Niedżwiedzie zaczynają swój kontratak
 Oceń wpis
   

Witam,

Czyżby to był w końcu ten długo oczekiwany przeze mnie moment? Przyznaję że rajd byków przerósł moje największe oczekiwania, ale myślę że nie ma inwestora którego skala tej zwyżki by nie zdziwiła...właściwie od początku czerwca byłem przekonany o nieuchronnym powrocie do trendu głównego ale byk wciąz nie dawał za wygraną...napływ taniego pieniądza (dolar jest w tej chwili najtańszą walutą Świata - zdystansował japońskiego Jena) powodował że giełdy na całym Świecie rosły i rosły...do czasu aż giełda w Szanghaju tąpnęła jako pierwsza...w tej chwili jest już ponad 23% od szczytów w niecały miesiąc...kark byka wydaje się że jest tam skutecznie ukręcony:) teraz pora na szybki przeględ surowców: ropa już -6,74% od szczytów a miedź który ma doktorat z ekonomii już -4,6%...jedynym frontem który wykazuje niezwykły opór i determinację jest gieła na Wall Street. Ta nie chce spadać - na razie bowiem kasa wycofywana z Chin oraz z surowców powraca do niby "jakości" czyli do bezpieczniejszych aktywów takich jak komponenty dow jonesa albo apple...tak na poważnie wielu inwestorów bardzo kusi perspektywa początku mega cyklu wzrostowego w USA startujących z pozycji bankruta (inwestują w citi bank, bank of america a nawet w takie gnioty jak freddie mac czy fannie mae lub AIG).

A u nas? wig20 jedzie na 1800 jeśli powyższa teza o przełamaniu karku byka miałaby być w końcu (opdkupać w niemalowane;)) sprawdzić...kibicuje zatem niedźwiedziom aby w końcu potwierdziły słuszność moich wpisów:) ile miesięcy można się mylić???

Pozdrawiam

Long

 

Komentarze (20)
Koniec rajdu surowców początkiem rajdu walut carry trade
 Oceń wpis
   

 

Witam,

Wiemy już że decydujące starcie się zaczęło i początek zderzenia ostatecznego nalezy do byków. Tym razem chciałbym posłużyć się po raz pierwszy wykresami, na których najbliższy scenariusz rysuje się aż nadto klarownie, a wszelkie nasze wątpliwości są szybko rozwiewane...Posłużę się najważniejszymi dla mnie wskaźnikami na kreskach tygodniowych z użyciem średni ruchomych 200-tu tygodniowej i 50-tygodniowej oraz "golden crossem" w przypadku kiedy one by się krzyżowały.

Zacznijmy od surowców, bo one były głównymi bohaterami pół rocznego już natarcia byków. Na pierwszy rzut oka widać że na miedzi uformował się złoty krzyż, zaczynający wieloletni cykl spadkowy, podobnie jak na ropie (czerwona linia to 50-tyg a zielona to 200 tyg.) Co ważniejsze dla naszej bitwy to fakt iż linia 200-tu tygodniowej średniej stanowi skuteczny opór przed dalszymi zwyżkami zarówno miedzi, która jak wiadomo ma doktorat z ekonomii jak i ropy. Poniżej kolejno wykresy  "czarnego złota i miedzi:

 

Jeśli prawdziwa byłaby teza o "złotym krzyżu", czyli początku długoterminowego trendu po przecięciu się 200 i 50 tygodniowych średnich to znaczyłoby to nic innego niż że mamy przed sobą  wielomiesięczne spadki cen obu surowców. Świadczyłoby również to iż w gospodarce światowej popyt się wyczerpał i wchodzimy w środowisko deflacyjne (przeciwieństwo inflacyjnego, którego tak się powszechnie obawiają ekonomiści).

