Prognozy giełdowe na 2010 rok
 Oceń wpis
   

Witam,

Postanowiłem nie czekać do pierwszego dnia przyszłego roku i napisać moje prognozy na dzień przed Sylwestrem. Jaki będzie ten kolejny 2010 rok? Poza zmianą daty w kalendarzu nic się tak naprawdę nie zmieni...rok to jedynie czas w jakim Ziemia potrzebuje do okrążenia Słońca i tak naprawdę te kolejne 12 miesięcy pod nazwą 2010 nie mają większego znaczenia...ja zawsze staram się patrzeć na rzeczywistość w dłuższym horyzoncie czasowym i oceniać sytuację z takiego własnie punktu widzenia...sytuacja na Świecie wciąż jest kryzysowa poza gospodarką Chińską - sztucznie stymulowaną działaniami rządowymi ale to oddzielny temat. Nic nie zostało załatwione a wszystkie problemy zostały zamiecione pod dywan...nie pozwolono upaść nieudolnym przedsiębiorstwom bowiem stwierdzono że były "za duże aby upaść"...to ja się pytam w takim razie czy nie są "za duże aby wogóle istnieć?" Interwencje rządowe zapobiegły totalnemu załamaniu w gospodarce ale i doprowadziły do sytuacji gdzie system jest pozbawiony możliwości samooczyszczenia. Od tysięcy lat gospodarka działa tak że biznesy nieudolne upadają dając możliwość nowym zdolnym przedsiębiorcom zaistnieć i wykorzystać kryzys. W tej chwili mamy do czynienia z sytuacją gdzie ratuje się nieudaczników a uczciwi, konserwatywnie myślący biznesmeni nie mogą wykorzystać swojej szansy...kiedyś opisałem komuś przykład z bazarem gdzie było 10 budek z jabłkami. Kiedy spadł nagle popyt 5 z nich miało poważne problemy finansowe. Niestety należały one do właściciela bazarku, który uparł się aby one dalej sprzedawały jabłka...utrzymując te 5 swoich budek właściciel powoduje że tak naprawdę nikt nie zyskuje...te jego własne budki wciąż generują straty lub przynoszą niewielkie zyski bo muszą stale utrzymywać ceny jabłek na niskim poziomie...gdyby jednak te 5 budek upadło to pozostałe 5 należących do niezależnych przedsiębiorców szybko skorzystałyby na zwiększeniu swojego rynku zbytu. Ceny jabłek  szybko by wystrzeliły przez co zarabialiby o wiele więcej. Właściciel straganów zaś mógłby z pełną odpowiedzialnością podnieść im opłaty za najem i wszyscy byliby zadowoleni. Rynek jabłek ruszyłby z kopyta, 5 budek pozostałych na bazarze wspaniale by prosperowało a właściciel bazaru miałby większe wpływy z najmu...

Tyle tytułem wstępu. Teraz już do rzeczy czyli prognozy na przyszły rok:

1) Rozpad strefy Euro - w przyszłym roku powinny zacząć się na poważnie głosy o rozpadzie strefy Euro. Jako pierwsze mogą wyjść z tego klubu Grecja i Hiszpania. Później zrobią to być może Portugalia i Włochy. Spowoduje to spore osłabienie Euro wobec dolara i złotówki.

2) Dolar będzie królem - to będzie zdecydowanie rok dolara amerykańskiego. Inwestycje carry trade będą dalej zwijane bowiem po raz pierwszy od wielu lat większą stopę zwrotu może przynieść inwestycja w USA niż na rynkach wschodzących. Również zwiększająca się rentowność amerykańskich obligacji która może osiągnąć w przyszłym roku nawet 5% za 10-latki będzie bardzo kusząca. No i oczywiście rozpad Europejskiej Unii Walutowej spowoduje że kapitał wręcz panicznie będzie się wycofywał za Atlantyk.

3) Surowce bardzo stanieją - zewzględu na umacniającego się USD złoto, miedź i reszta surowców bardzo poważnie potanieje. Stracą na tym oczywiście rynki wschodzące w tym Polska i nasz KGHM. Dodatkowym czynnikiem będzie również słabnący z kwartału na kwartał popyt.

4) Podwójne dno recesji - jestem przekonany iż gdzieś w II połowie 2010 roku pojawi się w USA ponownie recesja. Już nie tak surowa jak poprzednia ale jednak zobaczymy minimum 2 kwartały z ujemnym wynikiem PKB. Rosnący kurs dolara spowoduje iż eksport się załamie. Zyski z zamorskich inwestycji stopnieją bardzo znacząco co pogrąży wielkie korporacje notowane na wall street.

5) Łagodna recesja w Polsce - napisałem już że rok 2010 będzie lepszy dla gospodarki USA niż dla rynków wschodzących. Przewiduje jakieś wielkie załamanie w Chinach. Nie wiem czym spowodowane ale wydaje mi się że zaporami celnymi jakie reszta świata będzie musiała nałożyć na Pekin. Prośby i interwencje dyplomatyczne o uwolniania Juana nie dają rezultatów więc pora chyba aby świat Zachodu sięgnął po swoje działa...tak naprawdę bowiem jest rzeczą niesłychaną w historii Świata aby w obliczu tak wielkiego krzysu nie stosować praktyk tzw. beggar the neighbour czyli wyniszcania partnerów handlowych i ochrony własnego rynku zwanych inaczej protekcjonizmem. To wszystko zacznie się rozwijać na większą skalę pod koniec 2010 kiedy świat spanikuje po ogłoszeniu powrotu do recesji. Nie oprze się jej również Polska. Już nawet drugi  kwartał 2010 może być pod kreską wobec umacniającej się stale złotówki. Pamiętajmy że w ubiegłym roku korzystaliśmy z wyjątkowo korzystnego kursu walutowego z Euro na poziomie nawet 4,8 zł...dzięki temu obronił sie nasz eksport oraz dostawaliśmy w przeliczeniu więcej złotówek z unijnych funduszy pomocowych. Będzie nam niezmiernie trudno powtórzyć ten wynik w 2010...ciekawe czy premier Tusk pokaże nas na mapie Europy z wynikiem -1,5%?

