Czy to jest krach taki jak w 1929 roku?
 Oceń wpis
   

 

Witam,

Tytuł dzisiejszego wpisu nawiązuje do ostatniego wpisu anonima pod bardzo podobnym tytułem pytającym "czy czeka nas jeszcze krach?".Ostatnio na blogu "wykresy giełdowe"  wywiązała się bardzo ciekawa dyskusja na temat podobieństw i analogii obecnego załamania na giełdach do "Wielkiego kryzysu" z lat 1929-1933. Stwierdziłem że temat jest na tyle ciekawy że warto jest go kontynuować i pokusiłem się o odpoweiedź z punktu widzenia fundamentalnego oraz obejmującego szersze spektrum polityczno-społeczne.

Polecam gorąco wpis anonima do którego nawiązuje, gdzie bardzo obrazowo pokazane zostały przypadki pojawienia się zjawiska "golden cross" (przebicia 200-tki przez 50-tkę).

http://wykresygieldowe.bblog.pl/wpis,czy;czeka;nas;jeszcze;krach;,29879.html

To by było na tyle jeżeli chodzi o kreski bo wiadomo że one wyglądają bardzo ładnie po fakcie, a przed przełomowymi sytuacjami mało jest takich co by postawili wszystko na jeden scenariusz...mało tego, większość owładnięta coraz silniejszą mocą nowego trendu daje się w niego wciągnąć i zanim zorientuje się o błędności swojej decyzji ponosi dotkliwe straty...tak było, jest i będzie na giełdzie gdzie jak mówi stara maksyma : "większość nie ma racji"...

Przejdźmy teraz do meritum czyli porównania obecnego załamania na giełdzie do "wielkiego krzysu". Otóż studiując nieco historię "Wielkiego Kryzsu" przechodziły mnie niemalże ciarki po plecach kiedy odkrywałem tak wielkie analogie do obecnej depresji że wydawało mi się to aż niewiarygodne...od lat powtarzane jest przysłowie że "historia kołem się toczy" ale to czego dowiedziałem się o podobieństwach czasów obecnych do tych z przed 80 lat po prostu przerosła moje oczekiwania...

Postaram się uporządkować w kolejnych punktach podobieństwa obu kryzysów ale nie te oklepane w mediach jak wysokie bezrobocie czy rekordowy spadek produkcji, ale czynniki które były bezpośrednią przyczyną załamania gospodarki  i zdarzenia będące tego konsekwencją:

1) NOŻYCE CENOWE

Pojęcie te polega na rozbieżności w cenach produktów pierwszej potrzeby - głównie artykułów spożywczych w stosunku do produktów wysoce przetworzonych (wytworzonych przez przemysł ciężki). Było to zjawisko które w 1929 było bezpośrednią przyczyną kryzysu bowiem ceny płodów rolnych spadały przez co spanikowani rolnicy jeszcze dolewali oliwy do ognia i zwiększali produkcję i tym samym jeszcze bardziej zwiększali podaż. Sami z kolei kupowali drogie lub coraz droższe produkty wysoko przetworzone jak maszyny rolnicze, traktory, samochody itd na co zaciągali kredyty (czyli sprzedawali tanio a kupowali drogo). W chwili kiedy nie byli w stanie z coraz mniej opłacalnej produkcji rolniczej spłacać zobowiązań powstało coś na kształt naszego "subprime" co wywołało dalszą spiralę likwidacji i upadków przedsiębiorstw. Ceny na produkty spożywcze spadały między innymi dlatego że rolnicy stali się ofiarami modernizacji własnej produkcji rolnej prowadzącej do coraz wyższej wydajności w rezultacie czego nie potrzeba było tak wielkiej siły roboczej jak w ubiegłych latach. Przypomnę że w 1929 roku w rolnictwie w USA pracowało 22% siły roboczej podczas gdy w tym samym czasie w Polsce aż 70%...w USA rolnictwo stanowiło wtedy 30% PKB, w Polsce aż 68% co obrazuje jak zacofanym krajem wtedy byliśmy...Jednak nie o tym była mowa...przejdźmy do meritum a mianowicie zadajmy sobie pytanie czy dzisiaj nie mamy przypadkiem podobnego zjawiska "NOŻYC CENOWYCH"? Czy cena 2,5 zł za 1 kg śweżych truskawek na straganie  nie jest nieco zaniżona a z kolei cena nowego samochodu 100 tyś zł czy mieszkania 500 tyś zł nieco zawyżona? Przyczyn tego stanu rzeczy jest wiele ale ja bym wymienił przede wszystkim pośredników (głównie przetwórnie spożywcze i w dalszej konsekwencji supermarkety)  narzucającym niskie ceny swoim dostawcom a z kolei nakładające na konsumenta gigantyczne marże sięgające 100 a nawet kilkaset %...Taki stan rzeczy jest spowodowane jedną zasadniczą przyczyną - wielcy producenci spożywczy i supermarkety są bardzo skoncentrowane na rynku tworząc niemalże kartele dyktujące swoje warunki handlowe (oprócz ceny również przedłużony system płatności, wymuszanie promocji, ukryte opłaty pseudomarketingowe czyli zwykły haracz). Rolnicy z drugiej strony sa bardzo rozproszeni i nie mogąc wspólnie się postawić odbiorcom mają do wyboru albo pogodzić się z ciężkimi warunkami albo wycofać się z rynku...czyli że "NOŻYCE CENOWE" istnieją na rynku tak samo jak w 1929 roku doprowadzając do bankructw wielu rolników, mniejszych zakładów przetwórczych a nawet gigantów takich jak Duda ale to już inna historia...

2) KONCENTRACJA I MONOPOLIZACJA PRZEMYSŁU

Postęp techniczny lat 20-tych prowadził nieuchronnie do koncentracji produkcji, gdzie w coraz większych zakładach produkowano coraz więcej i coraz wydajniej. Działo się tak dzięki wykorzystaniu najnowszej technologii, wydajniejszych maszyn i urządzeń, lepsze wykorzystanie powierzchni oraz co najważniejsze nowocesną organizację procesu produkcyjnego (automatyzacja, system taśmowy). Koncentracja kapitału również sprawiała że wielkie zrzeszenia producentów były coraz bardziej konkurencyjne w rezultacie czego upadał "small biznes" a rola małych niezaleznych zakładów stawała się marginalna - część małych zakładów została wchłonięta przez wielkie koncerny i stała się ich kooperantami. Tak w epoce industrialnej powstały wielkie koncerny o zasięgu już nie tylko ogólnokrajowym ale międzynarodowym, których zrzeszenia stawały się z czasem kartelami. Kartele zdominowały niemalże wszystkie młode gałęzie produkcji z przemysłem naftowym na czele...znanym przykładem było porozumienie z roku 1928 zawarte przez trzy największe koncerny naftowe: Royal Dutch Shell, Standard Oil oraz Anglo-Persian Oil. Polegało ono na tym iż podzieliły one sobie Świat na swoje strefy wpływów i ustaliły cenę ropy naftowej na poziomie tej z Zatoki Meksykańskiej. Oczywiście koszty wydobycia ropy na Bliskim Wschodzie czy w Indonezji były o wiele niższe niż w Ameryce przez co  koncerny te zapewniły sobie krociowe zyski...Dość powiedzieć że np. Royal Dutch wypłacało w latach 1891-1953 dywidendę wynoszącą 67% wartości nominalnej akcji!!! W tej chwili może nie ma faktycznie takich ekstremów ale czy sytuacja z kartelem koncernów naftowych nam czegoś nie przypomnia? Mamy oczywiście OPEC ale i pojedyńczy producenci i zmówione z nimi wielkie banki z wall street również przez bardzo długi czas właściwie dyktowały ceny pompując je do astronomicznych poziomów...to samo dotyczy supermarketów które które razem solidarnie dławią swoich dostawców niemalże ich wyzyskując i doprowadzając do upadłości a same nakładają na nas kilkaset procent marży...znakomitym przykładem jest tutaj Wal Mart który posunął się jeszcze dalej i zorganizował sobie większość produkcji w Chinach przez co jego produkty są tańsze od konkurencji.

3) CELOWE HAMOWANIE POSTĘPU TECHNOLOGICZNEGO

W 1929 roku wspomniane kartele producenckie celowo hamowały wprowadzanie nowinek technologicznych w obawie po prostu o własną egzystencję. Przykładowo koleje brytyjskie celowo opóźniały proces elektryfikacji w obawie przed przejściowym spadkiem zysków i widmem złomowania setek parowozów...nawet taki błachy wynalazek jak żyletka do golenia była znana już okresie międzywojennym ale skrywana w sejfach wielkich karteli producentów brzytw:) Czy to nie przypomina nam zachowania upadłych GM i Chryslera, które przez kilkanście lat miały szanse na stworzenie samochodu elektrycznego lub wodorowego ale po prostu nie było to w ich interesie...To samo dotyczy projektów ekologicznych które nie przyniosą przecież efektów od razu a w bardzo długim terminie przez co nastawieni na chciwość menadżerowie wolą wydać pieniądze na wypłacenie sobie sowitych premii...