Kolej teraz na waluty i tu chciałem przedstawić 2 czołowe w tej chwili waluty "carry trade" czyli kolejno dolara amerykańskiego i japońskiego jena:

 

 

Na pierwszym wykresie widać ewidentnie że lada chwila 50-tka przebie od dołu 200-tkę i będzie to bardzo silny sygnał do rozpoczęczia przez dolara długoterminowego trendu wzrostowego. To by się układało w jedną całość z surowcami, które z kolei siedzą na 200-tce i nie mogą jej przebić. Jeśli dolar się zacznie umacniać to zarówno ropa jak i nasz doktor ekonomii - miedź polecą na łeb na szyję...Na  drugim wykresie japońskiego jena widać iż jest on już od dawna po "golden crossie" i jedzie dalej na północ...wiadomo że proces zwijania carry trade rozpoczął się w 2007 roku, przyspieszył po bankructwie Lehman Brothers a teraz jakby czekał na swój kolejny rajd...

A to już indeksy giełdowe i na początek Szanghaj:

 

 Jak widać w tym przypadku po sporych spadkach indeks odbił się od 200-tki. Wygląda na to że nie będzie na razie grany dalszy spadek Szangaju. Być może surowce będą jeszcze trzymane przez jakiś czas na wysokich poziomach, bowiem trudno mi uwierzyć aby giełda rosła przy spadających surowcach, szczególnie w Chinach (u nas z racji KGHM podobnie). Jednakże giełda chińska jest już w trakcie łapanie dna, bowiem 50-tka już zawróciła i będzie teraz dążyła do przecięcia z 200-tką ale to dopiero za ładne kilka miesięcy (początek przyszłego roku) Potencjalny spadek Szanghaju to poziom w najlepszym wypadku 2500 (średnia 50-cio tygodniowa) 

Na powyższym wykresie S&P widać że obie średnie mają wciąż dużą ochotę jechać w dół i do punktu zwrotnego jeszcze daleko...dlatego uważam że w tej chwili największym ryzykiem jest inwestowanie w USA...od 9 marca nie było tam właściwie żadnej głębszej korekty a rynek wciąż znajduje się w głębokiej bessie, jeśli wierzyć naszej zasadzie "złotego krzyża". Czerwona linia średniej 50-tygodniowej musi wykazywać minimum chęci zawrócenia na północ i spotkania w końcu tej zielonej wysoko umiejscowionej gdzieś na 1250 średniej dwustutygodniowej...do tego momentu jeszcze daleko...czy bowiem wchodzi w grę dalsze pompowanie indeksu na 1250 tak aby spotkać po raz pierwszy 200-tkę? Z szalonym szamanem Benem Szalomem wszystko jest możliwe co udowodnił przez ostatnie 2 lata...Zatem nie można wykluczyć iż w skutek dalszych sztucznych interwencji i utrzymywania stóp na poziomie 0% dojedziemy do poziomu 1250 i dopiero tam będzie kres tego rajdu...z tym szamanem jest to bardzo możliwe jednakże trzeba pamiętać iż jego kadencja kończy się w tym roku i dalszą szaloną hossę uzależniałbym od reelekcji tego człowieka przez Barracka Obamę...czy tak się stanie? pamiętajmy że jeżeli rzeczy ponownie na jesieni wymkną się z pod kontroli społeczeństwo musi mieć kozła ofiarnego...

Pozdrawiam

Long

PS: zapewne pytanie: jak to się ma dla giełdy i dla gospodarki? Dla gospodarki bardzo dobrze bo tanie surowce umożliwią szybsze wyjście z recesji. Dla giełdy nie za dobrze bowiem przykładowo nasza giełda jest silnie uzależniona od surowców ze wzgledu na KGHM, LOtos i Orlen...podobnie londyńska FTSE ale i amerykański dow jones ze względu na największą w nim wagę Exxona Mobila i Chevrona...