6) Giełda w dół - akcje niestety nie mają żadnych szans na takie wzrosty jakie oglądaliśmy w tym roku. Uważam że w skali całego roku giełda nie da zarobić...w pierwszych miesiącach 2010 przewiduje bardzo poważne spadki indeksów. S&P powinien zjechać na 750 a nasz wig20 na okolice 1450-1500. Ożywienie w gospodarce po ostatecznym oczyszczeniu systemu może zacząć się dopiero na początku 2011 roku a prawdziwa hossa poparta fundamentami w postaci wzrostu PKB na poziomie 5-6% w 2012.

7) Zagrożenie wojną lub wielkim atakiem terrorystycznym - wciąż nie należy lekceważyć zagrożenia wielkim konfliktem zbrojnym. Gruzja, Iran,Izrael, Tajwan, Pakistan to są bardzo poważne ogniska zapalne...Barrack Obama też nie może spać spokojnie a jego życie może znaleźć się w ogromnym niebezpieczeństwie...

8) Deflacja i zerowe stopy - nie ma według mnie mowy o pojawieniu się realnej inflacji. Przy rosnącym bezrobociu i wykorzystaniu mocy produkcyjnych na 70% (najmniej od II WŚ) powinna pojawić się niedługo prawdziwa deflacja. Tak jak napisałem dolar będzie się umacniał więc USA bedzie kupowała tanie towary z zagranicy (surowce) przez co wyrówna swój deficyt handlowy co będzie jedyną pozytywną rzeczą z tego kryzysu. Inflacja może natomiast nastąpić prędzej w UE wobec załamania się Euro. Być może paradoksalnie scenariusz, który rysują ekonomiści Stanom Zjednoczonym sprawdzi się w Europie...nie zbadane są wyroki boskie...

9) Tusk przegrywa wybory prezydenckie ponownie -Lech  Kaczyński zrobi to znowu ku zdumieniu wszystkich. Jak dojdzie do bezpośrednich debat to Kaczor mając w ręku mocne argumenty w postaci recesji w POlsce (wybory będą na jesieni) oraz załamanie się Euro znokautuje rywala. Prawdopodobnie Polska zrezygnuje wogóle z planów przyjęcia europejskiej waluty.

Do siego roku!

Pozdrawiam,

LONg

 

 

Komentarze (23)
Podsumowanie roku 2009
 Oceń wpis
   

Witam,

To był bardzo ciekawy rok. Chińskie przysłowie mówi "obyś żył w ciekawych czasach" i bez wątpienia w takich żyjemy...to był rok w którym być może (wciąż nie przesądzałbym) ustanowiliśmy dno bessy 2007-2009??? Jeśli tak to prawdpodobnie również ustanowiliśmy dno nie tylko tej bessy ale i początek wieloletniego cyklu wzrostowego. Ten rok przekonał bez wątpienia wszystkich że jednego nie da się zabić w ludziach a mianowicie ich nadziei...do póki ludzie żyją to mają zawsze nadzieję na lepsze jutro a po złych okresach zawsze pojawiają się te lepsze...taka jest po prostu natura ludzka...zwierzęcy duch ewolucji nie pozwala po prostu się cofać. Wielkie banki z wall street pokazały determinację w swojej walce o przetrwanie, wykorzystując wszelkiego rodzaju metody manipulacji i szantażu.Citi i Bank of America musiały zostać w dużej części znacjonalizowane.  Barrack Obama też nie pozwolił natomiast upaść GM i Chryslerowi. Ten rok, podobnie jak ubiegły był kontynuacją pewnego procesu który nazwałbym powrotem do socjalizmu. Mit niewidzialnej ręki wolnego rynku został brutalnie zburzony po pierwszej wielkiej publicznej pomocy jakiej udzielono AIG, następnie po całej serii planów ratunkowych dla kolejnych instytucji finansowych i w końcu dla gigantów branży samochodowej - GM i Chryslera. USA musiała poświęcić swoją reputację i stać się krajem bardziejn scentralizowanym z o wiele większą rolą państwa niż śniliby najwięksi zwolennicy Lenina jeszcze 2 lata temu... Może musi tak być aby skutecznie konkurować z autokratywnymi rządami Chin i Rosji? Może przejściowo jest to dobre rozwiązanie wobec wielu zagrożeń nie tylko gospodarczych ale również politycznych? Barrack Obama ma w tej chwili pełnię władzy. Pokazał to forsując bardzo niepopularną społecznie reformę służby zdrowia. Tym samym pokazał że właściwie USA stała się dyktaturą jak przedwojenne Niemcy czy obecna Rosja...Mając za sobą przewagę swojej partii zarówno w senacie jak i w kongresie może właściwie wszystko i być może dlatego dodstał nagrodę Nobla "zapobiegawczo"...nie zmieni to faktu iż zaczął Obama stosować znaną nam z okresu podwójnej prezydentury Busha retorykę że wojna niekiedy może służyć pokojowi...

Walutą roku okazało się złoto które od początku roku do swojego szczytu urosło 39% natomiast obecnie wciąż jest 25% powyżej. Piszę że jest walutą bo według mnie jest ono jedynym realnym pieniądzem. Wszystko wyceniane w kruszcu traci swoją wartość przez co wciąż upieram się że jesteśmy w trakcie "złotego cyklu deflacyjnego". Dostrzegli to prezesi banków centralnych Indii, Sri Lanki, Rosji i Chi którzy w 2009 akumulowali złoto jako część dywersyfikacji swoich rezerw względem dolara.