4) NAKRĘCANIE SIĘ SPIRALI KREDYTOWEJ

Tuż przed wielkim krachem 1929 ludzie zadłużali się na potęgę aby inwestować na giełdzie bowiem zapanowała powszechna opinia mówiąca o "nowej ekonomii" gdzie każdy powinien być bogaty...skoro większe zyski osiągało się na giełdzie niż w realnej gosporarce więc po co inwestować w realne bizenesy? Ludzie zaczęli na poczet posiadanych akcji brać kredyty i ponownie inwestować na wall street...znany jest przypadek Rockefelera który na szczycie koniunktury od swojego fryzjera usłyszał pewniaka do inwestycji na giełdzie:) grali wszyscy i wszyscy giełdą żyli podobnie jak w naszych czasach przed załamaniem w 2007 roku...przecież słyszało się o giełdzie wszędzie a zarządzający firmami zaczęli drukować akcji na potęgę bo chętnych nie brakowało...podstawowym żródłem dochodu  wielu firm była emisja coraz to nowycj serii akcji... akcje  poprzednich spółek stanowiły zapłatę  na przejęcia kolejnych a często właściciele akcji brali kredyty na kolejne przedsięwzięcia na poczet kapitałów tych nadmuchanych balonów...podobieństwo z 1929 jest tutaj uderzające...

4) PROTEKCJONIZM

W tym miejsci przechodzimy do zjawisk które pojawiły się w następstwie wielkiego kryzysu i miały na celu jego zażegnanie. Pierwszą odpowiedzią wielu krajów na problemy wewnętrzne był protekcjonizm. Był to naturalny sposób stosowany w tamtych czasach podczas recesji zwany też ogólnie jako "beggar the neighbour"  i polegający na narzacaniu wysokich taryf celnych na importowane towary. Ale czy przypadkiem nie mamy teraz w USA i Chinach podobnej polityki? Czy nie chroni się własnego rynku już nie poprzez taryfy celne ale poprzez jawne zakazy typu "BUY AMERICAN" ??? Zarówno plan Obamy opiewający na 787 mld $ jak i chiński na 600 mld $ zabraniają używania obcych surowców, produktów czy technologii...głośny był przypadek kiedy to budowa oczyszczalni ścieków stanęła po tym jak okazało się iż brakuje w USA większości elementów zawartych w projekcie:))) Po tym precedensowym przypdaku Obama zgodził sie złagodzić swoje wymogi i teraz można używać chińskich produktów pod warunkiem że...udowodni się że nie ma amerykanskich odpowiedników...

 Pojawiło sie również zjawisko jakie my znaliśmy z czasów komunizmu, a które jeszcze na szczęście nie pojawiło sie podczas tego kryzysu a mianowicie "reglamentacja dewizowa" czyli ograniczony lub całkowity zakaz wolnego obrotu dewizowego oraz zakaz transferu dewiz zagranicę. Ale kto wie? kto wie czy któreś państwo nie pójdzie na to kiedyś i nie zakaże np. wymiany dolara na swoim rynku? Ale czy z takim zjawiskiem nie mieliśmy przez moment do czynienia po upadku Lehman Brothers kiedy kapitał zamknął się na cztery spusty, zamroził kasę i nie było nawet mowy aby komuś się  pożyczył chociażby na chwilę (stawki LIBOR osiągnęły rekordy).

5) INTERWENCJONIZM PAŃSTWOWY

To już truzim więc nie będe o tym dużo pisał...wystarczy powiedzieć że zarówno wtedy jak i teraz państwo stało się pierwszym i właściwie jedynym pożyczkodawcą na rynku oraz stało się jedynym podmiotem nakręcającym inwestycje. Co ciekawe stymulowanie gospodarki za pieniądze podatników nie było obce ówczesnym władzom. Już w 1930 roku jeszcze za prazydenta Hoovera powołane zostało przez Kongres Towarzystwo Odbudowy Finansowej, które w ciągu 1,5 roku udzieliło kredytów na 3 mld $ (ok. 4%  PKB). Jednak prawdziwa masowa ingerencja rządu zaczęła się od nominacji demokratycznego prezydenta F.D. Roosvelta w 1932 roku...jego autorski program  "New Deal"  opiewał na kolejne 3,3 mld $ ale kwota ta później została sporo zwiększona. Czyli że razem z tym co dał Hoover było to ok, 7 mld $ (10% ówczesnego PKB). Procentowo jest to mniej więcej tyle co plan Obamy oraz TARP Henry Paulsona opiewające na łączną kwotę 1,4 bln $ co też jest mniej więcej 10% PKB USA...różnicą tutaj jest jednak postać Pana Bena Shaloma Bernanke który ma dziś coś czego wtedy nie mieli na początku kryzysu a mianowicie prasę drukarską:) To co on drukuje to już się liczy w grubych bilionach USD...ostatnio jak sprawdzałem na cnn.com było tego już ponad 10 bln $ czyli ponad 3/4 PKB!!! Wydaje się że nie ma podobieństwa bo owszem na początku kryzysu w latach 30tych nie było takiej możliwości drukowania pieniądza bowiem w 1922 roku USA powróciła do parytetu złota...dla chcącego nic trudnego i Pan Roosvelt  zaczął osłabiać  swoją walutę sztucznie zawyżając cenę złota począwszy od marca 1933 roku po uchwaleniu  "Poprawki Thomasa" umożliwiającej dewalucaję dolara nawet do 50%...warto zauważyć że wprowadzeniej uchwały o dewaluacji dolara w życie w marcu 1933 zbiegło się z odbiciem na giełdzie po osiągnięciu absolutnego dna... Roosvelt ostatecznie ustanowił w styczniu 1934 roku  stałą cenę złota na 35 $ z 20,67 $ przed rozpoczęciem dewaluacji waluty. Stanowiło to osłabienie dolara o 41% i sprawiło że ludzie nie byli wogóle skłonni do oszczędzania i trzymania gotówki a woleli ją wydawać. Wzrosła rzecz jasna przewaga konkurencyjna eksportu oraz atrakcyjność Ameryki pod względem inwestycyjnym. Było to nic innego jak porzucenie parytetu złota. Roosvelt zachęcony sukcesem poszedł za ciosem i już 21 stycznia 1934 roku podpisal "Gold Reserve Act"  który zawiesił wogóle wymienialność dolara na złoto i nakazał wszystkim swoim obywatelom, instytucjom włacznie z FED odsprzedać całe posiadane przez nich złoto umieszczając je w mitycznym Fort Knox...W ten sposób udało się politykom odseparować złoto od gospodarki i oprzeć kreację pieniądza na kredycie czyli niczym innym jak prasie drukarskiej jaką teraz ma Ben Bernanke:)

Dodatkowo pojawiła się zupełnie przy okazji kolejna analogia z dzisiejszym kryzysem a mianowicie rosnąca pozycja konkurencyjna Chin została zachwiana poważnie. Jak to się stało? Otóż Roosvelt zaczął również skupywać srebro przez co cena tego kruszcu wyraźnie skoczyły. Jako że w Chinach wciąż tego czasu obowiązywała waluta srebrna to wzrost cen srebra był tym samym czym teraz było umocnienie się dolara...spadkiem konkurencyjności eksportu i wzrostem kosztów produkcji...czy zatem USA aby nie planowało teraz dalszego umacniania dolara wbrew powszechnym opiniom aby dobić chińskiego lwa jak zrobiły to w 1933 roku?

Warto zauważyć też że tak jak wtedy odpowiedzią na kryzys było porzucenie parytetu złota i wycofanie go z obrotu tak teraz możemy być świadkami procesu odwrotnego. Barrack Obama być może będzie chciał powrócić do pokrycia pieniądza w złocie i paradoksalnie wypuści na rynek zgromadzone przez lata zasoby kruszcu w celu ściągnięcia nadpodaży dolarów z rynku...to jest według mnie jeden z całkiem możliwych scenariuszy bowiem załatwili by sobie przy okazji problem z Chinami na zasadzie: "chcieliście mocnego dolara to go macie":) Tyle że Chiny zyskałyby na stabilizacji wartości swoich rezerw a straciły by na swojej długoterminowej konkurencyjności (Juan jest sztywno powiązany z dolarem)...dodatkowo wartość ich złota drastycznie by spadła jeśli Obama rzuciłby zawartość swojego skarbca w "Fort Knox" na rynek (chociaż plotka głosi że nie ma tam ani jednej sztabki w co ja osobiście nie wierzę)...tak czy inaczej czekał by nas ponownie "ZŁOTY WIEK DOLARA"... ale czy Ameryka jest już teraz na to gotowa? odpowiedź brzmi: NIE...to nastąpi dopiero na dnie kryzysu kiedy zdążą już przenieść produkcję do siebie i namówić banki centralne na całym świecie do zrobienia podobnego kroku:)

Na zakończenie warto jeszcze wspomnieć że Polska chociaż kryzys w latach 30-tych ją ostro dotknął to jednak nigdy nie zdecydowała się na odejście od pokrycia pieniądza w złocie przez co nasza waluta była jedną z najsilniejszych na Świecie w 1936 roku...nie pozwoliło to jednak nam na szybkie wyjście z zapaści bowiem chociaż kryzys podobnie jak we Francji był łągodniejszy niż w USA czy Niemczech to jednak przeciągnął się własciwie aż do 1938 roku...teraz też może być podobnie - USA wyjdzie pierwsze  z kryzysu i ostro ruszy z kopyta a my będziemy tkwić z tym jeszcze lata...Oby tak nie było...