Komentarze (23)
Decydujące starcie
 Oceń wpis
   

Witam,

Pisałem niedawno że na giełdzie nadchodzi kulminacyjny moment bitwy. Ten moment właśnie nadszedł. Niedźwiedzie  dokonały niedalaka sukcesu na froncie wschodnim, bowiem udało im się udanie tąpnąć najsilniejszym podczas tej "mini-hossy" indeksem a mianowicie Shanghai Composite. Najpierw udało im się utworzyć tzw. "podwójny szczyt" , który stanowi najbardziej niedźwiedzią formację, świadczącą o nadchodzących spadkach aż do zrównania się z początkowym poziomem wzrostów (definicja klasycznego M), by później zaprowadzić go w dosłownie kilka sesji do poziomów o 20% poniżej szczytu...no może nie do końca 20% ale 19,9% czyli na razie obronili się przed podręcznikowym wejściem w kolejną bessę (według amerykańskiej definicji -20% od szczytu  na głównym indeksie to już bessa). W tej chwili mamy do czynienia z kontratakiem byków, którzy odzyskali sporo terenu, ale dzisiaj napotkali ponownie na problemy na poziomach 2967 czyli lini trendu spadkowego...odbili się od niej i nie mogą tego przełamać co może świadczyć że jednak nowym obowiązującym kierunkiem jest kierunek południowy...i tu należy się kilka słów mojego uznania (pierwszego w historii) dla komunistycznych władz Chin. Otóż zauważywszy że pieniądze wpomopowane w rynek nie idą w realną gospodarkę a na spekulacje giełdowe ( pompując Shanghai Composite o ponad 100% w niecały rok), zadecydowały zacieśnić politykę kredytową swoich banków. Teraz trudniej będzie przez nie pozyskiwać kapitał na kolejne spekulacyjne zakupy. Myślę że Ben Bernanke powinien się czegoś tutaj nauczyć od komunistów, ale on chyba też jest "ukrytym" marksistą i prędzej czy później zarżnie czymś giełdę podobnie jak władze w Pekinie...

A na Zachodzie bez zmian;) S&P ponownie uciekł "z pod noża" ale ile można uciekać? ile można sprytnie manewrować i sztucznym wyciąganiem w końcówkach ratować rynek? Okazuje się że taką bardzo inteligentną improwizacją można nie tylko utrzymywać rynek wysoko ale i powodować aby on rósł co obserwujemy od czerwca...przyznaję że nie doceniałem siły byków i popełniłem gigantyczne błędy w ocenie rynku ale na moje usprawiedliwienie muszę ponownie ukłonić się w kierunku władz chińskich, które jako pierwsze oficjalnie zauważyły problem i go ukruciły. To bowiem nie zwykli inwestorzy obdarzeni rozsądkiem inwestowali a wielkie banki inwestycyjne walczące o coraz lepsze wyniki (czytaj: coraz większe premie). W tej chwili mamy już w USA zarysowaną  prawie taką samą formację "podwójnego szczytu" na S&P jaka miała miejsce w Chinach przed ich "mini-krachem". Dodatkowo co bardzo ważne indeks wczoraj osiągnął wartość 1007,37 czyli dokładnie tyle ile wynosił szczyt w dniu wygranej Barracka Husseina Obamy! Pisałem że ten poziom 1007 w myśl "efektu Obamy" powinien okazać się skutecznym oporem ale nie sądziłem że komuś będzie się chciało idealnie wcelować w dokładnie taką samą wartość indeksu. To nie może robić człowiek...to musi być jakaś super wyrafinowana maszyna która to ustawia bowiem jak przy 500 spółkach jest możliwe w ten sposób idealnie wcelować z dokładnością do jednej setnej?

1007,37...tak teraz odbywa się decydujące starcie na giełdach. Jeśli indeks w Szanghaju wybije się z tej formacji spadkowej przy dużych obrotach i jeśli S&P przebije w końcu te 1007 na dobre to możemy mówić o hossie. Jeśli nie to wracamy do szarej rzeczywistości i wszystkich moim najgorszych scenariuszy...