Spółką roku według mnie był KGHM - nie dość że generał hossy podniósł się z kolan i wzrósł o 300% z 28 na 111 zł to jeszcze zdążył w międzyszasie wypłacić sowitą dywidendę. Chciałoby się krzyknąć "na kolana"!

Inwestorem roku był w moim przekonaniu Jim Rogers - idealnie przewidział rajd na surowcach. Nawet podczas największej paniki upierał się że surowce mają za sobą najwięcej fundamnetów. Miedź, ropa, nikiel, a również jeśli by zaliczyć do nich srebro i złoto okazały się lepszą inwestycją nawet od akcji...Rogers słusznie podkreśla że surowiec nie może spaść do 0...to nie jest spółka giełdowa, która może zbankrutować...nie ma związków zawodowych...nie ma błędnych decyzji inwestycyjnych...nie ma polityki dywidendy bo cały zysk inwestora jest pd razu w jego kieszeni...

Ekonomistami roku 2009 byli  minister finansów Jan Vincent  Rostowski i prezes NBP Sławomir Skrzypek - jest to mój ukłon w kierunku sukcesu polskiej gospodarki, która jako jedyna w Unii Europejskiej oparła się recesji i wciąż rozwijała.

Pozdrawiam i zapraszam na moje prognozy dotyczące przyszłego roku, które napiszę jutro.

Pozdrawiam,

Long

 

 

Komentarze (3)
Poświąteczna niestrawność
 Oceń wpis
   

Witam po Świętach,

Mam nadzieję że karp smakował bo leszcze wciąż są karmione:)  W ostatnim przedświątecznym wpisie zwróciłem uwagę na indeksy małych spółek, jako nie przekłamany wskaźnik wyprzedzający koniunktury. Na naszym podwórku mwig40 nie może niestety przebić szczytów tej mini hossy ustanowionych 4 miesięce temu! Od 26.08.2009 indeks 40 średnich spółek znajduje się poniżej poziomu 2356... Czytelnik o pseudonimie "póki co bez zysku" słusznie zauważył że jeszcze lepiej obecną sytuację obrazuje indeks małych spółek swig80, który jest na dolnym ograniczeniu kanału bocznego i ponad 6% od letniego szczytu...W USA natomiast owszem indeks Russell2000 przebił poprzedni szczyt ale w tej chwili stanął w miejscu i wykazuje jakby małą wiarę w dalsze wzrosty...wydaje mi się że gdyby wybicie było prawdziwe to ciągnął by dalej na północ przy mega obrocie zamiast stać w miejscu niecały 1% powyżej ważnych oporów...

A teraz najważnisze...Euro nie może sforsować oporu na...1,44 wobec dolara...uważam że w perspektywie najwyżej kilku dni odbijemy się od tego poziomu i dolar ponownie będzie się umacniał i to w sposób bardziej intensywny niż dotychczas. Carry trade będzie dalej zwijany a problemy Hiszpanii i Grecji nie pomogą z pewnością wspólnotowej walucie. Moim zdaniem dni Euro są policzone a pierwsze kraje powinny zacząć wychodzić z Europejskiej Unii Monetarnej już w przyszłym roku. Pierwsi kandydaci to oczywiście Grecja i Hiszpania ale potem moga dołączyć się również Portugalia i Włochy.  Jednak więcej szczegółów o tym w moich prognozach na przyszły rok jakie opublikuje już niebawem.

Myślę że najlepszą strategią teraz jest ciągłe oczekiwanie na spadki. Uważam że nie ma wogóle wątpliwości że one się zaczną  w najbliższym czasie. Pozostaje jedynie kwestią czy okażą się one jedynie korektą nowej hossy jak myśli wielu uczestników rynku (większość się zwykle myli) czy też powrotem do bessy i ustanowieniem nowych dołków...

Pozdrawiam

Long

Komentarze (16)
Nie kupuje się leszczy na święta
 Oceń wpis
   

Witam,

Oj kryzysowy ten nasz święty Mikołaj w tym roku...wig20 jest 3,3% poniżej swojego szczytu z 4  grudnia natomiast generał mini hossy - KGHM jest zdołowany już o 8,26% od szczytu z 111,4 (też 04.12)...również złotówka dostała rózgę pod choinkę bowiem Euro umocniło się o 3% od dołka z 4,033 na 4,1559 dzisiaj...Mikołaj nie rozpieszcza..

Giełda za odwagę nagradza...gdy wszyscy się boją inwestor musi być odważny...niestety giełda karze za chciwość...gdy wszyscy są chciwi i znajdują się w euforii inwestor musi być zimny jak lód i przeprowadzać bezwględną egzekucję...

Jestem bardzo intensywnie zaangażowany w analizę sytuacji na szerokim rynku finansowym i wszystkie klocki układają się zgodnie z założonym przeze mnie scenariuszem. Zrobiono inwestorom na całym świecie mały prezent w postaci osłabiania się dolara (według mnie korekcyjnego) oraz chwilowego przebicia przez rentowność 10 US note trendu spadkowego...ja wiem że jest wielu leszczy którzy to kupują ale ja na święta wolę kupić karpia...

Chciałbym zwrócić Państwa uwagę na jeden błąd analityków. Skupiają oni całą swoją uwagę na główne indeksy - te flagowe okręty każdej z giełd czyli u nas na wig20 a w USA na Dow Jonesie i S&P. To jest według mnie przekłamanie. Jak 20 firm w Polsce (z czego kilka zagranicznych) może odzwieriedlać sytuację w całej gospodarce. MOL i CEZ (giganty wig20) to są spółki z Węgier i Czech. Natomiast z całym szacunkiem ale nawet 500 firm nie może odzwierciedlać sytuacji w gospodarce USA...dodatkowo wartości tych indeksów są codziennie przekłamywane poprzez grę na kontraktach terminowych. Często wielkie banki z wall street grają przez dłuższy moment w jedną stronę. To tak jakby Grzegorz Lato i reszta PZPN  miał otwarty kontrakt na mistrzostwo Polski zdobyte przez Legię Warszawę. Czy ktoś odważyłby się wtedy postawić jakiekolwiek pieniądze na inny zespół? Do czego zmierzam?