Trochę to długie wyszło ale tyle mysli się we mnie zebrało że rzuciłem je wszystkie na raz na klawiaturę:)

Pozdrawiam

LOng

 

Komentarze (27)
"Złoty krzyż" w USA gigantycznym sygnałem kupna?
 Oceń wpis
   

Witam,

Może to kogoś doprowadzić do ciężkiego szoku ale właśnie w stanach zjednoczonych pojawił się gigantyczny sygnał kupna stosowany przez "techników" - graczy ślepo stosujących analizę techniczną...o co chodzi? Otóż na wykresie S&P 500 średnia 50-sesyjna przebiła od dołu średnią 200-sesyjną...podobno jest to mega wiarygodny sygnał do kupna świadczący o ZMIANIE DŁUGOTERMINOWEGO TRENDU...według swojej definicji bowiem "GOLDEN CROSS" bo tak nazywane jest to zjawisko czyli "Złoty krzyż" ma swiadczyć ewidentnie o zakończeniu poprzedniego cyklu...innymi słowy giełda począwszy od dzisiaj ma tylko i wyłącznie iść w górę w długim terminie a nawet jak będzie korekta to średnia 200-sesyjna spadki powstrzyma:) ciekawe czy ta wielka "relikwia" techników okaże się wiarygodna...mogę tylko wspomnieć że u nas złoty krzyż już dawno zaistniał na WIG20 i nie powstrzymał indeksu od rzezi -6% w jeden dzień czy całkowitego spadku indeksu o 10% od szczytu w pewnym momencie...jak zatem będzie? pożyjemy - zobaczymy...ja pisałem że S&P może nawet dojechać na 1000 (prognoza z początku roku) a może nawet 1044 (kolejny wpis po przebiciu 868 na S&P) ale niezależnie od tego co będzie jestem zdania że ten kryzys, jeśli faktycznie jest inny od poprzednich i największy od 1929 roku to skompromituje AT ( analiza techniczna) i żadne złote krzyże, głowy z ramionami nie powstrzymają indeksów od praw fizyki...

Pozdrawiam,

LOng

Komentarze (14)
Jedna jaskółka wiosny nie czyni
 Oceń wpis
   

Witam,

Giełda w Nowym Jorku rosła od 1974 roku praktycznie nieprzerwanie do 2000 roku z 60 punktów na 1553 co stanowiło wzrost o 2488%...indeks przez 26 lat wzrósł 24-ktrotnie! Czyli że Amerykanin w średnim wieku ok. 30-35 lat wogóle nie wie co to jest recesja lub długotrwała bessa bowiem w tym szaleńczym marszu na północ jankesi mieli własciwie tylko trzy krótkie przystanki - 1980 rok kiedy to spadli dosyć szybko o ok 40%,  1987 roku kiedy spadek w jeden dzień wyniósł aż -21% (pamiętny krach 21.10.87) oraz 1998 kiedy to spadli też ok 22% tyle że zajęło to kilka miesięcy. Właściwie największą bessą od 1974 roku była bessa 2000 -2003 kiedy to S&P spadł o 50% by pobić szczyty w 2007 roku na 1576...to było jednak tylko preludium do tego co miałio się zdarzyć później...w tej chwili znajdujemy się bowiem gdzieś w jednej trzeciej drogi powrotnej od tego co działo się od 1974 roku. Następuje proces delewarowania oraz niestety deglobalizacji. Koniec życia na kredyt oznacza ni mniej ni więcej że instytucje takie jak banki stracą swoją pozycję i właściwie za wyjątkiem ochrony depozytów ich rola będzie bardzo ograniczona. Będzie się liczyła bowiem realna wartość a nie wirtualna, jak jest to w przypadku usług finansowych. Bardzo prawdopodobne jest to iż jak mówi słynny inwestor Jim Rogers teraz Maserati będą jeździli rolnicy a nie bankierzy jak dotychczas...mieliśmy złoty wiek bankowości przez ostatnie 30 lat, więc dlaczego nie mielibyśmy mieć teraz złotego wieku rolnictwa? Polska jak wiadomo jest pod względem rolniczym potęgą i mogłaby sporo skorzystać na takim obrocie sprawy. Trzymam więc mocno kciuki za ten kryzys jeśli miałby on wzmocnić pozycję naszego kraju i sprawić iż nasze płody rolne byłyby tak rozchwytywane jak do niedawna amerykańskie CDS i CDO i inne swapy:)

Wiem że jest w internecie i mediach generalnie wielu analityków wieszczących rychły koniec kryzysu ale w tym miejscu chciałbym poruszyć ważną kwestię. Ile oni mają lat? Bo jeśli nie mają lat 100 to raczej nie pamiętają podobnego kryzysu...pokazują wykresy i analizy poprzedniej bessy ale tak jak jeszcze raz powtrzam - poprzednia bessa była jedynie preludium...była apetizerem - przystawką przed właściwym obiadem, którego pierwsze danie już chyba zjedliśmy...teraz pora na drugie - największe danie, a na koniec jeszcze pewnie deser:) Analitycy którzy przepowiadają koniec bessy są jak ludzie w Afryce którzy nigdy nie przeżyli zimy...dla nich zawsze po kilku chłodniejszych deszczowych dniach nastąpić musi upalne lato bo...zawsze tak było...jeśli porównalibyśmy sobie właśnie ostatnie 30 lat do pór roku to od 1974 do 1989 mieliśmy wiosnę, potem do 2000 roku  bez wątpliwości upalne lato...od 2000 roku zaczęła się jesień by gdzieś w 2007 roku nastała sroga zima...zima stulecia...wciąż jesteśmy według mnie w środku tej zimy i choć śnieżyce już ustały to wciąż jesteśmy po kolanach w śniegu. To że wyszło na chwilę słońce zza chmur nie oznacza że nagle śnieg się roztopi a klimat ociepli...musimy uzbroić się w cierplwość i czekać na pojawienie się wiosny bo ona kiedyś na pewno nastanie. Musimy jednak nie myśleć kategoriami Afrykańczyka, który po raz pierwszy w życiu zobaczył śnieg i przebierając nogami oczekuje ocieplenia z dnia na dzień...trzeba pogodzić się z prawami natury że po upalnym lecie następuje najpierw jesień, a potem  sroga zima ,która powoduje że wszystko zamiera żeby mogło się narodzić ponownie...

Pozdrawiam

Long

PS: FED dzisiaj nie podniósł stóp i to jest jedynie potwierdzeniem na moją tezę...stan gospodarki jest fatalny a mróz jaki nastał na rynku Bernanke musi ogrzewać zalewaniem świeżej, gorącej gotówki do systemu tak aby banki nie zamarzły na śmierć

Komentarze (5)
Kupujmy polskie truskawki!
 Oceń wpis
   

Witam,

Dzisiaj nie miałem pomysłu co chciałbym zjeśc na śniadanie ale przypomniałem sobie że wczoraj kupiłem łubiankę truskawek. Aż ciężko w to uwierzyć ale za ok 2 kg tego naturalnie uprawianego owoca, nie modyfikowanego genetycznie, nie pryskanego zapaciłem całe...5 zł...jeśli by porównać rynek owoców do motoryzacji to tak jakbym kupił nowego Mercedesa S klasy, wyprodukowanego w Niemczech za 50 tyś zł...jak to możliwe że za produkt za jaki z chęcią zapłaciłbym nawet 20 zł Pani handlująca przy trasie chciała jedynie 5 PLN? czerwone, soczyste, świeże polskie truskawki za 2,5 zł za kilogram...

Wracając do mojego śniadania to po umyciu truskawek, polałem je jogurtem waniliowym i na końcu całość pokryłem grubą warstwą bitej śmietany. Podczas jedzenia nie mogłem wyjść z zachwytu nad tym czerwono białym przepysznym deserem jaki stworzyłem:) Muszę przyznać że wczoraj wypiłem kilka piw oraz generalnie czułem jakby coś mnie zaczynało brać, bolała mnie głowa notorycznie. Po zjedzeniu mojej bomby witaminowej połączonej z jogurtem nie tylko symptomy kaca i zaczynającego się przeziębienia zniknęły ale i humor się poprawił:)

Moje kulinarne doświadczenie z dzisiejszego śniadania sprowokowało mnie do szybkiego zbadania problemu polskiej truskawki. Otóż dowiedziałem się między innymi że Polska jest szóstym największym producentem  truskawek na Świecie i największym w Europie, a rocznie zbiera się aż 180 tysięcy ton tego pysznego owocu. W momencie rozpoczynania naszych negocjacji z UE Polska była właściwie monopoilstą na europejskim rynku i to my dyktowaliśmy ceny. Polska truskawka była zatem jak system Windows Microsoftu w naszych PC:) Niestety nasi negocjatorzy nieco zapomnieli o swoich rolnikach i nie zapewnili sobie ochrony naszego sztandarowego produktu przed konkurencją z zewnątrz...Począwszy od 2001 roku Chiny zaczęły zalewać europejski rynek swoją tanią podróbką naszej truskawki oferując dumpingową cenę 450 Euro za tonę mrożonej w porównaniu z 700-800 Euro za polski produkt...Od 2001 roku import chinskiej truskawki wzrósł o 600% z 6,15 tyś. ton do 43 tyś ton w roku 2005 roku (dalszych danych nie mam ale sądząc po tym jak trend był silny można wnioskować że ilość importu się podwoiła). Nie rozumiem jak towar zebrany, pozbawiony listków, umyty, zamrożony i dostarczony chłodniczym transportem z Chin może być tańszy aż o 200 Euro za tonę od naszego...czy UE nie powinna bronić swojego rynku przed zalewem tańszego i gorszego jakościowo produktu? Przecież Francuzi chronią swoje banany? Dlatego właśnie tak bardzo ważny jest wybór Jerzego Buzka na szefa Parlamentu Europejskiego...Panie Jurku polska truskawka Pana potrzebuje!