Pozdrawiam

Long

Komentarze (14)
Afganistan - cmentarz wielkich światowych imperiów
 Oceń wpis
   

Witam,

Ostatnio całą Polską wstrząsneła sprawa konfliktu na linii Generał Skrzypczak kontra władze cywilne (MON) będący bezpośrednią konsekwencją śmierci bardzo zasłużonego kapitana Ambrozińskiego. Został on zastrzelony przez bardzo dobrze wyszkolonego snajpera strzałem tuż ponad kamizelkę kuloodporną w szyję...Abstrahując już od owego konfliktu, należy sobie zadać pytanie gdzie toczy się wojna i przestudiować nieco historię tego regionu oraz...wyciągnąć nalezyte wnioski.

Afganistan jest krajem wyjątkowym w skali światowej ze względu na swoją historię. Kraj ten był świadkiem tylu najazdów wrogich wojsk, tylu nieszczęść z tym związanych i tylu lat okupacji  ile wystarczyłoby na kilkadziesiąt innych państw...Afganistan przypomina mi pod tym względem bardzo naszą Polskę, tyle że my z naszą nieco ponad 1000 letnią historią nie możemy się równać z ponad 4000 letnią tradycją afgańską (...Warszawa powstała kilkaset lat temu, Kabul kilka tysięcy lat temu (miasto powstało pomiędzy 2000 p.n.e a 1500 p.n.e)...

Zacznijmy zatem podóż po historii Afganistanu od Starożytności:

Przełom V i VI w p.n.e Dariusz I Wielki król Persji jako pierszy podbija teren dzisiejszego Afganistanu.

329 rok p.n.e     Aleksander Wielki Macedoński jako władca imperium greckiego podbija teren dzisiejszego Afganistanu. Potem uderza z tamtąd jeszcze na Indie, ale ponosi jak wiadomo sromotną kleskę i zmuszony jest do wycofania się z dalekiej Azji.

550 rok  Persowie ponownie zajmują Afganistan.

650 rok Arabowie podbijają Afganistan i staje się on częścią Kalifatu.

koniec XIV w  ziemie afgańskie zostają zaatakowane przez Timura - jednego z następców wielkiego Czingis Hana. Afganistan staje się częścią Imperium Mogołów, które stopniowo się rozpada począwszy od śmierci Timura w 1409 roku i przejęciu władzy przez jego syna Szahrucha..

Przez kolejne dziesięciolecia kraj jest podzielony pomiędzy Indie i Persję

1838-1842 Wielka Brytania najeżdza Afganistan i stara się wymusić na kraju przynależność do swojego imperium. Bez powodzenia...a co się stało potem z Imperium Brytyjskim to wszyscy wiemy...

1979-1989 ZSRR okupuje Afganistan ale oczywiście ostatecznie ponosi klęskę która zbiega się z nastaniem szybkiego rozpadu Imperium Sowieckiego...

2001 Stany Zjednoczone Ameryki  atakuje Afganistan w pościgu za Osamą Bin Ladenem i okupują ten kraj do dnia dzisiejszego...

Podsumowując należy stwierdzić iż jak pokazuje nam historia żadnemu wielkiemu imperium nie udało się na trwałe pozostać w Afganistanie ani narzucić jemu swojej władzy...właściwie jedynym wielkim Imperium, które tam nie dotarło był Rzym. Być może Juliusz Cezar i pozostali władcy po prostu umieli czytać podręczniki historii i wyciągać z nich odpowiednie wnioski? Może dlatego Imperium Rzymskie trwało tak długo a wszystkie potęgi które najechały Afganistan szybko się rozpadały (Persja, Imperium Greckie, Imperium Mogołów, Imperium Brytyjskie, ZSRR)? Dariusz I, Aleksander Wielki czy Timur to byli najpotężniejsi ludzie swoich czasów podobnie jak George W Bush w 2001 roku i Barrack Obama w 2009 roku i przecież oni wszyscy byli święcie przekonani że im się uda...

historia się nie powtarza ale czasem się rymuje?