Według mnie w tej chwili najważniejsze dla przyszłości giełd zarówno u nas jak i w USA wydarzenia będą miały miejsce na indeksach obejmujących szerszą liczbę nie tych największych ale małych spółek. Na naszym podwórku wybrałem MWIG40 zaś w USA obserwuję od dłuższego czasu RUSSELL2000. Oba indeksy mają wielkie problemy w pokonaniu poprzednich szczytów - odpowiednio dla mwig40 na 2356 zaś dla Russell2000 na 625...JEŻELI RUSSELL NIE PORADZI SOBIE Z TYM POZIOMEM W NAJBLIZSZYM CZASIE (TO JUŻ TRZECI SZTURM) TO NIESTETY DLA BYKÓW ALE CZAS NA ODWRÓT...(w tej chwili przebił i to zdecydowanie ale poczekajmy na koniec sesji i kolejną sesję jutro)

To nie jest tak że ja nie liczę się z tym że bykom się może uda. Zdaje sobie całkowicie sprawę z ryzyka że dolar może ponownie runąć, obligację runą, Russell złamie opór na 625...jak będzie dowiemy się w ostatni tydzień tego roku...uważam że będzie on tygodniem rozstrzygnięć i nie należy lekceważyć tego jak zamkniemy ten 2009 rok, który przypominał kolejkę górską i takim może się okazać przed samym swoim końcem...

Na zakończenie chciałem powiedzieć że niczego nie żałuję. Inwestor nie powinien nigdy niczego nie żałować...tyle ile razy się przewrócisz to musisz powstać...nie ma miejsca dla mięczaków...każdego może trafić silny cios bo to jest waga ciężka...to nie są obligi gdzie możesz stracić parę procent...to jest giełda gdzie w jeden dzień możesz stracić prawie wszystko...Mogę powiedzieć na moje usprawiedliwienie tylko jedno - od 28.08.2009 WIG wzrósł o...1,28%...mgwig40 od tego samego momentu stoi w miejscu...dużo wartościowych spółek jest od tematego czasu już minus 40%...niczego nie żałuję bo moja strategia nie mogła doprowadzić do straty...moja strategia pozwoliła dowieźć kapitał w bezpieczne miejsce w oczekiwaniu na korektę lub nawet powrót do bessy bez bolesnych turbulencji. Jeśli nawet okażę się że to jest początek drugiej fali hossy to przecież lepiej zainwestować swoje pieniądze wiedząc o tym teraz niż na 100% ryzyku w czerwcu czy lipcu...wiem że utracone zyski mogą boleć ale bardziej by bolały straty...

Wesołych świąt i smacznego...karpia:)

Pozdrawiam

Long

Komentarze (10)
Rózga świętego Mikołaja i defekt stycznia.
 Oceń wpis
   

Witam,

Zamiast rajdu świętego Mikołaja rynek najwyraźniej przyniósł inwestorom rózgę...wig20 jest już 4,5% poniżej szczytu, w przeliczeniu na Euro aż 8%, natomiast wyceniany w USD aż o 11,8%...to chyba najlepiej obrazuje kto zabiera swoje zabawki z naszego parkietu i powraca na święta do domu...drogi towar odkupują zapewne na górce nasze TFI, które miały bardzo dodatni bilans wpłat w listopadzie. Jak zwykle przysłowiowy Kowalski, który uległ instynktowi stadnemu i reklamom w mediach, wpłaca pieniądze do funduszy w najgorszym momencie...

Dlaczego twierdzę iż czeka nas twarde lądowanie w najbliższym czasie?

1) Baltic Dry Index spadł o 30% od szczytu z 19.11.2009. Jakoś ucichły głosy że jakoby indeks cen towarowych frachtów morskich wyprzedza ożywienie w światowej koniunkturze...

2) Ceny surowców spadają. Ropa jest już prawie 10% poniżej szczytów, miedź prawie 4% poniżej...ceny surowców zawsze wyprzedzają pogorszenie w gospodarce a mówi się że ropa i miedź mają "doktoraty" z ekonomii.

3) Dolar mocno się umacnia. Następuje zwijanie carry trade na dolarze, który wraca do domu. Mocniejszy dolar w końcówce roku oraz w pierwszym kwartale 2010 roku spowoduje że wyniki amerykańskich spółek inwestujących zagranicą  będą gorsze w porównaniu z okresem kiedy był on słabszy. Będą one słabsze o tyle o ile  waluty osłabią się do USD. Zniechęci to również eksporterów amerykańskich do dalszych inwestycji.

4) Wyczerpują sie środki pomocowe Obamy. Szczyt wykorzystania planu Obamy na 787 mld już mieliśmy w III kw. bieżącego roku. Duża część pieniędzy zostałą wydana w IV kwartale 2009 ale już kolejne kwartały to będzie mocno spadkowa tendencja. Oddziaływanie planu pomocowego wygaśnie z końcem II kwartału 2010 roku.

5) W mediach ogłoszono już hossę. Na wszystkich portalach oraz w działach gospodarczych czołowych gazet widzimy już oficjalne ogłoszenie hossy. Większość analityków zapowiada mocno wzrostowy 2010 rok. Owszem niekiedy coś wspominają o korekcie ale ogólnie to jest zgodny chór że koniec przyszłego roku będzie na mocnym plusie. Wiadomo co się dzieje kiedy wszyscy wokoło widzą już tylko wzrosty...

