemy dotyczą jedynie pojedyńczych krajów z rozwiązłą polityką fiskalną. Kraje anglosaskie - USA, Wielka Brytania już dawno recesję mają za sobą, teraz ożywienie powoli przychodzi do krajów europejskich - Niemcy, Francja, Włochy, które dzięki słabemu Euro pokażą bardzo dobre dane za wzrost PKB w II kwartale tego roku.

Podsumowując obstawiam poprawę sentymentu i to poprawę bardziej dynamiczną niż się to powszechnie wydaje. Całe te zamieszanie związane z Grecją, PIIGS i Węgrami było bardzo na korzyść rządowi amerykańskiemu oraz FED, bowiem utrzymało inflację na bardzo niskim poziomie i sprawiło iż koszty zadłużenia bardzo zmalały (rentowność obligacji 10y 3,19!!!) Teraz jednak aż tak silny dolar przestaje być korzystny dla nich bowiem muszą dbać o zyski swoich eksporterów oraz zyski z zamorskich inwestycji. W przeciwnym razie Mc Donalds, Coca Cola i reszta cięzkich hufców pokazała by o wiele gorsze wyniki za III kw. niż przed rokiem...tego przecież nikt nie chce...Zatem Panie i Panowie zapnijmy pasy, usiądźmy wygodnie w fotelach i przygotujmy się na nagły zwrot...przygotujmy się na początek spadków dolara, co pomoże surowcom i giełdzie. To się może nie zdarzyć jeszcze w przyszłym tygodniu ale pierwsze oznaki odbicia być może będziemy mieli okazję już obserwować.

Prognoza na zamknięcie w piątek 11.06.2010:

S&P500 1105  +3,77%

WIG20  2450   +4,04%

Pozdrawiam

Longterm

 

 

 

Komentarze (59)
Piątkowy knock-out
 Oceń wpis
   

Witam,

20 tydzień moich prognoz zakończył się ciężkim uderzeniem...niedźwiedzie odparły szarżę byków i zepchnęły ich daleko od ważnych poziomów. W USA tą barierą okazała się średnia 200-sesyjna mniej więcej na 1104 na s&p,  natomiast u nas średnia 15-tygodniowa na 2434. Te bardzo istotne poziomy z punktu widzenia analizy technicznej, wsparte o bardzo negatywne dane z gospodarki okazały się zabójcze dla byków...osobiście jest to największe moje przestrzelenie w prognozie od czasu kiedy postanowiłem chyba jako jedyny w polskim internecie okreslać dokładne poziomy zamknięcia na kolejne tygodnie. Na rynku polskim moja skuteczność przewidywania kierunku wynosi zatem już jedynie 65% (13/20). Rynek amerykański okazał się dla mnie o wiele trudniejszy w prognozach i o nim wolę wogóle nie pisać ze wstydu przed samym sobą:) Ogólnie czuję się jak zbity pies...pomyliłem się na rynku polskim aż o 211 punktów! Aby osiągnąć zakładany przeze mnie poziom indeks wig20 musiałby teraz wzrosnąć niemalże 9%...

Jak mogło do tego dojść?

Myślę że podstawowym błędem była zbytnia wiara w szybkie odbicie i zwykła brawura. Wyszły moje szkolne błędy z lat wcześniejszych kiedy nagle po kilku udanych zagraniach zdawało mi się że jestem "mistrzem świata"...po raz kolejny rynek mnie sprowadza na ziemię i udziela kolejnej - tej samej lekcji...Powstaje zatem pytanie: jak walczyć ze sobą w takich momentach? 2 tygodnie pod rząd mi wyszły w założeniach doskonale i zdawało mi się że coś może wyjść na żywioł...fakt że bardzo chciałem tego szybkiego odbicia a mega biała świeca z poprzedniego czwartku na gigantycznym obrocie mnie w tej wierze cały czas trzymała...co więcej na kontraktach terminowych nie pojawił się przecież żaden znaczący gracz więc nie było ryzyka że ktoś brał te akcje dobierając jednocześnie S-ki. To jednak nie było żadnym usprawiedliwieniam aż takiej lekkomyślności w prognozowaniu aż ponad 5% wzrostów. Rzeczywistość jest bowiem taka iż pomimo częstych podbitek to od prawie 2 miesięcy z każdym tygodniem jesteśmy niżej...to niestety, nie bójmy się użyć tego słowa, zaczyna mi wyglądać na początkowe symptomy bessy...nie można wykluczyć żadnego scenariusza i należy się przygotować i na ten najgorszy...

Bardzo negatywne tendencje obserwuje na surowcach i obligacjach amerykańskich - to naprawdę bardzo żle wygląda...Dzisiejsze dane o bezrobociu w USA bardzo zawiodły, bo okazało się że 95% nowych miejsc pracy zostało wygenerowanych przez rządowy program spisu ludności....gdyby nie census to w USA przybyło by tylko 20 tysięcy nowych miejsc pracy...przypominam że tylko ze względu na przyrost naturalny w USA (ok. 1,2 mln. ludzi wkraczających na rynek pracy) gospodarka musi generować minimum 100 tyś. nowych miejsc pracy miesięcznie aby zachować bezrobocie na niezmienionym poziomie procentowym...no i jeszcze te Węgry...no nie jest różowo...

Pozdrawiam

Longterm

Komentarze (17)
O mnie
Albert Rokicki
Jestem inwestorem długoterminowym i będe zawsze to podkreślał. Na warszawskiej giełdzie od 2000 roku. Nigdy nie kupiłbym akcji spółki której nie chciałbym posiadać na własność gdybym miał nieograniczone możliwości finansowe. email: kontakt@longterm.pl
Najnowsze wpisy
2013-08-24 09:09 44 analizy polskich spółek
2013-08-05 11:18 Letnia hossa
2013-07-03 09:54 Darmowy e-book!
2013-06-26 19:23 QE OR NOT QE?
2013-06-23 22:43 Darmowe szkolenie z inwestowania
Najnowsze komentarze
2014-01-29 20:32
cvdfer:
44 analizy polskich spółek
zarobił swoją kasę na idiotach dzięki swoim marnym analizom i wyjechał z kraju, teraz bawi się[...]
2014-01-06 19:04
najlepszeprezenty.com.pl:
16 spółek które dadzą zarobić na odbiciu
pozdrowienia :)
2013-12-23 13:11
rtvagd:
Największy kryzys gospodarczy w historii ludzkości
pozdrowienia :)