Pozdrawiam

Long

 

Komentarze (2)
Jim Rogers: "Bernanke is an idiot"
 Oceń wpis
   
Komentarze (3)
Koniec hossy złudzeń
 Oceń wpis
   

Witam,

Minął tydzień bez rozstrzygnięć na giełdzie. Zarówno jednak nasz wig20 jak i amerykański S&P skończyly go na symbolicznych, ale jednak minusach. Dla warszawskiego indeksu był to już drugi pod rząd spadkowy tydzień, natomiast na Wall Street był to pierwszy "czerwony", i zarazem przerywający passę aż 4 wzrostowych tygodni z rzędu. Czyżby w końcu niedźwiedzie doczekały się przełomu i kolejne tygodnie przyniosą silne wyprzedaże na giełdach? wszystko wskazuje że tak...jedynym właściwie argumentem w rękach byków są bardzo niskie obroty (jak podkreślają amerykańscy komentatorzy Bloomberga: najmniejsze od sesji poprzedzających 4 lipca czyli święta niepodległości). Wiadomo że żaden ruch na giełdzie i żadna formacja nie może być wiarygodna jeśli nie jest podparta sporym wolumenem. Przecież przykładowo na naszej giełdzie kilka osób o zasobniejszych kapitałach jest w stanie narysować właściwie taki wykres jaki się im żywnie podoba...w USA najwyraźniej wielkie banki z Wall Street uparły się na wzrosty i nikt nie miał najmniejszych szans im w tym przeszkodzić. Nadrukowano bowiem takie ilości gotówki która wpadła nie w ręce biednych, tracących pracę konumentów ale ponownie w ręce chciwych bankierów, żądnych wypłat premii równych lub wręcz większych niż w latach ubiegłych. Czyli że ludzie którzy doprowadzili do tego całego bałaganu teraz są nie tylko najlepiej nagradzani ale tworzą nam kolejną, bliźniaczo podobną bańkę spekulacyjną...Jak bowiem nie nazwać tego co się dzieje od marca na giełdach jak nie dmuchaniem kolejnej mega bańki która z wielkim hukiem pęknie?

  • Bezrobocie wolniej, bo wolniej ale jednak systematycznie rośnie i według moich obliczeń wynosi już 10,8% w USA. Przypomną że słynne stress testy Geithnera zakładały NAJGORSZY SCENARIUSZ BEZROBOCIA NA POZIOMIE 8,9% W 2009 ROKU...