Pozdrawiam

Long

Komentarze (10)
Jeszcze o bezrobociu
 Oceń wpis
   

Witam,

Ostatnio dużo kontrowersji wzbudza stopa bezrobocia w USA. Ludzie którzy po raz pierwszy mają do czynienia z recesją zdążyli się już nauczyć przez ponad 2 lata bessy że jest to kluczowy wskaźnik, wokół którego buduje się wszelkie założenia i prognozy gospodarcze. Z 4,4% podczas szczytu koniuntury 2003-2007 stopa bezrobocia w USA wzrosła aż do 10,2%...15,4 miliona ludzi  jest uważanych oficjalnie za bezrobotnych, dalsze 2,3 miliona ludzi bez pracy jest włączanych do całkowitej siły roboczej ale nie są traktowani jako bezrobotni,i bo nie szukają już pracy z różnych przyczyn (praca na czarno, zwątpienie, emigracja, stan zdrowia, kryminał). Kolejne 9,2 miliona ludzi została nie z własnej woli przymuszonych do pracy na niepełen etat. Nie zalicza się ich do bezrobotnych ale praktycznie rzecz biorąc można przyjąć że są oni w jakimś procencie "bezrobotnymi"...jeśli by zsumować tych wszystkich ludzi - oficjalnych bezrobotnych, bezrobotnych zniechęconych do szukania pracy i tych pracujących na pół-etatu to stopa bezrobocia w USA wynosi 17,4%.

Teraz do sedna sprawy. W listopadzie zupełnie nieoczekiwanie liczba miejsc pracy (nie mylić z bezrobotnymi) spadła jedynie o 11 tysięcy. Natomiast liczba oficjalnych bezrobotnych spadła o aż 325 tysięcy...liczba bezrobotnych mogła spaść oczywiście z różnych powodów takich jak śmierć, emigracja, re-emigracja, przejście na wcześniejszą emeryturę oraz przejście do wyżej wspomnianej grupy ludzi "zniechęconych" szukaniem pracy. Takich ludzi w samym listopadzie było 861 tysięcy, o 261 tyś. więcej niż rok temu i gdyby oni w grudniu zdecydowali się jednak szukać pracy to uwaga...stopa bezrobocia rośnie nam z 10% do 10,5%...łącznie takich ludzi jest 2,3 miliona jak już wspomniałem czyli że gdyby nagle połowa z nich zaczęła jednak poszukiwać pracy to stopa bezrobocia rośnie nam z 10% obecnie do 10,7%. Oczywiście jeszcze raz podkreślam że ta grupa zniechęconych - ludzi nie szukających pracy to mogą być ludzie fizycznie i psychicznie chorzy, ludzie którzy postanowili zejść na złą drogę - prostytutki, dealerzy narkotyków, gangsterzy, ludzie pracujący na czarno itd. itd.

Na zakończenie chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na jedną istotną sprawę. Miejsca pracy, miejscom pracy nie równe...przecież miejsca pracy w Lehman Brothers czy Countrywide to są miejsca pracy utracone bezpowrotnie...praca świetnie opłacanego bankiera z wall street nie jest równa pracy robotnika budowlanego czy operatora linii produkcyjnej z całym szacunkiem dla tych zawodów...chodzi głównie o zarobki i o wydatki ludzi pracujących na tych pozycjach...sen o wielkiej bogatej Ameryce bez produkcji gdzie bankierzy zarabiali miliony dolarów produkując jedynie kolejne finansowe produkty bezpowrotnie minęły...czasy kiedy ceny domów rosły do nieba i powstawały co chwila kolejne papierowe fortuny na ich podstawie bezpowrotnie minęły...leniwy Amerykanin musi wziąść się do prawdziwej pracy...najwięcej miejsc pracy generują teraz plany stymulacyjne Obamy tylko że problem polega na tym że jak te plany się skończą to znikną też te miejsca pracy...to przecież nie chodzi o to żeby tworzyć jakiekolwiek miejsca pracy na chwilę...żeby każdy miał jakąś tam pensję...przecież w ZSRR każdy miał pracę...w Cesarstwie Rzymskim każdy niewolnik miał pracę...

Kolejnym istotnym czynnikiem jest stale rosnąca całkowita siła robocza w USA, która ma zwiększyć się w przyszłym roku o ok. 1,6 milona młodych ludzi. Wynika z tego iż teoretycznie gospodarka musi tworzyć 140 000 miejsc pracy miesięcznie tylko i wyłącznie aby utrzymać dzisiejszy poziom bezrobocia na 10%...

Mam nadzieję że pomogłem w zrozumieniu sytuacji na amerykańskim rynku pracy, której najwidoczniej wielu ludzi nie rozumie lub nie chce zrozumieć...niektórzy mylą liczbę bezrobotnych z ludźmi na zasiłku i powstają pytania typu "dlaczego bezrobocie maleje skoro liczba nowych wniosków o zasiłek wzrasta o 470 tyś. tygodniowo albo "dlaczego bezrobocie wzrosło skoro liczba całkowita ludzi na zasiłku spadła..."