Na całym Świecie zaczyna się powolny proces odejścia od globalizacji a wręcz obserwuje się na wielu rynkach początki wojny handlowej i powrotu do protekcjonizmu. W USA które do niedawna było najbardziej kapitalistycznym krajem na Świecie, promującym globalizację i wolny rynek bez barier, teraz wprowadza się poważne ograniczenia broniąc własny rynek. Otóż w programie stymulacyjnym Barracka Obamy, opiewającym na 787 miliardów dolarów, jest zawarty warunek o nazwie "BUY AMERICAN" , nakazujący wykorzystanie tylko i wyłącznie surowców i produktów wytworzonych w USA...innymi słowy: jeśli ktoś chce skorzystać z rządowego programu  to musi kupić amerykańskie materiały i technologie...głośny był jednak przypadek, kiedy to budowa oczyszczalni ścieków stanęła,  kiedy to okazało się że praktycznie większość z przewidzianych w projekcie technologii nie było dostępnych w USA:) Precedens oczyszczalni ścieków zmusił Obamę do zrobienia ustępstwa w swoim programie i teraz możesz używać obcych produktów ale uwaga...jak udowodnisz że nie ma amerykańskiego odpowiednika:) ale jaja:) czyli że dostawcy internetu i wogóle nowoczesnych technologii, która przecież opiera się na chińskich materiałach mogą podziękować Panu Obamie za genialny program 'Kupuj Amerykańskie"...niedawno głośno protestowała firma Cisco zaniepokojona faktem iż powstają konkurenci dotowani przez rząd ktorzy mogą zabrać im sporą część rynku a nawet doprowadzić do bankructwa...przecież firmy nowoczesnych technologii mają całą swoją produkcję albo w Chinach albo na Tajwanie albo w innym kraju taniej siły roboczej...Na te argumenty władze amerykańskie odpowiadają że program stymulacyjny nie może polegać na tworzeniu miejsc pracy w Chinach ale w Stanach Zjednoczonych...prawda że rozsądny argument nowej administracji? Barrack Obama pokazał że naprawdę dba o swoją gospodarkę i miejsca pracy swoich obywateli. Pokazał że proces przenoszenia produkcji z Azji z powrotem do USA właśnie się rozpoczął...dlaczego więc UE nie może wprowadzic podobnego programu o nazwie "BUY EUROPEAN" ? Wszyscy producenci deserów i lodów oraz sieci restauracyjne takie jak Mc Donald's na terenie całej Europy musiałyby używać naszej truskawki:)

Panie Jurku ja głęboko wierzę że Pan to nam załatwi...kupujmy polską truskawkę i precz z chińskimi tanimi podróbkami!

Pozdrawiam

Long

Komentarze (7)
Polska powraca na swoje miejsce w Europie!
 Oceń wpis
   

Witam,

Jakoś nie widzę w mediach żadnego entuzjazmu wobec ogromnych szans Jerzego Buzka na objęcie stanowiska przewodniczącego parlamentu europejskiego. Mało się o tym pisze, mało mówi a ja uważam że gdyby mu się udało (a jest już praktycznie przesądzone według zakulisowych informacji) to byłby to największy sukces Polaka i Polski od czasu wyboru Karola Wojtyły na Papieża...Nie udało się z szefostwem NATO bowiem Kwas stał się alkoholikiem a Sikorski za bardzo wymachiwał szabelką...Udało się chyba jednak Jerzemu Buzkowu i to on  byłby zatem naturalnym kontynuatorem wielkiej wizji wielkich Polaków znanych na całym Świecie (chyba jedynych obok Roberta Kubicy w tej chwili) czyli Lecha Wałęsy i Jana Pawła II...wtedy to Papież jako "Rycerz Chrystusowy" tchnął w Polaków ogromną wiarę że można pokonać komunizm i generalnie przywrócił dumę naszego narodu. Obejmując władzę nad najbardziej wpływowym kościołem na Świecie stał się duchowym przywódcą Polaków i razem z generałem na placu boju Lechem Wałęsą zniszczyli totalitaryzm nieznaną dotąd wojowniczym Polakom drogą...drogą pokoju...widocznie za dużo już ofiar pochłonęły powstania narodowe i za dużo krwi zostało przelane że pora była zmienić strategię w tej zbiorowej świadomości narodowej. To był wielki sukces Polski który zapisze nas na kartach historii Świata po wszeczasy. To był również pokaz wielkiej strategii wygrywania wojny i niepodległości drogą pokojową. Po raz pierwszy nie okazaliśmy się bohaterscy ale po prostu...mądrzy...ja zawsze mówię że jak nie możesz być lwem to musisz być lisem i takimi lisami byli Wałęsa i Wojtyła...teraz pojawił się kolejny wybrany - Jerzy Buzek. Nieco zdziwłem się że ta postać jaką kojarzę raczej z niezbyt udanym okresem premierowania kiedy to powstało znane popularne przezwisko "Buzek-łobuzek" zaszedł aż tak daleko...tak to jednak jest że nieraz to historia wybiera ludzi przeciętnych do dokonania wielkich czynów...czy ktoś kto znał Lecha Wałęsę w 1977 roku postawiłby na niego cokolwiek? przypominał spółkę giełdową która wiele obiecuje a nie ma żadnego kapitału a w dodatku nie ma dobrej kadry mendżerskiej oraz garstkę pracowników...po wyborze Papieża, ten sam robotnik stał się liderem 10 milionowego ruchu społecznego Solidarność i zmienił bieg historii Świata...czy to jednak on zmienił? oczywiście że nie...to duch wezwany przez wielkiego szamana naszego plemienia to sprawił, a elektryk z Gdańska był jedynie narzędziem...teraz kolejnym narzędziem jest Buzek..będzie naszym liderem w walce o jak najlepsze miejsce w Unii Europejskiej. Jednak to nie będzie do końca jakaś ułańska romantyczna walka ale po prostu zimna egzekucja...przychodzimy po spłatę naszych rachunków do Europy, do naszych aliantów zachodnich z 1939 roku - Anglii i Francji...do naszych wiecznych przyjaciół  i wrogów na przemian - Niemców...do Włochów za przegrany półfinał w 1982 roku....To Polska jako duch przychodzi do Europy jakby zza grobu i mówi: Ja żyję...

Jak Chrystus po zmartwychwastaniu Polska wraca na swoje miejsce mocarstwa europejskiego. Buzek jest kolejnym mesjaszem po Wałęsie i Wojtyle a Polska jest jak spółka giełdowa po ostrej przecenie...skrajnie niedowartościowana, WYPRZEDANA ALE O SILNYCH FUNDAMENTACH, którymi są przede wszystkim potencjał intelektualny i determinacja w osiągnięciu sukcesu. Jest jak wielki drapieżnik którego nie udało się zabić, ale jedynie bardzo zranić i ten tygrys właśnie wyleczył swoje rany i jest głodny...bardzo głodny...Czy Jerzy Buzek stanie się wielkim mężem stanu i będzie kojarzony na całym Świecie jako lider całej UE? Skoro duch naszej zbiorowej społeczności go wybrał to tak się stać musi...

Pozdrawiam

Long

Komentarze (2)
Największy kryzys gospodarczy w historii ludzkości
 Oceń wpis
   

Witam,

Wczoraj pisałem o tym że w USA nie widzę w przeciągu kolejnych 2 lat właściwie żadnego zagrożenia inflacyjnego