            http://longterm.bblog.pl/wpis,ile;naprawde;wynosi;bezrobocie;w;usa,34069.html

  • Sprzedaż detaliczna spada rok do roku o 8,3% i trend dopiero nabiera na sile, bowiem zaufanie konsumentów ponownie spada...po wzroście w czerwcu spadło z 66 do 63 a trzeba spojrzeć prawdzie w oczy że aby mówić o hossie należałoby oczekiwać odczytu na poziomie 80-90 punktów (tyle było podczas końcówki hossy 2006-2007) Indeks nastrojów konsumenta jest wciąż ponad 20% poniżej wartości właściwej dla hossy i nic nie wskazuje na to aby sytuacja szybko się zmieniła na lepsze...
  • Deflacja ma się w najlepsze bowiem ceny konsumenckie spadają o 1,9% i ten trend również nabiera tempa wraz ze spadającą ceną ropy naftowej i surowców. Świadczy to o niczym innym niż zaniku fizycznego  popytu na surowce co oczywiście jest dowodem na to że recesja ma się bardzo dobrze.
  • PKB w III kwartale będzie najprawdopodnbiej ponownie spadkowy. Analitycy są w tej chwili zmuszeni do rewizji swoich oczekiwań w dół. Nie ma już raczej mowy o poprawie w drugiej połowie roku (tak apropos to ile razy już to słyszeliśmy z ust tych samych ludzi, którzy okłamali nas kolejno w 2007, 2008 i teraz w 2009 roku?) Gorsze dane o sprzedaży detalicznej oraz fatalny odczyt nastroju konsumentów (konsumenci odpowiadają za 70% PKB w USA) są oczywistymi sygnałami że III kwartał będzie znowu na minusie. Niewielkim aczkolwiek jednak to będzie już 5 kolejny kwartał recesji...
  • Upadają kolejne banki - w ten weekend kolejne 5, w tym jedno gigantyczne bankructwo Coloniala - szóste największe w historii amerykańkiej bankowości. Po Washington Mutual i Indymacu jest to trzecie największe podczas tej recesji, ale rzecz jasna nikt oficjalnie nie liczy Citi Group i Bank of America,  kóre zostały praktycznie znacjonalizowane. Od początku roku upadło w USA 77 banków a 120 kolejnych jest zagrożonych ze względu na toksyczne aktywa. Nie pomaga agresywna polityka FED który wciąż intensynie skupuje wierzytelności swoich banków. A może inaczej - on pomaga swoim kolegom z Wall Street natomiast pozostałym bankom pozwala upaść...
  • Osoby najblepiej poinformowane o sytauacji w swoich firmach - tzw. insiders SPRZEDAJĄ AKCJE SWOICH FIRM NA POTĘGĘ...TO JUŻ NIE JEST NAWET SPRZEDAŻ TO JEST WYWALENIE NA POTĘGĘ...tylko w ubiegłym tygodniu insajderzy pozbyli się akcji za 506 milionów USD a przewaga sprzedających nad kupującymi wyniosłą druzgocące 21-1...innymi słowy na każdy dolar zakupów przypadały aż 21 USD sprzedanych...w czołówce osób panicznie pozbywających się akcji swoich przedsiębiorstw był niejaki William Gates, który w dniach 10.08-14.08 sprzedał aż 7 mln. akcji swojego Microsoftu za bagatela 164 mln USD...nie chciała być gorsza rodzina Marriott która stwierdziła że dalsze posiadanie akcji swojej słynnej sieci hoteli mija się już celem...sprzedali w zeszłym tygodniu za łącznie 68 milionów USD...wywalał też bez pardonu czołowy oficer firmy Pepsi Co...itd itd...W zeszłym tygodniu insajderzy kupili akcje za 24 miliony a sprzedali za 506 milionów...Już w czerwcu widać było ewidentnie iż osoby najlepiej poinformowane pozbywały się akcji o czym również pisałem:

             http://longterm.bblog.pl/wpis,insiderzy;uciekaja;z;akcji,26500.html

Podsumowując uważam że ten rajd wyraźnie wyczerpał swój potencjał. W zeszłym tygodniu obserwowaliśmy spore wahania i widać było że rynek się chwieje jak kolos na glinianych nogach. Oglądałem wywiady z ekspertami na Bloombergu i była taka dziwna prawidłowość że analitycy funduszy inwestycyjnych twierdzili że mamy wciąż niedowartościowany rynek i że przychody są historycznie bardzi niskie, natomiast traderzy, którzy zawodowo się trudnią tym tematem na codzień już tacy pewni nie byli i widać u nich na twarzach było wyraźną nutę niepewności bądź wręcz przerażenia...rynek zachowuje się jak dziecko, które nagle doznaje szoku że coś nie jest tak piękne jak ktoś im to obiecał...taki naiwny i mocno zawiedziony gracz może bardzo szybko zabrać swoje zabawki do domu i opuścić tą piaskownicę...mówiłem iż poziom 1007 na S&P (szczyt z dnia wyboru Obamy) będzie kluczowy i jak na razie inwestorzy mają do niego spory respekt. Mało tego, uważam że dochodzi do nich powoli smutna prawda że to już koniec złudzeń...koniec hossy złudzeń...

Pozdrawiam

Long

 

 

Komentarze (6)
Ile naprawdę wynosi bezrobocie w USA?
 Oceń wpis
   

Witam,

Wczoraj wielu ludzi ogłosiło koniec recesj,i włączając w to 44 Prezydenta USA Pana Barracka Obamę, który stwierdził że uratował gospodarkę przed katastrofą. Z kąd ten wielki optymizm zarówno polityków jak i graczy giełdowych? Otóż dowiedzieliśmy się że stopa bezrobocia w USA, uwaga...spadła...z 9,5% do 9,4%...szok i powszechne zdziwienie spowodowało iż indeksy giełdowe poszybowały w górę - nasz wig20 ze sporych minusów wyciągnął na prawie + 2% a S&P przebił mega ważny opór na 1007 (szczyt przed zwycięstwem wyborczym Obamy 04.11.09)...