Pozdrawiam

LOng

PS: W związku z zamieszaniem wokół niejakiego Tigera Woodsa zapewne kilka tysięcy pań może zacząć poszukiwać pracy w tym miesiącu:)

Komentarze (3)
Rosja znów wymachuje szabelką
 Oceń wpis
   

Witam,

Wczoraj Dow Jones zamknął się na 10441 i pamiętamy co to oznacza. Nie było dla nas niespodziamnką że indeksy zjechały niżej...nie można wyciagać jeszcze daleko idących wniosków bowiem właściwie wciąż jesteśmy na terytorium byków. Jak DJIA wybije się w dół z konsolidacji na wsparciu na 10230 bedziemy mogli mówić o sukcesie kontrofensywy niedźwiedzi...chciałbym się podzielić z Państwem spostrzeżeniem Roberta Prechtera, którego bardzo cenię. Dostrzegł on jedną zależność na rynkach finansowych a mianowicie że szczyty notowań surowców (szczególnie ropy) i akcji zbiegają się z czasem kiedy Rosja zaczyna wymachiwać szabelką...wiadomo że Barrack Obama jest raczej gwiazdą pop kultury i równie dobrze na negocjację z Medwiedewem i Putinem można by wysłać Brada Pita, który z pewnością lepiej by wypadł w kontrfrontacji z następcami Wielkiego Piotra...pamiętamy wydarzenia z 2008 roku? Po inwazji Rosji na Gruzję ropa poleciała z historycznych szczytów 140 $ za barayłkę na 30$ co spowodowało że nasz wschodni sąsiad podkulił ogon na ponad rok...teraz jednak wielki zwierz wyleczył już rany i zaczyna znów próbować być aktywny...najpierw manewry z Białorusią pod naszą granicą...potem przekupienie jakiejś małej wysepki na Pacyfiku żeby uznała Obchazję i Osetię...prowokacje wobec Gruzji...wreszcie wymuszenie na Barracku Obamie "negocjacji" w sprawie umowy NATO-Rosja...Obama jako laureat nagrody Nobla jest tak gołębi że przecież nie wypada mu odmówić albo postawić twarde warunki. Jego doradcy jednak wydali odpowiednie polecenia, które ułatwią polepszenie pozycji negocjacyjnej prezydenta USA...efekty już mamy...dolar wraca do domu...rezerwy Rosji spadają bo ceny ropy spada w odpowiedzi na umacnianie się dolara...spada również cena złota, które ostatnio Rosja mocno akumulowała...

Z punktu widzenia polskiej racji stanu presja wywierana na Rosję jest bardzo na rękę...myślę że atak traderów z NYMEX na ropę i drenowanie Moskwy z kapitału działa o wiele lepiej niż tarcza antyrakietowa. USA musi zdołować ropę na 65$ za baryłkę zanim Obama usiądzie do stołu negocjacyjnego...

Giełda w dół i tylko w dół o ile  stratedzy USA nie chcą aby Miedwiedew miał wiele argumentów w rozmowach z Obamą...nie wykluczajmy polityki z gry na giełdzie...

Pozdrawiam

Long

Komentarze (11)
Wczoraj Zimbabwe, dzisiaj Japonia
 Oceń wpis
   

Witam,

Dziaisj dowiedzielismy się że inflacji w USA nie ma...zmiana CPI core (bazowa) pozbawiona energii i żywności  wyniosła bowiem 0%...wczoraj pisałem że PPI (ceny producentów) wyniosła 21,6% w ujęciu rocznym i pojawiła się perspektywa hiperinflacji w USA porównywalnej z Zimbabwe. Dzisiaj natomiast szybka bajka o inflacji zamieniła się w powrót na ziemię czyli do scenariusza japońskiego, gdzie od 20 lat zmorą dla gospodarki jest deflacja...deflacja jest wzrostem siły nabywczej pieniądza czyli że nie opłaca się inwestować, nie opłaca się kupować niczego bowiem co byśmy nie robili to najlepiej będzie siedzieć na gotówce (wszystko dookoła nas tanieje). Od kilku lat odzwierciedla deflację cena złota jako jedynego realnego pieniądza. Otóż wszystko wyceniane w tym kruszcu traci swoją wartość...dość powiedzieć że na dnie poprzedniej bessy za indeks S&P można było kupić dwie uncje złota natomiast obecnie...niecałą jedną i to po tym jak indeks ten odbił od dna 65%...wszystko co mamy tanieje jeśli wycenimy to w złocie...Mikołaj Kopernik powiedział że "gorszy pieniądz będzie zawsze wypierał lepszy pieniądz" (pełna definicja prawa Kopernika na dole wpisu).  Dokładnie tak się dzieje w naszych czasach kiedy to złoto jako realny pieniądz, który przetrwał tysiące lat drożeje a dolar i reszta papierowych walut (w tym niestety złotówka) tanieje...deflacja dotyczy zatem rownież walut które tracą swoją wartość wobec złota. Ostatnio zauważyli to prezesi banków centralnych Indii, Sri Lanki, Rosji i Chin kórzy zaczęli zwiększać swoje rezerwy w kruszcu. Mamy do czynienia według mnie z "ukrytą deflacją", podczas której próbuje się za wszelką cenę sztucznie wywołać inflację ale ceny spadają jeśli wycenimy wszystko w jedynym realnym pieniądzu - złocie...Jeśli wycenilibyśmy indeks S&P w złocie to odkrylibyśmy że od 2000 roku jest nieprzerwalnie w bessie takiej jak od 1990 roku w Japonii...Wciąż uważam że jesteśmy w trakcie cyklu deflacyjnego, delewarowania najpierw wielkich instytucji finansowych, potem państw narodowych a na końcu konsumenta obciążanego coraz większymi podatkami...ten cykl może skończyć się niestety gdzieś w 2020 roku kiedy ludzie powiedzą dosyć i zmienią całkowicie system monetarny, najprawdopodobniej powracając w jakimś stopniu do standardu złota. Cena złota wtedy może być na poziomie 5000 a może nawet 10 000$. Wzrost ceny złota jest odzwierciedleniem obawy ludzi o spadek wartości wszelkiego rodzaju aktywów, w tym walut narodowych (nadmiernie drukowanych). Za pieniądz papierowy dostaniemy w banku lokatę 1-2% w USA, 5-8% w Polsce, natomiast ile procent zyskuje złoto rocznie nie muszę nikomu mówić...nikt nie chce trzymać papierowego pieniądza skoro złoto daje lepszą stopę zwrotu. Między innymi dlatego Rosevelt zakazał wolnego obrotu złotem w 1934 i usztywnił jego cenę na 35$, żeby ludziom nie opłacało się go trzymać jako lokaty...w ten sposób dokapitalizował banki i zmusił ludzi do wydawania pieniędzy. Obecnie jednak coraz więcej ludzi rezygnuje z lokat bankowych i woli kupić fizyczne złoto. Głośno było ostatnio o pewnym kliencie który kupił na początku tego roku tyle złota że potrzeba było wózka widłowego do załadunku...