http://longterm.bblog.pl/wpis,w;usa;jest;najgorzej;od;ii;ws,27339.html

Dzisiaj jakby na potwierdzenie mojej tezy dane o cenach konsumenckich CPI pokazały największy spadek rok do roku od...kwietnia 1950 roku...fakt że spadek był jedynie o 1,3% może świadczyć jedynie o tym jak czymś niezwykłym w Ameryce na przestrzeni ostatnich kilku dekad był wogóle spadek cen czyli deflacja...ceny w największej gospodarce Świata rosły praktycznie nieprzerwanie od końca II wojny światowej i być może jesteśmy świadkami historycznej zmiany tego trendu? Czy przyzwaczejenia Amerykanów do rozpasanej konsumpcji i życia ponad stan nie odchodzą do lamusa i nie zmieniają ich złotego wieku w czas "zaciskania pasa"? Stare przysłowie mówi: "obyś żył w ciekawych czasach"...my niewątpliwie żyjemy w takowych pod wieloma względami. Na naszych oczach rozgrywa się największy kryzys ekonomiczny w historii ludzkości...TAK... tu i teraz wypowiadam te słowa, które będą wywoływały uśmiech u wielu, a wielu mój sąd mam nadzieję zmusi do refleksji. To jest największy kryzys bowiem dotyczy największej gospodarki w historii tej planety oraz jednocześnie największej potęgi militarnej w historii tej planety będącej parę lat temu w stanie opanować cały świat dzięki gigantycznej przewadze swojej technologii. Po raz pierwszy jednak wielkie dominujące imperium nie musiało podbijać nowych ziem dzięki swojej armii ale dzięki swojej...walucie...tak, to dolar podbijał kolejne kraje po 1989 roku...Europa Wschodnia, Chiny, Indie, kraje Arabskie, Korea Południowa oraz perła w koronie -pokonany wróg - Rosja i jej byłe republiki... nie trzeba było  budować bazy US Army w tych krajach bowiem dolar był najsilniejszym orężem...był jak pierścień we "Władcy Pierścieni" Tolkiena, którego wszyscy pożadali bo dawal władzę i panowanie nad światem...kto choć raz załozył go na palec ten nie mógł odeprzeć się pokusie posiadania go na zawsze...pragnął mieć go więcej i więcej i...więcej...tak samo dolara chciały mieć wszystkie kraje bo gwarantował stabilność państwa i jego rezerw walutowych bo reprezentował największą potęgę tego świata -  Stany Zjednoczone...kiedyś słyszałem taką opinię że II wojnę światową wygrał właśnie dolar...wtedy jeszcze nie rozumiałem tego ale teraz rozumiem w pełni sens tamtych słów wypowiedzianych przez starego weterana...w apogeum swojej świetności w 2000 roku USA opanowały cały świat bez jednego wystrzału...Microsoft, Mc Donald's, Citi Bank, Exxon Mobile, Procter & Gamble, Johnson & Johnson, Boeing, Ford, GM, Chrysler, AIG, Burger King, KFC, Pizza Hut są wszędzie na tej planecie z małymi wyjątkami w postaci podobno osi zła czyli Iranu, Syrii i Północnej Korei oraz kilku "państw rebeliantów" jak Somalia, Wenezuela, Kuba, Białoruś, duża część Afganistanu. Jednym słowem Świat to USA a USA to Świat...nie było w historii ludzkości bardziej dominującej siły...również największe instytucje światowe jak NATO, Bank Światowy i ONZ są właściwie wasalami USA i ich polityka jest kierowana głównie przez Waszyngton...To był jednak rok 2000 - sczyt rozwoju USA. Od tego czasu ta potęga powoli acz konsekwentnie się staczała po równi pochyłej...zaczeło się od oszustwa wyborczego i nielegalnego zwycięstwa republikańskiego dyktatora - Geaorge W Busha...stało się to samo co teraz stało się podobno w "demonicznym" Iranie, a mianowicie przegrany kandydat w wyborach został Prezydentem...największa demokracja na świecie i według mnie najlepsza demokracja została bardzo zraniona...wiara ludzi w wolność i demokrację została zachwiana i sen o wielkiej Ameryce legł w gruzach...w gruzach Twin Towers w Nowym Jorku po zamachach 11.09.2001...w gruzach Bagdadu po bombardowaniach w marcu 2003 roku...w gruzach miasta Nowy Orlean po huraganie Katrina kiedy to miasto zamieszkane głównie przez ludność ciemnoskórą pozostawiono samemu sobie...począwszy od 2000 roku USA utraciły status potęgi moralnej mogacej pilnować światowego porządku i pouczać innych. Polityka Busha spowodowała że USA straciła twarz a europejscy przyjaciele (Francja, Niemcy)  odwrócili się od nich plecami...w 2001 roku recesja rozpoczęła się na dobre i w przekonaniu wielu ekonomistów już wtedy zaczynał się upadek gospodarczy i odejście od życia na kredyt...Allan Greenspan widział już wtedy ogromne zagrożenie deflacją podobną do tej jaka nawiedziła Japonię po 1990 roku. On i jego koledzy z FED świetnie zdawali sobie sprawę że bańka nieruchomości oraz akcji była pompowana przez kilkadziesiąt lat i że ten trend się wyczerpuje...odpowiedź imperium na problemy była najgorsza z mozliwych - WOJNA...wielu ludzi wierzących w spiskową teorię dziejów twierdzi że atak 11.09 był prowokacją kontrolowaną przez elity rządzące USA lub przynajmniej przez wywiad Izraela...to bardzo poważne oskarżenie, w które ja osobiście nie wierzę albo inaczej -  nie chcę wierzyć...byłem kilka dni po tragedii w NY i widziałem jeszcze dym unoszący się ze zgliszczy...byłem wtedy w USA i wtedy byłem jednym z nich...byłem Amerykaninem:) miałem tego roku potrzebę by spędzić Sylwestra na Times Square i być razem z nimi i pokazać komukolwiek kto przyczynił się do tej tragedii że nic nie powstrzyma dobra i nie jest w stanie zastraszyć kochających wolność ludzi...byłem tam, jestem z tego dumny i będe wspominał to doświadczenie do końca życia...co stało się potem zniszczyło moją romantyczną wiarę w Amerykę...atak na bezbronny Irak złamał mi serce...uderzenie wyprzedzające? kiedy nie ma się żadnych dowodów że Saddam ma broń masowego rażenia? Nie...nie byłem taki naiwny...tam gdzie dolar nie dał rady (Saddam zaczął handlować ropą w Euro) tam Bush musiał posłać bombowce...to był koniec USA i wiedziałem że ten kraj prędzej czy później upadnie z taką polityką desperacji...wywołanie wojny w celu pobudzenia gospodarki i zdobycia tanich surowców to przeciez taka sama reakcja na kryzys jaką uskutecznił Adolf Hitler napadając na Polskę w 1939 roku a potem na Rosję w celu pozyskania surowców - głównie ropy naftowej...Tak, trzeba przyznać Bushowi że przedłużył prosperity w USA o kilka lat ale nie na długo...w 2007 roku mamy jednak pęknięcie bańki na rynku nieruchomości...co się stało później nie muszę nikomu mówić...ja podsumuję to wszystko co się stało potem jednym zdaniem: Prezydentem USA został Murzyn...proszę nie posądzać mnie o rasizm ale gdybym napisał to zdanie jeszcze kilka lat temu - powiedzmy w 2000 roku na szczycie koniunktury w USA to byście mnie Państwo głośno wyśmiali...wybór Barracka Hussaina Obamy jest dla mnie dowodem że imperium amerykańskie upada i to upada bardzo szybko...tak szybko jak spadają ceny nieruchomości w USA po pompowanej przez kilkadziesiąt lat bańce...tak szybko jak indeksy giełdowe po upadku Lehman Brothers oraz tak szybko jak....ceny w USA - największe spadki od początku lat 50tych...deflacja jest zatem obecna w USA pełną gębą i to pod każdym względem...

 

Pozdrawiam

Long

PS: Deflacja polityki, deflacja demokracji, w końcu deflacja cen doprowadzają "slowly but surely" do upadku wielkiego mocarstwa, największego w historii... zatem i tytułowy kryzys jest największy w historii...Świat już nigdy nie będzie taki sam jak przed upadkiem Twin Towers...nie będzie już też taki sam po upadku Lehman Brothers...

 

Komentarze (16)
W USA jest najgorzej od II WŚ
 Oceń wpis
   

Witam,

Nie da się ukryć że ostatnio byłem pesymistą i zapowiadałem surową korektę na giełdzie. Równie pesymistycznie podchodziłem również do kolejnych pojawiających się w USA danych makro. Wszystkie znane autorytety ekonomiczne straszą rychłym pojawieniem się inflacji a znany inwestor Marc "Dr Doom" Faber jest jak sam twierdzi "w stu procentach pewien" że w USA pojawi się hiperinflacja porównywalna z tą w Zimbabwe...Jak na razie jednak to nic takiego im nie grozi w niedalekiej przyszłości, bowiem dzisiaj poznaliśmy najnowsze dane o inflacji z USA a raczej...deflacji;) Otóż ceny hurtowe zanotowały największy spadek od 60 lat bo aż o 5% r/r.  Był to największy spadek cen od 1949 roku!!! Tworzymy historię:) Mało kto zwraca uwagę na to iż rosnące ceny ropy, a w ślad za nią benzyny powodują paradoksalnie spadek cen na pozostałe dobra konsumpcyjne. Przecież jeździć do pracy czy załatwiać podstawowe sprawy Amerykanin musi a odległości od miast (miejsca pracy) a osiedlami zamieszkania są gigantyczne w porównaniu z warunkami polskimi. W USA jest zupełnie normalne że dojeżdza się do pracy ponad 60 mil każdego dnia (w jedną stronę), spędzając przy okazji prawie 4 godziny w samochodzie...czyli do czego dąże? jeśli taki rozpasły Amerykanin więcej wydaje na benzynę to musi z konieczności ograniczyć pozostałe wydatki i popyt konsumpcyjny spada. To oczywiście dotyczy tylko tych co jeszcze mają pracę, bowiem wiadomo że ten co ją stracił już mało co jeździ swoim samochodem...bezrobocie wciąż rośnie bo zamykane są kolejne fabryki. Dzisiaj podano też że produkcja przemysłowa spadła o 1,1% w maju...ale to nie jest najważniesze...najważnejszą dla mnie wiadomością i kolejnym szokiem było wykorzystanie mocy wytwórczych w USA które w maju wyniosły 68% i było najniższe w historii!!! Tak żle nie było ani w latach 50-tych po wojnie i wielkim kryzysie (dno było na 74%), ani podczas wielkiego kryzysu naftowego lat 70tych (również 74%) ani nawet podczas podobnego do obecnego kryzysu wczesnych lat 80tych (69%)...to jest tragedia, a przecież najgorsze dopiero przed nami, bowiem wciąż czekamy na zamknięcie fabryk upadłych GM i Chryslera. Na dodatek Ford zapewne również będzie zmuszony do zredukowania produkcji. Barrack Obama obiecywał wycofanie wojsk z Iraku więc i sektor zbrojeniowy dołoży swoje dwa grosze:)

Podsumowując moim skromnym zdaniem (nie mam nawet tytułu doktora ekonomii) uważam definitywnie że żadnego zagrożenia inflacyjnego w USA nie będzie przez najbliższe 2 lata przynajmniej. Ciągły spadek cen nieruchomości, spadek wynagrodzeń (brak presji płacowej), rosnące bezrobocie, spadek produkcji i minimalne wykorzystanie mocy produkcyjnych (brak popytu) nie są symptomami presji inflacyjnej:) to są raczej ewidentne objawy totalnej zapaści gospodarczej i zapowiedzią stagnacji gospodarczej, gdzie nie ma popytu, nic się nie produkuje a ceny wszystkiego oprócz surowców spadają . Ten proces zaczął się w 2007 roku na rynku nieruchomości. Jest to logiczny bieg wydarzeń bowiem człowiek najpierw ogranicza zakupy rzeczy najdroższych - domów/mieszkań, potem wstrzymuje się z zakupem nieco tańszych dóbr (samochody), póżniej pora na zupełnie dostępne do niedawna rzeczy jak telefony komórkowe, komputery, by na końcu nie starczyło nawet na dobrą szynkę...takim torem to się niestety toczy i od rynku najdroższych dóbr materialnych czyli domów, poprzez samochody przechodzimy teraz do TV, komputerów i komórek...jak dojdziemy do hamburgerów z Mc Donalda to będzie prawdopodobnie dopiero koniec...