Chciałbym wyjasnić jak możliwe wogóle jest iż stopa bezrobocia spada pomimo iż gospodarka traci jak podano aż 247 tyś. miejsc pracy (trzeba przyznać że sporo poniżej oczekiwań co jest według mnie jedyną pozytywną wiadomością). Otóż po pierwsze liczba ludzi traktowanych jako siła robocza w USA spadła w lipcu o aż 422 tysięcy ludzi. W tym liczba ludzi zatrudnionych spadła jedynie o 155 tysiecy a  liczba bezrobotnych uwaga...zmalała o 267 tysięcy...te 422 tysięcy to ludzie, którzy najprawdopodobniej przeszli na emeryturę, zmarli lub wyemigrowali z USA. Ciekawi mnie jedynie dziwna dysproporcja pomiędzy zatrudnionymi i bezrobotnymi...czyżby bezrobotni szybciej umierali ze względu na brak ubezpieczenia zdrowotnego? czyżby bezrobotni cześciej popełniali samobójstwa i umierali od schorzeń spowodowanych silną depresją? Bardzo możliwe...tak jak i to że pracodawcy częściej pewnie zwalniali ludzi w podeszłym wieku czyli tuż przed emeryturą. Ten duży spadek bezrobotnych oficjalnie zarejestrowanych o 267 tyś spowodował że dane są nieznacznie podrasowane o 0,1% bowiem już tylko i wyłącznie ten czynnik powinien skorygować stopę bezrobocia do 9,5% ale to nie koniec...do siły roboczej jest dołączone również 2,3 mln ludzi którzy są pozbawieni pracy ale nie szukali jej przez ostatnie 4 tygodnie poprzedzające badania. Tylko w lipcu przybyło aż 796 tysięcy tzw. discouraged workers. Te 2,3 miliona ludzi którzy zniechęclili się do poszukiwania pracy nie są oficjalnie traktowani jako bezrobotni!!! Gdybyśmy zatem dodali te 2,3 miliona do oficjalnie podawanych 14,462 milionów mielibyśmy już 16,8 miliona i stanowiłoby to już 10,8% i to powinno być przez nas traktowane jako prawdziwa, niezakłamana stopa bezrobocia w USA.

10,8% wyniosła zatem stopa bezrobocia w USA, gdyby pominąć sprytne manipulacje amerykańskjiego urzędu statystycznego. Ale o dziwo to jeszcze nie koniec...jak podaje oficjalny raport aż 8,8 mln ludzi pracuje na pół etatu nie z własnej woli...jeśli jest to 8,8 miliona pracujących połowę swojego normalnego czasu pracy to myślę że możemy przyjąć że mamy jak gdyby kolejne 4,4 miliony bezrobotnych nie zarejestrowanych oficjalnie...dodajmy te 4,4 miliona do 16,8 miliona i mamy już łącznie 21,2 miliony bezrobotnych co daje nam stopę bezrobocia na poziomie 13,7% czyli sporo więcej niż w Polsce...

Tak naprawdę stopa bezrobocia w USA powinna wynosić 13,7%. Sprytne zabiegi urzędu statystycznego takie jak zaniżanie łącznej siły roboczej, nie traktowanie jako bezrobotnych ludzi, którzy nie szukali pracy przez 4 tygodnie czy zmuszanie ludzi do pracy na pół etatu nie powinno nam zamazywać pełnego i prawdziwego obrazu.

Oficjalny raport o bezrobociu w USA:

http://www.bls.gov/news.release/empsit.nr0.htm

Pozdrawiam

LONG

PS: Przypominam że stress testy Geithnera miały założenie bezrobocia w 2009 na poziomie 8,9%...