Wracając do danych to deflacja kłania się w USA bo nie ma realnego popytu. Jedyny wzrost cen jaki mamy teraz to wzrost cen benzyny i samochodów (powody wyjaśniłem w poprzednim wpisie). jest to jednak kolejny podatek narzucony obywatelowi. (w Europie faktycznie podatek bo jest w nim akcyza). Nie ma zatem mowy aby FED podnosił stopy w przyszłym roku. Zaczynam naprawde poważnie wątpić czy "człowiek roku" Ben Bernanke odważy się podnosić stopy w przyszłym roku. Pokazał nam już raz fatalny timing kiedy zaczął podnosić stopy w 2007 roku nie dostrzegając kryzysu na rynku nieruchomości. Mając tą rysę na psychice nie odważy się popełnić kolejnego błędu zanim nie zobaczy poprawy w gospodarce i na rynku pracy.

W tej sytuacji nie ma co liczyć że będziemy mieli klasyczy etap początku hossy, kiedy to ceny obligacji spadają (rentowność rośnie) i kapitał przenosi się na giełdę powodując drugą i już oficjalną falę hossy. Niestety rentowność obligów spadła dzisiaj o 0,72% i idealnie nałożyła się w średnioterminowy trend spadkowy. Wynika z tego że obligacje po chwilowym kryzysie powracają do łask tych największych inwestorów i że apetyt na ryzyko maleje.

Pozdrawiam

Long

PS: Oznaką tego powrotu do bezpiecznych przystani będzie umacianie się dolara i wzrost cen obligacji amerykańskich (najbezpieczniejszych na świecie). Ze względu na umacnianie się dolara złoto może ulec przejściowej korekcie.

"Prawo Kopernika-Greshama to zasada mówiąca, że jeśli jednocześnie istnieją dwa rodzaje pieniądza, pod względem prawnym równowartościowe, ale jeden z nich jest postrzegany jako lepszy, ten "lepszy" pieniądz będzie gromadzony, a w obiegu pozostanie głównie ten "gorszy". Krótko mówiąc, gorszy pieniądz wypiera lepszy.

Odkrycie tego prawa przypisuje się Mikołajowi Kopernikowi, Thomasowi Greshamowi i kilku innym ekonomistom". (źródło: wikipedia).

Komentarze (6)
Sztucznie wywołana inflacja
 Oceń wpis
   

Witam,

Dzisiaj dowiedzieliśmy się iż ceny hurtowników w USA w listopadzie wzrosły o 1,8% w stosunku do października. Jeśli podawalibyśmy te dane w ujęciu rocznym (tak jak amerykański PKB) to inflacja w USA wynosi zanualizowane 21,6%...pozbawiona jednak żywności i energii tzw. inflacja "core" czyli po naszemu bazowa wzrosła o 0,5% ale w ujęciu rocznym stanowi aż 6%...tak jak pisałem każda interwencja rządowa w wolny rynek ma swoje konsekwencje i skutki uboczne. Czym bowiem spowodowany był głównie wzrost cen w USA? wzrostem cen benzyny o 14% oraz wzrostem cen samochodów...podwyżki benzyny nie mogły być spowodowane zwiększonym popytem...nie wierzę w to i nikt w to nie uwierzy...tani pieniądz i słabnący dolar spowodował że ropa naftowa zdrożała o 160% w bardzo krótkim czasie. Musiało to przełożyć się na wzrost cen benzyny. Czyli to nie konsument zaczął więcej wydawać na benzynę ale producent ma po prostu wyższe koszty. Drugi czynnik to podwyżki cen samochodów i tu znowu kłaniają się interwencje rządowe z programem "gotówka za rzęchy"...zlikwidowano bowiem ogromną liczbę niby "gratów" ale tak naprawdę w miarę sprawnych samochodów używanych. w skutek likwidacji gigantycznej podaży ceny musiały wzrosnąć i jak zwykle odczuwać będzie to ten najbiedniejszy obywatel, którego nie stać na nowy samochód...Mamy tu do czynienia z paradoksem dwóch interwencji rządowych, które same nawzajem sobie szkodzą...pomimo tego że program "gotówka za rzęchy" miał przynieść konsumentowi oszczędności w wydatkach na benzynę (spalanie nowych samochodów jest o wiele mniejsze) to w wyniku drugiej interwencji (zerowych stóp procentowych) płaci paradoksalnie więcej bo benzyna drożeje w tempie 14% m/m. Z kolei ten biedny obywatel, który teraz chce kupić tani używany samochód nie może tego zrobić bo tych tanich już nie ma na rynku...co z tego zatem że dostanie niskooprocentowany kredyt w banku skoro będzie musiał kupić nowy, droższy samochód?