Pozdrawiam

Long

PS: dzisiaj wyniki podał Best Buy (największy na świecie detalista sprzętu elektronicznego) i jakby na potwierdzenie moich słów zysk spadł o 15% r/r ...pamiętajmy że konsumpcja to jest 70% PKB w USA...

 

Komentarze (10)
Insiderzy uciekają z akcji
 Oceń wpis
   

Witam,

Przez ostatnie miesiące emocjonowaliśmy się problemami banków i kryzysem finansowym jaki nastał po upadku AIG, Lehman Brothers i Merrill Lynch, a także po ucieczce pod opiekę FED takich gigantów jak Citi Bank, Bank of America, Freddie Mac, Fannie Mae. W reakcji na problemy "serca systemu" rząd USA wraz z bankiem rezerwy federalnej przystąpił do bezprecedensowej szeroko zakrojonej akcji drukowania pieniądza aby zasilić upadłe instytucje finansowe. Gdyby szef FED -Ben Bernanke oraz były sekretarz skarbu Henry Paulson błyskawicznie nie zareagowali to mielibyśmy powtórkę z "Wielkiego Krachu" 1929-1930, kiedy to banki utraciły płynnośc finansową a wzburzony lud zrobił tzw run na banki żądając natychmiastowej wypłaty swoich pieniędzy (mieliśmy z tym do czynienia w Wielkiej Brytanii już w 2007 roku kiedy zbankrutował Northern Rock). Po dodrukowaniu pieniędzy i zasileniu bilansów banków przyszła pora na polityków i zmianę kilku regulacji z market-to-market na czele. Polega to na tym że bank nie musi już wyceniać w swoich bilansach aktywów za cenę jaką dostałby w danej chwili na rynku, ale może je sobie sam dowolnie wycenić. Podobnie może postąpić również gracz giełdowy, który przykładowo zainwestował w 2007 roku w akcje Dudy płacąc za nie 14 zł. Inwestor taki w swoim arkuszu kalkulacyjnym nie wpisuje zatem obecnej ceny - 91 groszy ale przykładowo 10 zł bo przecież to jest spółka kupiona na długi termin i za kilka lat napewno wróci do tego poziomu...innymi słowy zamiast straty 13,09 zł (-93%) księguje sobie jedynie 4 zł straty (-28%). Prawda że ładnie to wygląda i poprawia cały obraz excelowskiego arkusza naszego akcjonariusza Dudy? Taka bessa a on tylko 28% w plecy? Tak samo dobrze wypadają w tej chwili banki z wall street i dzięki temu mogą uniknąć tworzenia gigantycznych rezerw na przyszłe złe kredyty, bowiem one tak naprawdę nie są takie złe:) tak samo jak akcje Dudy nie są złe bo nie tracimy na nich 93% ale "tylko" 28% bo przecież zaraz się odbije:)

Banki dostały kasę z programu TARP (trouble asset relief program) który miał w pierwotnym założeniu być przeznaczony na wykup toksycznych aktywów. Zamiast tego Paulson i Bernanke powiedzieli szefom banków: "macie tu pieniądze. wtopiliście na toksycznych aktywach. OK zapomnijcie już o tym. Teraz musicie się odegrać na czymś innym ale solidarnie mi tu. Jak pompujecie surowce - miedź i ropę to wszyscy razem. Jak wchodzicie w Lki na Azję to żeby mi nikt nie wychodził przed szereg i nie realizował zysku zanim padnie sygnał. Jak podciągamy indeksy na NYSE w ostatniej godzinie to żeby mnie nikt nie otwierał shortów zanim tłum się nie włączy...bo jak k... coś będzie nie tak to mi tą kasę zwracacie w tym samym dniu i zapomnieć o premiach! jak zarobicie już na rynkach wschodzących, surowcach no i u nas to oddacie mi kasę OK?" wszyscy szefowie największych banków zgodnie odpowiedzili: "sure Ben, you can bank on it  (tłum: jasne Ben, masz to jak w banku):)" Tak też się stało i po jednym z największych rajdów amerykańskich indeksów w historii oraz 117% wzroście ropy naftowej od dołka wiele  banków zaczęło oddawać pożyczone od wuja Bena pieniądze z niby TARP...wszyscy zadowoleni? straty częściowo odrobione? można zapomnieć o kryzysie w bankach tak? no powiedzmy...ale co z realną gospodarką??? co z normalnymi, tradycyjnymi biznesami, które nie mają dobrego wujka Bena???

Zapomnijmy na chwilę o poziomach indeksów, analizie technicznej, psychologii itd. bowiem to jest coś oderwanego od realnej sytuacji w wielu przedsiębiorstwach. Dla mnie zawsze najbardziej przejrzystym sygnałem płynącym ze spółki giełdowej jest zachowanie tzw insiders czyli ludzi najbliżej związanych z firmą. Są to właściciele i pracownicy firmy czyli ludzie najlepiej poinformowani o aktualnej kondycji przedsiębiorstwa.

Przyjrzyjmy się zatem jak zachowywali się ostatnimi czasy insajderzy wielkich, najbardziej znanych firm notowanych na giełdzie w Nowym Jorku.

W pierwszym wierszu po nazwie korporacji będzie data, imię i nazwisko oficera danej firmy, ilość sprzedanych akcji oraz ich wartość. W kolejnym wierszu znajdzie się bilans działalności insiderów w minionych 6 miesiącach czyli różnica pomiędzy liczbą kupionych akcji a liczbą sprzedanych. W nawiasie będzie udział procentowy sprzedanych akcji do całkowitej liczby akcji znajdujących się w rękach insiderów.

WALMART

26 Maja 2009 SCOTT H LEE JR sprzedał 100 000 akcji wartych 5,041 mln $

bilans ostatnich 6 miesięcy: -99 960 akcji (poniżej 1%)

ALCOA

4 Maj 2009 ALAIN BELDA sprzedał 100 000 akcji wartych 1,034 mln $

Bilans ostatnich 6 miesięcy: -92729 akcji (-3,1% całości)

IBM

20 Maj 2009 RANDALL MC DONALD sprzedał 17 000 akcji wartych 1,975 mln $

21 Maj 2009 JAMES KAVENORGH sprzedał 31 495 wartych 1,679 mln $

Bilans ostatnich 6 miesięcy -114 128 akcji (-17,6% całości)

JOHNSON & JOHNSON

6 MAJ 2009 DOMINIC CARUSO sprzedał 38 320 akcji wartych 2,106 mln $

Bilans ostatnich 6 miesięcy -43 536 akcji (-4,6% całości)

MICROSOFT

19-22 MAJ 2009 DAVID MARQUARDT sprzedał 100 000 akcji wartych 2,030 mln $

1 CZERWIEC 2009 CHRIS LIDDELL sprzedał 20 000 akcji wartości 428 tyś $

bilans ostatnich 6 miesięcy: -40 240 000 akcji (-3,4% całości)

MC DONALD'S

12 MAJ 2009 JAMES SHIMER sprzedał 150 000 akcji wartości 8,034 mln $

10 CZERWIEC 2009 GLORIA SANTANA sprzedała 24 000 akcji wartości 1,401 mln $

bilans ostatnich 6 miesięcy: -238 412 akcji (-29,3% całości)

PROCTER & GAMBLE 

22 Maj 2009 ALAN LAFFLEY  sprzedał 20 000 akcji wartych 1,063 mln $

bilans ostatnich 6 miesięcy -40 000 akcji (-2,7% całości)

EXXON MOBILE

2 CZERWIEC 2009 PATRICK MULVA sprzedał 10 000 akcji wartych 728 tyś. $

bilans ostatnich 6 miesięcy -99 099 akcji (-3,5% całości)

UNITED TECHNOLOGIES

9 CZERWCA 2009 DAVID GEORGE sprzedał 19 458 akcji wartych 1,084 mln $

bilans ostatnich 6 miesięcy:-158 187 akcji (-5,3% całości)

TRAVELERS (nowy komponent DJIA -zajął miejsce Citi Group)

22 MAJ 2009 JOHN DASBURY sprzedał 71 381 akcji wartych 2,824 mln $!!!

bilans ostatnich 6 miesięcy: -91 381 akcji (-7,4% całości)