Komentarze (6)
Efekt Obamy wraca?
 Oceń wpis
   

Witam,

Nie ukrywam że znajduje się z moimi poglądami na rynek w głębokiej defensywie...śmiechy, drwiny, satysfakcja wielu z graczy, którzy aktywnie uczestniczą w rajdzie i codziennie zarabiają nie są niczym przyjemnym ale trzeba się na to po prostu uodpornić. Pamiętam jak w styczniu i lutym kiedy nawet mi osobiście świat wydawał się jakiś wyjątkowo mroczny, mega pesymistyczny, kiedy dni były krótkie, było wyjątkowo zimno to wielu ludzi z drwiną wypowiadało się o giełdzie...pytali się z nieukrywaną ironią "to co można już wchodzić w giełdę czy jeszcze nie?"...to było podczas bicia kolejnych dołków bessy po wcale przyzwoitym rajdzie konczącym rok zwanym przez wielu "Obama rally"...niestety po wygranej 44-ego prezydenta indeksy tąpnęły wyjątkowo...od dnia zwycięstwa Obamy (04.11.2008)  do 06.03.2009 indeks S&P spadł o 34% co jest gigantyczną wyprzedażą jak na warunki amerykańskie...nasz wig20 od wygranej Obamy również 34% z 1903 na 1253 intraday...dość powiedzieć że w dzień po zwycięstwie Obamy S&P runął o 5,25%, natomiast w dzień oficjalnej inauguracji 20.01.2009 był wodospad w prawie takim samym rozmiarze bo -5,28%...

NA DZIEŃ PRZED ZWYCIĘSTWEM BARRACKA OBAMY S&P OSIĄGNAŁ 1007,37 PUNKTÓW (ABSOLUTNY SZCZYT INTRADAY) - DOKŁADNIE TYLE ILE OSIĄGNĄŁ W SWOIM SZCZYTOWYM MOMENCIE DZISIAJ - 1007 PUNKTÓW...DOKŁADNIE 1007,12...

Jeśli Efekt Obamy miałby się powtórzyć to możemy oczekiwać sporej wyprzedaży jednosesyjnej w myśl zasady że indeksy giełdowe nie mogą rosnąć wyżej niż poziom dnia zwycięstwa wyborczego 44 Prezydenta (1007)...potem może nastąpić kontynuacja realizacji zysków nawet podobna jak po wyborach czyli nawet 30% w dół czyli wracamy na poziomy 700-750 na S&P i 1500 na wig20...oczywiście są to poziomy które nawet ja przyjąłbym z dużym zdziwieniem wobec powszechnie panującego optymizmu...ale przypominam sobie że wielu analityków już przed wyborami mówiło o "Rajdzie Obamy"...widzieli już wychodzenie z bessy i szybką poprawę dzięki planom stymulacyjnym...jak będzie zobaczymy już jutro...

Pozdrawiam

Long

 

Komentarze (14)
O mnie
Albert Rokicki
Jestem inwestorem długoterminowym i będe zawsze to podkreślał. Na warszawskiej giełdzie od 2000 roku. Nigdy nie kupiłbym akcji spółki której nie chciałbym posiadać na własność gdybym miał nieograniczone możliwości finansowe. email: kontakt@longterm.pl
Najnowsze wpisy
2013-08-24 09:09 44 analizy polskich spółek
2013-08-05 11:18 Letnia hossa
2013-07-03 09:54 Darmowy e-book!
2013-06-26 19:23 QE OR NOT QE?
2013-06-23 22:43 Darmowe szkolenie z inwestowania
Najnowsze komentarze
2014-01-29 20:32
cvdfer:
44 analizy polskich spółek
zarobił swoją kasę na idiotach dzięki swoim marnym analizom i wyjechał z kraju, teraz bawi się[...]
2014-01-06 19:04
najlepszeprezenty.com.pl:
16 spółek które dadzą zarobić na odbiciu
pozdrowienia :)
2013-12-23 13:11
rtvagd:
Największy kryzys gospodarczy w historii ludzkości
pozdrowienia :)