Wracając do danych to oceniam je bardzo żle. Inflacja przy maraźmie w gospodarce, gdzie wzrost wywołany tylko i wyłącznie poprzez sztuczne interwencje, może okazać się zabójcza. Inflacja jest takim ukrytym podatkim, który wszyscy płacą pomimo że zarabiają tyle samo...to nigdy nie jest nic pozytywnego, a tymbardziej  przy bezrobociu 10%, bankructwach małego biznesu, niewypłacalności obywateli...pachnie mi to stagflacją czyli stagnacją w gospodarce połączoną z inflacją. FED nie może w takich okolicznościach podnosić stóp dbając o stabilność bardzo chimerycznej gospodarki. Jeśli bowiem by podnióśł to wzrosłaby gwałtownie rentowność amerykańskich obligacji od których zależy wysokość oprocentowania kredytów (w tym niezwykle kluczowego - hipotecznego). Wyższa rentownośc obligacji  to wyższe oprocentowanie jakiego żadają banki za kredyt. Ceny nieruchomości ponownie by runęły czego bardzo nie chce FED...Pętla się zaciska...właściwie to mało kto sobie chyba zdaje sprawę w jak patowej sytuacji znalazł się szef FED Ben Bernanke. Cokolwiek by teraz nie zrobił to będzie żle...może zacząć wyciągać nadpodaż pieniędzy z systemu bankowego przez co banki będą miały mniej pieniędzy na chore spekulacje ale wzrośnie rynkowa cena za pieniądz...na razie to Bernanke podniósł stopy ale swoim obywatelom którzy płacą o 14% więcej za paliwa niż w pażdzierniku...jego koledzy z banków wciąż dostają dolary na 0,25% i mogą już otwierać szampana za tegoroczne premie...

Pozdrawiam

Long

Komentarze (10)
Dobry handlowiec musi przecenić swój towar
 Oceń wpis
   

Witam,

Chciałbym zaproponować na wstępię pewną zabawę w kolejną alegorię. Wyobrażmy sobie że giełda to jest galeria handlowa. Jest kilka dużych sklepów od których my jako indywidualni inwestorzy kupujemy towar w mniejszej lub większej ilości. Te największe sieci sklepów to odpowiedniki wielkich banków inwestycyjnych - JPM, Goldman Sachs, Nomura, Morgan Stanley itd. część mniejszych butików jest prowadzona przez prywatnych właścicieli.  I tak jak w każdym stadzie te największe zawsze wyznaczają trend jako pierwsze. Jeśli wielki dom towarowy zdecyduje że musi zrobić obniżkę cen to podążą za nim te nieco mniejsze, a na końcu zmuszone będą i te najmniejsze sklepiki. Oczywiście rynkiem rządzą prawa popytu i podaży i jeśli towar nie sprzedaje się po określonych cenach to każdy rozsądny sprzedawca jest zmuszony do obniżek cen. Co z tego że wciąż ludzie coś tam kupują skoro obrót spada drastycznie, co powoduje pustki w kasie, a coraz większa ilość towaru zalegającego magazyny zaczyna straszyć...prosta logika podpowiada że należy w takiej sytuacji wypchnąć ten towar po niższej cenie, przez co uzyska się zwiększenie obrotu. Lepiej sprzedać bowiem cały towar na mniejszej marży niż małą część towaru na gigantycznej marży. Tak postąpiły sklepy detaliczne w USA bowiem sprzedaż detaliczna wzrosła tam w listopadzie o 1,2% i po raz pierwszy od roku zanotowała wynik dodatni również rok do roku...Nie oznacza to oczywiście że sprzedawcy zarobili więcej niż w poprzednim miesiącu ale wygenerowali przynajmniej obrót przez co są w stanie spłacić zobowiązania, zapłacić pensję pracownikom, mieć na bieżące potrzeby...Wracając do giełdy to w tej chwili nasi najwięksi handlowcy muszą zdecydować się obniżyć ceny...obroty bowiem są szokująco niskie...nie jest to na rękę ani włascicielowi naszej galerii handlowej (GPW pod wodzą Ludwika Sobolewskiego), ani naszym wielkim domom towarowym (JPM, GS, MS), ani bankom udzielającym pożyczek i oferującym usługi kart kredytowych i bankomatowych (biura maklerskie), to nie jest na rękę nikomu...powracając do giełdy to taki impas nie jest na rękę ani bykom ani niedźwiedziom...towar na giełdzie jest po prostu po zbyt wysokiej cenie przez co przestał być atrakcyjny...

Zwróćmy teraz uwagę że 7 grudnia była druga najgorsza sesja w tym roku pod względem wolumenu. Gorsza była jedynie sesja z 28 stycznia i wiadomo co się po niej wydarzyło...rynek runął o 23% bo ponownie - sprzedawcy stwierdzili że nic się nie dzieje bo towar jest wciąż za drogi...wybrali obrót niż wysoką marżę...ubiegły tydzień był natomiast pod względem wolumenu najgorszym tygodniem na wig20 od uwaga...pierwszego tygodnia 2009 roku...pamiętamy co było potem? sprzedawcy postanowili przecenić swój towar o 30%...

Pozdrawiam

Long

Komentarze (5)
1 | 2 |
O mnie
Albert Rokicki
Jestem inwestorem długoterminowym i będe zawsze to podkreślał. Na warszawskiej giełdzie od 2000 roku. Nigdy nie kupiłbym akcji spółki której nie chciałbym posiadać na własność gdybym miał nieograniczone możliwości finansowe. email: kontakt@longterm.pl
Najnowsze wpisy
2013-08-24 09:09 44 analizy polskich spółek
2013-08-05 11:18 Letnia hossa
2013-07-03 09:54 Darmowy e-book!
2013-06-26 19:23 QE OR NOT QE?
2013-06-23 22:43 Darmowe szkolenie z inwestowania
Najnowsze komentarze
2014-01-29 20:32
cvdfer:
44 analizy polskich spółek
zarobił swoją kasę na idiotach dzięki swoim marnym analizom i wyjechał z kraju, teraz bawi się[...]
2014-01-06 19:04
najlepszeprezenty.com.pl:
16 spółek które dadzą zarobić na odbiciu
pozdrowienia :)
2013-12-23 13:11
rtvagd:
Największy kryzys gospodarczy w historii ludzkości
pozdrowienia :)