CISCO (nowy komponent DJIA - zajął miesjce GM)

14 MAJ 2009 WIM ELFRINK sprzedał 5 000 akcji wartych 72,4 tyś $

bilans ostatnich 6 miesięcy: -9000 akcji (-0,2% całości)

APPLE

27 KWIETNIA 2009 SERLET BETRAND sprzedał 10 000 akcji wartych 1,229 mln $

4 MAJ 2009 RAFAEL BETSY sprzedał 7198 akcji wartych 926 tyś $

bilans ostatnich 6 miesięcy: -17 198 akcji (-0,3% całości)

WALT DISNEY

8 MAJ 2009 THOMAS STAGGS sprzedał 75 000 akcji wartych 1,903 mln $

bilans ostatnich 6 miesięcy: -75 000 (-0,1% całości)

 

Podsumowując warto zauważyć iż insiderzy zaczęli wywalać akcje właśnie w maju i na początku czerwca jakby potwierdzając znaną giełdową zasadę "sell in may and go away" ..od początku maja pracownicy i udziałowcy tych 13 słynnych korporacji amerykańskich pozbyli się akcji wartych ponad 35 milionów dolarów...mnie osobiście przeraża nie tyle fakt że wtajemniczeni pracownicy firm sprzedawali akcje ale to iż po przeciwnej stronie nie było własciwie żadnych kupujących...

wszystkie powyższe dane uzyskałem na http://finance.yahoo.com/

Pozdrawiam,

Long

 

Komentarze (2)
Chiny nie uratują Świata
 Oceń wpis
   

Witam,

Wiele mówi się ostatnio o tym że Chiny mają stać się światowym liderem zajmując pozycję USA i w krótkim czasie zrekompensować światowej gospodarce problemy Stanów Zjednoczonych. Teoria decouplingu mówi o tym iż państwa BRIC (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny), w kórych CHRL gra pierwsze skrzypce, mają zrekompensować recesję w USA. Otóż z czasem idea ta upadła po tym jak dwa pierwsze kraje tworzące ten nowy układ weszły oficjalnie w recesję (Brazylia dzisiaj miała oficjalne ogłoszenie technicznej recesji - 2 kwartały spadku PKB). Indie szarpane politycznymi i etnicznymi konfliktami raczej nie są i nie były nigdy nadzieją zatem wzrok całego świata skierował się na Pekin...Wielu twierdzi że Chiny jako pierwsze wyjdą z kryzysu a głównym piewcą potęgi Chin stał się ostatnio legendarny George Soros.

Po tym krótkim wprowadzeniu chciałbym już teraz obalić powyższą tezę o możliwości rekompensaty przez Chiny strat wynikających z recesji w USA. Otóż owszem Chiny prześcignęły w zeszłym roku Niemcy i zajęły 3 pozycję na liście największych gospodarek Świata z PKB równym 4,2 bilionów $.( Na pierwszym miejscu oczywiście USA ze swoim PKB na poziomie 14,3 bilionów $). Teraz policzmy najprościej jak można: Jeśli PKB w USA spadnie w tym roku o 5% (optymistyczna prognoza) to będzie ta strata wynosiła aż 715 mld $ (prawie tyle co plan Obamy). Czyli że aby to wyrównać Chiny musiałyby wzrosnąć aż o 17% rok do roku...to wogóle nie wchodziło by w grę nawet w czasach najlepszej prosperity  a co dopiero teraz...według najnowszych prognoz PKB Chin ma się zwiększyć jedynie o ok. 5,5% (znów bardzo optymistycznie) czyli że ma wygenerować jedynie 230 mld $.

Pierwszy mit obalony a teraz czas na kolejny czyli tezę iż "Państwo Środka" jako pierwsze wyjdzie z kryzysu. Otóż według mnie tam jeszcze prawdziwego kryzysu nie ma. PKB wolniej bo wolniej rośnie ale jednak jest wciąż podtrzymywany cykl wzrostowy. Jest to oczywiście zasługą skrajnego interwecjonizmu państwowego, stosowanego przez komunistyczny reżim w Pekinie. Wydatki na roboty publiczne i programy stymulacyjne na wzrór amerykańskich (liczone w setkach miliardów$) są oznaką paniki władz tej niby "wielkicj potęgi". Co robią więcej aby sztucznie ratować gospodarkę?

Po co stymulowac gospodarkę jeśli nie ma nawet jeszcze recesji?

Chiny są państwem totalnie uzależnionym od eksportu i zagranicznych inwestycji. Cała hossa 2003-2007 była można śmiało powiedzieć "chińską hossą". Napędzała światową gospodarkę poprzez swoje inwestycje w infrastrukturę, dławiła inflację poprzez produkcję tanich produktów, i wreszcie finansowała na wielką skalę swojego głównego partnera handlowego - Stany Zjednoczone. Dość powiedzieć że od 2003 do 2008 roku Chiny zwiększyły swoje aktywa zagraniczne z 250 mld $ do...2,5 biliona $...szokujący wzrost z czego aż 2 bln $ stanowią oficjalne rezerwy. Z tego podobno ok 70% to dolary. Chińczycy ok połowy swoich dolarów pozyskiwanych z eksportu przeznaczają regularnie na zakupy amerykańskich obligacji. Jest to znowu nic innego jak interwencjonizm państwowy bowiem z pieniędzy publicznych kredytuje się bardzo tanio przecież inne państwo zamiast przykładowo kredytować własnych przedsiębiorców. Jest to ukryta forma subsydiowania eksportu o której mało kto mówi. 

TAK DLUGO BOWIEM JAK USA BĘDZIE UTRZYMYWANE SZTUCZNIE PRZY ŻYCIU TAK DŁUGO CHINY BĘDĄ PROSPEROWAĆ.

W tym miejscu dochodzimy do ważnego punktu. Otóż Chiny dały się wciągnąć w pułapkę dolarową. Po masakrze na placu Tiananmen w 1989 roku Chiny aby nieco zliberalizować się i ożywić swoją gospodarkę osłabiły Juana i ustaliły sztywny kurs do dolara (tzw. dollar peg)  na poziomie 8,62 wobec 2,46 za czasów Mao Zedonga. Ten stan trwał aż do 21 Lipca 2005 kiedy to euforycznie nastawione władze komunistycznej republiki postanowiły ulec presji USA i zdecydowały się uwolnić nieco Juana i wprowadziły ruchomy kurs w oparciu o koszyk walut. (podobny mieliśmy my w Polsce w latach 90-tych) W skład tego koszyka wchodziły przede wszystkim waluty głównych partnerów handlowych czyli USD, Euro, Jen, Koreański Won. Uzupełniały go w niewielkim stopniu brytyjski Funt, tajlandzki Baht, Rubel, Dolar australijski, kanadyjski, singapurski. Bank centralny dopuszczał dzienne wahania o maksymum 0,5 % ale był przez niego ogłaszany czyli de facto sztucznie kontrolowany. Pomimo tego sztucznego kontrolowania Juan umocnił się od "uwolnienia" aż o ponad 20% sprowadzając kurs z 8,27 na 6,8 za dolara. Oczywiście nie było to na korzyść eksportu chinskiego ale tak długo jak bańka kredytowa w USA była pompowana tak długo władze nie były tym zaniepokojone. Amerykański konsument i tak kupował więcej i więcej chinskiej taniochy, a inwestorzy z USA chętnie otwierali w Chinach swoje fabryki. Tak było do olimpiady w Pekinie. Co stało się po jej zakończeniu? Sen o potędze USA runął wraz z upadkiem Lehman Brothers, Merril Lynch, AIG czyli do niedawna ikon światowej gospodarki...Citi Bank został właściwie znacjonalizowany a wielkie domy brokerskie Goldman Sachs i Morgan Stanley uciekły pod ochronę FED...To wszystko jak wiemy spowodowało paradoksalnie potężne umocnienie się dolara bowiem wracał on do domu z całego świata w tym głównie przecież z Chin...Ale co się stało na dosłownie 2 miesiące przed tym zjawiskiem?  W obliczu powszechnych opinii że dolar to śmieć władze spanikowały ponownie i powróciły do pomysłu swoich komunistycznych poprzedników czyli zdecydowały sie sztywno powiązać swoją walutę z dolarem na poziomie 6,9-6,9 do USD:) czy nie przypomina to nam błedu naszych eksporerów, którzy popełnili podobny błąd na dnie paniki wystawiając opcje na waluty które wydawało się że przecież nie mogą nigdy już rosnąć;)  

Powracając do dollar peg  ratując upadający eksport (spadek o 22% r/r w kwietniu) nie zdają sobie chyba sprawy w jaką pułapkę się pakują. Sztywne powiązanie z walutą obcą uwaliło już nie jedną dużą gospodarkę w przeszłości z Argentyną na czele. Obecnie wielkie kłopoty krajów Bałtyckich są spowodowane właśnie sztywnym powiązaniem z Euro w ramach dobrze nam znanego ERM2. Polega to na tym iż kurs porusza się w ściśle określonych widełkach powiedzmy +-10%. Jeśli kurs waluty obcej zaczyna się nadmiernie osłabiać i schodzić poniżej ustalonej dolnej granicy to bank centralny musi kupowac walutę w tym przykładzie Chiny muszą kupować USD głównie w postaci amerykańskich obligacji. Z kolei jeśli waluta obca się zbytnio umacnia muszą swoje aktywa w tej walucie upłynniać żeby sztucznie bronić ustalonego górnego pułapu. Podstawowym argumentem za sztywnym kursem jest brak ryzyka kursowego i niezmienność cen w wymianie handlowej, jakże korzystnej wciąż dla Chin. Niestety jest to myślenie bardzo krótkowzroczne i nieco komunistyczne bym powiedział. Otóż istnieje ryzyko iż w przypadku nagłego załamania się konsumpcji w USA (to się przecież dzieje) kraj traci swoją konkurencyjność wobec innych parnerów jak Unia Europejska. Stało się bowiem nieszczęście podwójne dla Chin - Rynek Amerykański się załamał ale dolar zaczął się umacniać do Euro! Chiny w obawie o własne interesy spanikowały i usztywniły swój kurs do USD ale nie mogły przecież zrobić tego również z Euro. Skutkiem tego było załamanie się Euro w stosunku do Juana o 22% z 11,20 na 8,45 na dnie paniki w październiku 2008. Czyli że mamy podwójne uderzenie po wprowadzeniu sztywnego kursu do dolara - rynek amerykański się załamuje i równocześnie słabną do dolara wszystkie waluty pozostałych partnerów handlowych na czele ze wspomnianym Euro. Te dwa czynniki spowodowały iż eksport w kwietniu spadł aż o 22% rok do roku...Ktoś zapyta dlaczego Chiny nie osłabiły swojej waluty do dolara a trzymają trwardo sztywny kurs. Uległy po prostu panice że dolar to śmieć i dały się wciągnąć w pułapkę zastwioną przez Amerykanów. Było to idealnie na dnie dolarowej paniki...ale timing:)  Czy zatem upadek Lehman Brothers nie przyczynił się do sporego kryzysu walutowego w Chinach? oczywiście że tak...Czy w Chinach będzie recesja? oczywiście że tak...jest to jedynie kwestią czasu...kwestią czasu jest również według mnie popełnienie kolejnego błędu przez bank centralny a mianowicie ponowne uwolnienie Juana w stosunku do dolara. Narażą się wtedy na ponowny spadek wartości dolara... Nagły spadek dolara bowiem zuboży ich ogromne rezerwy i sprawi iż właściwie finansowały ożywienie  gospodarki bankruta a gdy ten bakrut stanie już na nogi Chiny  nie będą miały już żadnych rezerw, a jeśli jeszcze będą miały to będą one wyceniane w nic nie wartej walucie...

 tak czy owak USA zadały Chinom SZACH MAT...

co by nie robiły komunistyczne władze Chin to nie będą w stanie już wyrwać się z tej pajęczyny uzależnienia od dolara...ani sztuczne interwencje w kurs własnej waluty, ani stymulowanie gospodarki nie pomoże Chinom uniknąć recesji która jest kwestią czasu a może przybrać niewyobrażalne rozmiary...(kto by jeszcze parę lat temu przypuszczał że tygrysy bałtyckie będą leciały po -15% r/r???)

Pozdrawiam

Long

Komentarze (35)
Nadchodzi apokalipsa na giełdzie
 Oceń wpis
   

Witam,

Ostatnie moje wpisy ostrzegały przed nadchodzącą zmianą trendu mającą się objawiać prawdziwą rzezią byków. Wielu czytelników napewno oczekuje ode mnie slów skruchy i zwykłego stwierdzenia: "przepraszam, myliłem się"...Otóż przyznaję się bez bicia - ostatni tydzień mnie zaskoczył ale czy tak naprawdę giełda może kogoś zaskoczyć? to jest żywioł nieprzewidywalny jak Ocean dla żeglarza... Ja lubię bardzo często porównywać giełdę do wojny a jeśli mijający tydzień traktować jako bitwę to trzeba stwierdzić że była to być może nawet jedynie potyczka bez większego znaczenia. Dlaczego? Obroty...co z tego że stosunkowo niewielkie oddziały byków zdołały osaczyć uśpione niedźwiedzie i przełamać ich linie obronne, skoro ich siła jest tak mała że jest kwestią czasu ich otoczenie i totalne zdruzgotanie? Do trwałego przełamania sinych przecież pozycji niedźwiedzi na 1920 u nas oraz na 920 w USA o których wspominałem potrzeba większej armii niż tej rozpędzonej kawalerii która owszem przełamała opory ale nie sądze że jest w stanie na stałe utrzymać zajęte pozycje. Mało tego, uważam że ich szarża spowoduje mobilizację niedźwiedzi i ich silny kontratak cofający byki dużo głębiej na ich terytorium czyli na ok 1683 na wig20 i 868 na S&P. Ten rajd był szyty naprawdę grubymi nićmi...

DLACZEGO UWAŻAM ŻE GIEŁDĘ CZEKA PRAWDZIWA APOKALIPSA?

Z przerażeniem cztałem przyznać muszę miesięczny raport o amerykańskim rynku pracy. 787 tysięcy ludzi zwiększyło liczbę bezrobotnych i podniosło ją do 14,5 miliona! Można zapomnieć o tym że oficjalnie podaje się spadek zatrudnienia w sektorach poza-rolniczych o jedyne 345 tysięcy. To nic nie znaczy tak naprawdę a takimi danymi można swobodnie manipulować. Co tak naprawdę ma znaczenie to fakt iż realna stopa bezrobocia wzrosła aż do 9,4%. Pamiętamy jakie założenia miały slynne stress tests Pana Tima Geithnera? 8,9% w 2009 roku...no to chyba już się przeliczyli chłopaki:) Ale to jeszcze nie koniec...otóż kolejna rewelacja jest taka iż 2,2 miliona ludzi bezrobotnych nie zostało potraktowanych jako bezrobotni bowiem nie szukali oni pracy przez ostatnie 4 tygodnie!!! czy to nie są żarty? co to jest do diabła za metodologia co wlicza do oficjalnie zarejestrowanych bezrobotnych jedynie tych którzy aktywnie szukają pracy? Przecież te 2,2 miliona ludzi po prostu już ma dosyć wszystkiego i zwątpiło totalnie w znalezienie pracy i tyle. Kolejną szokującą liczbą jest 9,1 miliona ludzi którzy zostali zmuszeni do pracy na pół etatu wbrew ich woli. To jest niemalże bezrobocie bowiem zarabiają o połowę mniej niż kiedyś ale ich oczywiście też się nie wlicza do oficjalnych statystyk! Jeżeli by dodać teraz 14,5 miliona oficjalnie zarejestrowanych bezrobotnych plus te 2,2 miliona ludzi którzy już pracy nie chcą szukać plus te 9,1 miliona pracujących na pół etatu przymusowo to mamy 25,8 miliona ludzi. Daje to szokującą stopę całkowitego bezrobocia równą 16,6%. Czyli że w USA się robi Hiszpania...Powiem więcej - zbliżamy się do poziomów z czasów "Wielkiej Depresji" kiedy bezrobocie osiągnęło 25%.      I jeszcze raz przypominam że Pan Geithner zakładał w swoich bankowych testach jedynie 8,9% bezrobocia...to miał być scenariusz najbardziej pesymistyczny:)))

Banki będą miały z każdym miesiącem coraz więcej złych kredytów bowiem problem już nie dotyczy jedynie subprime ale zaczyna dotykać w znacznym stopniu prime czyli zwykłych klientów banków mających dotychczas perfekcyjną historię kredytową. Kolejne odpisy na rezerwy spowodują że tym razem kilka słabych banków nie przetrwa. Moim zdaniam Citi Bank i Bank Of America są skazane na podzielenie losu Lehman Brothers. Pamiętamy co się stało z giełdą po utracie płynności przez LB? A wtedy indeksy wcale nie były pompowane przez kilka miesięcy jak teraz...teraz krach będzie bardzo raptowny i o wiele bardziej bolesny niż wtedy. Nie zdziwmy się jak po raz pierwszy zamknięte zostaną  giełdy na Wall Street  i Książęcej...Ludwik Sobolewski musi być przygotowany na taką ewentualność i będzie zmuszony żeby to zrobić jak tylko SEC zamknie NYSE.

Oby ten scenariusz się nie sprawdził ale po danych o bezrobociu w USA nie mogłem wyciągnąć innych wniosków...

Pozdrawiam,

Long

 

 

 

Komentarze (26)
1 | 2 |
O mnie
Albert Rokicki
Jestem inwestorem długoterminowym i będe zawsze to podkreślał. Na warszawskiej giełdzie od 2000 roku. Nigdy nie kupiłbym akcji spółki której nie chciałbym posiadać na własność gdybym miał nieograniczone możliwości finansowe. email: kontakt@longterm.pl
Najnowsze wpisy
2013-08-24 09:09 44 analizy polskich spółek
2013-08-05 11:18 Letnia hossa
2013-07-03 09:54 Darmowy e-book!
2013-06-26 19:23 QE OR NOT QE?
2013-06-23 22:43 Darmowe szkolenie z inwestowania
Najnowsze komentarze
2014-01-29 20:32
cvdfer:
44 analizy polskich spółek
zarobił swoją kasę na idiotach dzięki swoim marnym analizom i wyjechał z kraju, teraz bawi się[...]
2014-01-06 19:04
najlepszeprezenty.com.pl:
16 spółek które dadzą zarobić na odbiciu
pozdrowienia :)
2013-12-23 13:11
rtvagd:
Największy kryzys gospodarczy w historii ludzkości
pozdrowienia :)